Baza Wojskowa Amerykańskich Sił Lądowych w Afganistanie
Oddział Providence
Życie zazwyczaj nie układa się tak jakbyśmy tego chcieli... Często rzuca nam kłody pod nogi, a my nie zawsze jesteśmy w stanie je ominąć. Czasami trzeba się potknąć i upaść, ale później musimy znaleźć w sobie siłę, by na nowo się podnieść. Niezależnie od tego ile czasu będziemy potrzebować, to musi się wydarzyć, bo w innym wypadku oznacza to koniec...
Mimo młodego wieku, przeżyłam już niejedną kłodę, którą życie rzuciło mi pod nogami. Bywało tak, że nie miałam już siły walczyć, ale wtedy na ratunek przyszedł mi mężczyzna, którego poznałam w Akademii Wojskowej.
Choć uparcie twierdziłam, że nie potrzebuję jego pomocy, on i tak wpakował się do mojego życia z buciorami. Na początku mocno się na niego wkurzałam, ale w tym momencie byłam mu niezwykle wdzięczna... Bo dzięki niemu zyskałam nie tylko najlepszego przyjaciela, ale i jednostkę, którą z dumą nazywałam swoją rodziną...
Wyjazdy na misje zawsze były trudne, bo nieważne jak dobrze byłeś przygotowany, to na miejscu zawsze coś nas zaskakiwało. Tym razem był to spokój, jaki panował już od kilkunastu dni. Moi ludzie codziennie obijali się grając w piłkę i ani trochę nie podzielali moich obaw, że to może być cisza przed burzą... Starałam się znajdować im jakieś zajęcia, ale co można robić pośrodku cholernej pustyni?
Niewiele...
Stałam obok namiotu należącego do naszej jednostki i przyglądałam się uśmiechniętym twarzom kolegów. To dziwne widzieć ich tak szczęśliwych, tak daleko od domu, ale przecież nie mogłam narzekać...
Cieszyłam się, że w swoim towarzystwie czują się swobodnie, bo dzięki temu byliśmy jeszcze bardziej zgraną drużyną. Nie potrafiłam wyobrazić sobie służby z kimś innym niż właśnie z nimi. Każdy z nich miał swoje mocne i słabe strony, a razem po prostu się dopełnialiśmy.
Choć widok siedmiu osiłków biegających za piłką był dość zabawny, to przyszła pora by skończyć zabawę i zagonić ich do roboty. Z własnego doświadczenia wiedziałam, że wróg nie spał, a czaił się gdzieś za rogiem czekając na odpowiedni moment by zaatakować. A my musieliśmy być przygotowani, żeby ten atak odeprzeć...
Zawsze.
- Aiden! - z grobową miną krzyknęłam do przyjaciela. - Skończ z tymi wygłupami i rusz tutaj swoją dupę! - machnęłam na niego ręką.
Mężczyzna z szerokim uśmiechem na ustach obrócił się w moją stronę i puścił mi oczko. Starałam się być poważna, ale prawda była taka, że jego wesoła mordka zawsze poprawiała mi humor. A jak to nie pomagało, to on i tak wiedział jak mnie rozweselić... Od początku naszej znajomości wkurzaliśmy się nawzajem, ale też wiedzieliśmy co zrobić, żeby druga osoba poczuła się lepiej. Nasza przyjaźń była szczera i prawdziwa...
- Co tam, kwiatuszku? - Aiden podbiegł do mnie rozbawiony.
- Kwiatuszku? - prychnęłam zdegustowana. - Nawet nie myśl sobie, że będziesz tak do mnie mówił... - przewróciłam oczami. - Jestem twoją przełożoną, więc to kompletnie nie wchodzi w grę. - pokręciłam głową. - Zbieraj chłopaków, wystarczy rozrywki jak na jeden dzień. Trzeba sprawdzić nasze pojazdy... Nie chciałabym, żeby Humvee podczas akcji się rozkraczył, bo zabrakło mu oleju w silniku. - zmierzyłam go surowym wzrokiem, ale on nadal się uśmiechał.
- Ale przecież ty jesteś moim kwiatuszkiem... - zrobił nadąsaną minę i zignorował wszystko co powiedziałam. - Wiem! - uniósł palec wskazujący w górę. - Będziesz pułkownik kwiatuszek! - jego lazurowe tęczówki jeszcze bardziej pojaśniały. - Nie podoba mi się twoja aktualna ksywka... - zmarszczył uroczo nosek. - Tornado, kompletnie do ciebie nie pasuje, a kwiatuszek po prostu lepiej się kojarzy... - wzruszył ramionami.
ŞİMDİ OKUDUĞUN
Służba Życia |Zakończone|
AksiyonPułkownik Elizabeth Thunder to świetnie wyszkolony żołnierz, który dowodził jednostką rangerów w samym sercu Afganistanu. Do armii wstąpiła młodo próbując zagłuszyć pustkę po ojcu, który popełniając samobójstwo zostawił ją samą. Nie spodziewała się...
