Rozdział I - Zielone spojrzenie, srebrny krawat

15 2 1
                                        



Dzieje rodu Potterów od pokoleń owiane były legendą. James i Lily – bohaterowie wojny, którzy poświęcili życie, by ocalić swojego syna, Harry'ego. To on miał być „chłopcem, który przeżył". Ten, który zakończy wojnę. Ale nikt nigdy nie mówił o niej – młodszej siostrze Harry'ego. O Linsay Potter.

Urodziła się kilka minut po Harrym ale mrok czaił się już od początku . Świat był już wtedy bezpieczniejszy, ale blizny pozostały. Harry dorastał jako symbol nadziei, a Linsay – jako cień tej historii. Nie była tą „wybraną". Nie miała blizny. Nie miała też cierpliwości do bycia drugoplanową postacią.

Linsay miała twarz Lily – płomiennorude włosy, zielone oczy jak szmaragdy, które wpatrywały się w świat z uporem i błyskiem inteligencji. Ale pod tą delikatnością czaił się ogień Jamesa Pottera. Ogień niepokorny, zuchwały i nieustępliwy.

Dla wszystkich było szokiem, gdy Tiara Przydziału nie potrzebowała nawet chwili, by wykrzyknąć:
– Slytherin!
A Harry, już dumny Gryfon, patrzył wtedy na siostrę z mieszaniną zdziwienia i... zawodu.
Ich więź nigdy nie była silna. A od tamtego dnia – tylko słabsza.

Trzeci rok w Hogwarcie właśnie się rozpoczynał. Linsay Potter weszła do Wielkiej Sali z wysoko uniesioną głową. Zielono-srebrny krawat był starannie zawiązany, a jej peleryna powiewała za nią niczym królewski płaszcz. Oparła się nonszalancko o stół Ślizgonów i zmierzyła wzrokiem otoczenie.

– I znowu ten sam teatrzyk – mruknęła do Emmy, siedzącej obok.

Emma Rosier – blondynka o lodowatym spojrzeniu i ostrych rysach. Cicha, ale niebezpieczna. Jeśli Emma się uśmiechała, ktoś miał kłopoty.

Obok niej Blaise. Czarnoskóry chłopak z perfekcyjnie przystrzyżonymi włosami, wiecznie w markowych szatach i z uśmiechem jak z reklamy. Urok osobisty mieszał się w nim z chciwością – zawsze wiedział, gdzie się opłaca być i z kim.

Teodor Nott, milczący i zamyślony, z czarnymi, długimi włosami i przenikliwym spojrzeniem. Nie mówił wiele, ale kiedy już to robił – wbijał słowa jak sztylety.

Ivan Zabini, młodszy brat Blaise'a – gburowaty chłopak z sercem większym niż rozum. Linsay lubiła go jak brata, choć nikt nie wiedział, czemu. Ona też czasem nie była pewna.

Julia Avery – rudowłosa huraganowa siła. Gadała dużo, śmiała się jeszcze więcej, a jej pomysły zwykle kończyły się w szpitalnym skrzydle lub na szlabanach.

Dafne Greengrass – arystokratyczna, chłodna, opanowana. Linsay zawsze czuła, że mogłaby oddać jej plecy podczas walki. I nic by się nie stało.

I był Draco Malfoy.

Siedział obok niej. Od niechcenia, jak zawsze. Ale ona wiedziała, że to nie przypadek.

Od pierwszego roku byli nierozłączni – choć nigdy o tym nie mówili. Draco znał ją lepiej niż ktokolwiek. To on pierwszy nie zwrócił uwagi, że nazywa się Potter.
To on pierwszy zapytał:
– A ty w ogóle lubisz swojego brata?

Od tamtej chwili wszystko się zmieniło. Był jej bezpieczną przystanią i burzą jednocześnie. Linsay się tego bała. Bo od jakiegoś czasu coś w nim się zmieniło. Sposób, w jaki na nią patrzył, jakby widział więcej, niż powinna pokazywać. I sposób, w jaki unikał jej spojrzenia, gdy jego dłoń przypadkowo musnęła jej palce.

Znała to uczucie. Ten niepokój, który nie był już tylko przyjaźnią.

– Masz coś na czole – powiedział nagle Draco i nachylił się, by delikatnie odgarnąć kosmyk włosów z jej twarzy.

Linsay Potter i Komnata Wspomnień Stories to obsess over. Discover now