Achlys zgubiła się w lesie. Miała ze sobą głowę całkiem dorodnego wilka, lecz nie potrafiła znaleźć drogi powrotnej do tak zwanego punktu zbiórki. 10-latka szwędała się w środku nocy bez celu licząc, że trafi chociaż na jakąś wieś, by mieć punkt odniesienia. Jej wędrówkę w stronę księżyca - bo była to najrozsądniejsza destynacja -, przerwał jednak dziwny dźwięk, dochodzący zza jej pleców. Dziewczynka obróciła się i wymierzyła łukiem w stronę krzaków. Zobaczyła odbijające się w bladym nocnym świetle oczy. Nie jedną parę, a cztery, zawieszone nisko nad trawami. Achlys schowała łuk i ostrożnie cofała się, nie spuszczając zwierząt z oczu. Miała ona do czynienia najpewniej z lwami górskimi, których w okolicy zaczynało się gromadzić coraz więcej.
Jej taktyka na powolne wycofanie się uległa zmianie w dramatyczną ucieczkę gdy okazało się, że miała rację. Momentalnie ruszyło za nią stado drapieżników, przed którymi mało kto byłby w stanie uciec. Dziewczynka była jednak na tyle zwinna, że zwierzęta się do niej nie zbliżały, ale też się od niej nie oddalały. Jedyną nadzieją Achlys na przeżycie była wtedy już tylko góra, która była przed nią. Stromy, a wręcz pionowy szczyt, na który lwy górskie nie będą potrafiły się wspiąć. Używając całych swoich sił Achlys wbiegła kawałek po pionowej ścianie i złapała się odstającego fragmentu skały. Wiedząc, że to nie wystarczy zaczęła wspinać się wyżej, dopóki jeden kamień się pod nią nie zarwał. Zamknęła oczy myśląc, że spadnie w paszczę drapieżników, lecz wtedy za dłoń chwycił ją chłopiec, który był nieco starszy od niej. Sam również musiał wdrapać się na skałę, bo szukał tam ziół dla swojej matki, ale nie potrafił już stamtąd zejść. Chłopak wciągnął Achlys na wyrwę w ścianie, która wydawała się być jaskinią. Dziewczynka cieszyła się, że żyje, lecz z jej dłoni wypadła głowa, którą miała przynieść na miejsce zbiórki, by mieć szansę dostać się do spartańskiego wojska.
Leżącą na ziemi głowę od razu zabrały lwy górskie, a dziewczynka dysząc z przemęczenia równocześnie się popłakała.
- Czemu mnie uratowałeś? - spytała chłopca, który był zaskoczony tym, o co wydawało się, że mu wypomniała.
- Jak to czemu? Umarłabyś. - skrzywił twarz i spojrzał na nią, jak na wariatkę.
- Byłoby ci to na rękę. Jesteśmy jednymi z ostatnich, każda minuta się liczy. - Achlys podniosła się i rozejrzała.
- Jesteśmy ostatni? A gdzie są wszyscy? - chłopak dalej nie rozumiał sensu jej słów.
- To przecież już trzecia noc. Upadłeś na głowę? - spojrzała na niego z politowaniem. - Czekaj... nie jesteś uczestnikiem?
- Uczestnikiem czego? - chociaż wtedy miał pewność, że dziewczyna to wariatka, chciał być uprzejmy i zachowywał uśmiech na twarzy. Achlys otarła czoło z potu i zorientowała się, że była nie miła dla przypadkowego dzieciaka.
- Jest rekrutacja na wojskowe szkolenie. Co tu robisz, jeśli nie jesteś jednym z uczestników? - wyciągnęła łuk i wymierzyła w lwa górskiego, który zjadał właśnie jej zdobycz. Wzięła głęboki wdech i wypuszczając powoli powietrze z ust oddała strzał, przebijając głowę zwierzęcia na wylot.
- Dobry strzał. - na twarzy chłopaka widać było podziw. - A co do mnie, cóż... przeprowadziłem się tu chwilę temu z wysp Salamina i nie wiedziałem, że jest tu takie urwisko. Byłem zbierać zioła, dopóki nie wpadłem na tą skarpę i tak siedzę tutaj. Chyba posiedzę do świtu. - dodał, obserwując jak reszta drapieżników się rozbiega po stracie członka stada.
- Oczywiście. - lekceważąco rzuciła Achlys i zmrużyła oczy, by przyjrzeć się leżącej w ciemności głowie wilka. - Do niczego się już nie nada. Maláka. - usiadła zezłoszczona na krawędzi i złapała się za brzuch. Chłopak wyczuł wtedyz że dziewczyna musi być zmęczona i wygłodzona, skoro to spartańskig szkolenie.
YOU ARE READING
Legenda Achlys: Potomkini Śmierci
AdventurePodczas wojny Peloponeskiej (431-404 p.n.e), młoda kobieta, której imię brzmiało Achlys, postanowiła dołączyć do Spartańskiego wojska, by pomóc rodakom walczyć z Ateńczykami. Nie było to jednak możliwe, więc musiała podjąć inne drastyczniejsze kroki...
