Opowieść o dwojgu kochankach
Ogień – siejący żar, zniszczenie, ale jednocześnie silny, czuły, namiętny. Nie bał się okazywać swoich emocji, płonął nimi bez wahania.
I Woda – jego przeciwieństwo. Spokojna, delikatna, skrywająca emocje głęboko pod powierzchnią.
Los zetknął tych dwoje pozornie niepasujących do siebie. Ich historia mogła być krótka – przecież Woda gasi Ogień. A jednak połączyła ich miłość – nieśpieszna, pełna wyzwań i namiętności, lecz silniejsza niż przeciwieństwa, które ich dzieliły.
Podjęli walkę o siebie, bo przecież o miłość zawsze warto walczyć.
---
Aurora była jak tafla spokojnego jeziora o poranku. W jej oczach – głęboka cisza. Niewiele mówiła, lecz każde jej słowo niosło znaczenie. Emocje chowała głęboko, jakby obawiała się, że wypuszczone na powierzchnię stracą swój sens.
Większość czasu spędzała na uczelni – między wykładami, notatkami i biblioteką. Jej świat był uporządkowany, cichy, bezpieczny. I choć czasem czuła się w nim samotna, nie narzekała. Po prostu taka była – ułożona, skupiona, zamknięta w sobie jak księga, której nikt jeszcze nie odważył się otworzyć.
Pewnego wieczoru, tuż po zajęciach, zadzwoniła Bianka – jej energiczna, pełna życia przyjaciółka.
– Aurora, chodź dziś ze mną do klubu – powiedziała bez cienia wahania. – Oderwiesz się trochę. Musisz, zanim całkiem utoniesz w tych notatkach!
Aurora nie miała siły protestować. Może z ciekawości, a może z potrzeby wyrwania się z rutyny, zgodziła się. Choć już w drzwiach klubu wiedziała, że to nie jej świat.
Migające światła, muzyka i tłum ludzi sprawiały, że czuła się obco. Stała przy barze, z drinkiem w dłoni, obserwując tańczących, słuchając urywków rozmów. Czekała, aż Bianka skończy flirtować z barmanem, by mogły wrócić. Ale wtedy właśnie jej spojrzenie spotkało się z jego.
Wiktor – jak ogień w ludzkiej postaci. Był wysoki i budził respekt samą swoją sylwetką – szerokie ramiona, wyraźnie zarysowane mięśnie świadczyły o latach ciężkiego treningu. Idealnie podkreśla to wszytko czarna koszula. Jasne, niemal złociste włosy, kontrastujące z głębokim spojrzeniem brązowych oczu – ciepłych, a jednocześnie przenikliwych. Jego ruchy były pewne, jakby w każdej chwili panował nad sytuacją. Cała jego postać emanuje siłą.
Nie znała go. On nie znał jej. A jednak przez kilka minut wszystko inne zniknęło.
Wiktor poczuł, jak coś w nim zadrżało – dziwne ciepło, które nie pochodziło z hałasu, świateł ani alkoholu. Chciał podejść, powiedzieć cokolwiek, ale wtedy pojawili się jego przyjaciele – Felix i Alex.
– Wiktor, chodź tu, stary, musisz to zobaczyć! – krzyknął Felix,-Alex znów coś wymyślił -powiedział Felix, który odwrócił uwagę Wiktora.
Wiktor zaśmiał się pod nosem, odruchowo obracając głowę. Zaledwie na moment. A kiedy znów spojrzał w stronę baru – jej już tam nie było.
Aurora wyszła cicho, tak jak przyszła. Nocą wracała do mieszkania przez chłodne, puste ulice. Miała w sobie spokój, ale coś w niej drżało – wspomnienie spojrzenia, którego nie potrafiła wymazać.
Wiktor został w klubie, otoczony śmiechem i rozmowami, ale jego myśli biegły gdzie indziej. Kiedy inni mówili, on słuchał tylko ciszy, którą pozostawiła po sobie nieznajoma dziewczyna.
Nie wiedzieli jeszcze, że to był dopiero początek
