Murowałem całą noc

28 2 21
                                        

Murowałem...

Długo. Całą noc.

Miałem bardzo ważne zadanie, które można było przydzielić tylko bardzo ważnej osobie. Nie jestem przecież byle kim. Musiałem postawić ogromne mury, by zabezpieczyć moją wrażliwą, pękniętą duszę.

Murowałem całą noc.

W pocie czoła.

Wszystko po to, by teraz siedzieć w mojej świeżo wymurowanej twierdzy.

Kompletnie sam. Nareszcie bezpieczny.

Murowałem całą noc, by wraz z nastaniem poranka móc zwieńczyć moje Dzieło.

Podaj dłoń i chodź za mną, proszę. Nie pożałujesz, Łucjo. Masz moje słowo.

***

Zanim powędrujemy w głąb mojego Dzieła, chciałem cię uprzedzić, że z tej ścieżki nie ma już odwrotu. Obrałaś ją świadomie, moja Najdroższa, więc teraz nie możesz się wycofać. Zresztą, nie muszę ci tego przecież powtarzać. Niejednokrotnie mówiłaś, jak wiele jesteś w stanie poświęcić dla ludzi, których kochasz. A przecież mnie kochasz całym sercem, nieprawdaż?

Jesteś policjantką, służysz narodowi na straży prawa i przez tyle czasu nie byłaś w stanie dostrzec, że to ja jestem osobą, która to prawo nieustannie łamie. A może widziałaś, ale udawałaś ślepą? Może kochasz mnie tak bardzo, że postanowiłaś przemilczeć pewne sprawy?

Mój Skarbie, jakich motywacji byś nie miała, wiedz, że ja też ciebie kocham nad życie. Tylko tobie daję wstęp w mury mojego Dzieła. To ty jesteś Wybranką, Łucjo. To ty jesteś moim przeznaczeniem. Los wmurował nas w swoje ramiona.

Pozwól więc, że opowiem ci historię. Jedyną w swoim rodzaju. Historię siedmiu ran mojej duszy.

Mur Pierwszy — Nieczystość.

Obserwowałem ją już od dłuższego czasu. Nie była jak wszystkie, choć na pierwszy rzut oka tak mogło się wydawać. Trzeba było zajrzeć daleko głębiej, w jej przepełnione żądzą pieniądza oczy, by dostrzec to, co chowała przed całym światem.

Stała zawsze w tym samym miejscu. Niska blondynka o przepalonych rozjaśniaczem włosach i cielesnych atutach niezbędnych do wykonywania najstarszego zawodu świata. Jedyne, co dawało mi dostęp do jej wnętrza, to oczy. Ich przecież nie ukryjesz, mówi się, że są zwierciadłem duszy. Jej oczy były wyjątkowe, szarawe jak mgła pośród lasu w rześki poranek. Choć próbowała, nie mogła zataić prawdy, którą skrywały jej źrenice.

Nigdy nie zamieniliśmy słowa, ale rozmowy prowadzone przez nasze dusze były długie niczym zimowe noce, głębokie jak odmęty wodnej toni Bajkału. Opowiadałem jej rzeczy, o których człowiekowi się nie śniło. A kiedy pewnego razu jej dusza zdradziła mi, że chciałaby spotkać się wreszcie twarzą w twarz, by usłyszeć mój ludzki głos, bez wahania się zgodziłem.

I tak oto pozyskałem materiał na pierwszy mur.

Spoglądała mi głęboko w oczy, rozpaczliwie błagając o pomoc, która dla niej miała już nigdy nie nadejść. Choć w swym błagalnym skowycie była bardzo przekonująca, ja nie dałem się jej omotać. Zatrważający szloch mieszał się z jej coraz słabszym krzykiem. Niemal wyła, żebym przestał. Nie przestałem. Żeby zbudować mur przeciwko nieczystości, musiałem ją najpierw oczyścić. Oczyszczenie zawsze było trudne i pełne cierpienia. Czy przez trudy nie idzie się jednak do gwiazd...?

Per aspera ad astra, mówi łacińska sentencja. I choć nie żywię do tego języka szczególnego przywiązania, muszę przyznać, że owe zdanie jest niezwykle trafne w całej swej głębi.

Murowałem całą nocWhere stories live. Discover now