Rozdział 1

17 2 0
                                        

Czerwone szepty

 Blask kryształowych żyrandoli oświetlał przestronną salę balową, gdzie elita miasta delektowała się kieliszkami szampana i rozmowami przepełnionymi subtelnymi aluzjami. Wszyscy, od biznesmenów po polityków, otoczeni byli atmosferą luksusu. W powietrzu unosił się delikatny zapach drogich perfum, a na parkiecie błyszczały diamenty, przypominając o bogactwie obecnych gości.

Stałam z boku, z lekko uniesioną głową, obserwując tłum. Moja czerwona suknia była obcisła w talii i rozszerzała się u dołu, była idealnie dopasowana do mojej figury, podkreślając delikatne, ale silne linie mojego ciała. Brązowe rozpuszczone włosy opadały mi na plecy otulając talię. W moich zielonych oczach była pewność siebie – cecha, którą wyrobiłam sobie latami spędzonymi na krawędzi niebezpieczeństwa. Nagle poczułam za sobą czyjąś obecność. Ktoś podszedł bezszelestnie, a chłodny, oddech otulił mój kark. Zanim zdążyłam się odwrócić, poczułam niski, aksamitny szept.

– Wyglądasz pięknie w czerwieni – usłyszałam tuż przy uchu, a delikatny dreszcz przebiegł po moich plecach.

Odwróciłam głowę powoli i moje oczy spotkały się ze spojrzeniem Damiena Monroe'a. Uśmiechnęłam się delikatnie, choć słyszałam o nim wiele, dzisiejszy wieczór nie miał być spotkaniem towarzyskim. Byłam tu w zupełnie innym celu.

– Czerwień to mój ulubiony kolor – odpowiedziałam, zerkając na niego spod długich rzęs.

– Zatańczysz ze mną? – zapytał, jego głos niski i spokojny.

Spojrzałam na jego dłoń, a potem w górę, w jego oczy. Moje serce na moment przyspieszyło. Miałam misję do wykonania, przypomniałam sobie. Nie mogłam sobie pozwolić na rozproszenie. Jednak... mój cel jeszcze się nie pojawił. Miałam chwilę.

"Chyba mogę pozwolić sobie na jeden taniec," pomyślałam, choć w głębi ducha wiedziałam, że nie powinnam. Ostrożnie położyłam swoją dłoń na jego, a kiedy Damien przyciągnął mnie bliżej, poczułam, jak otacza mnie ciepło jego ciała. Mimo, iż wciąż byłam czujna, postanowiłam dać sobie chwilę dla siebie, pozwalając prowadzić się w tańcu.

Podczas drugiej piosenki rozejrzałam się po sali i w końcu go zauważyłam. Generał John Hasting's stał przy barze, sącząc drinka z taką nonszalancją, jakby był tutaj jedynie dla przyjemności. Przegapiłam jego przybycie, co irytowało mnie bardziej, niż byłam gotowa przyznać. Ale to nie czas na roztrząsanie błędów — czas działać.

Gdy tylko piosenka dobiegła końca, przeprosiłam Damiena i ruszyłam w stronę baru. Usiadłam na stołku obok mojego celu, nie zwracając na niego większej uwagi, przynajmniej pozornie. John Hasting's — mężczyzna przed pięćdziesiątką, który, o zgrozo, zbyt mocno interesował się nie swoimi sprawami. Ostatnio odkrył przemyt broni mojego szefa, a Lucien Montavaro nie tolerował takich niedyskrecji. Jak tylko dowiedzieliśmy się, że generał pojawi się na dzisiejszym bankiecie, szef nie czekał ani chwili i zlecił mi zadanie. Pozbycie się problemu.

– Poproszę bellini – zwróciłam się do kelnera, który skierował wzrok w moją stronę niemo pytając na co mam ochotę.

Już idąc w stronę baru wyczułam, że Hasting's się we mnie wgapiał, a dokładniej mówiąc w mój biust. Postanowiłam więc to wykorzystać, gdy dostałam drink odwróciłam się w stronę generała i pochyliłam się subtelnie do przodu, tak aby nie zauważył w tym nic podejrzanego, ale jednak, żeby sukienka bardziej wyeksponowała moje piersi.

– Maya – podałam mu rękę. Pierwsze kłamstwo, mam na imię Eve.

– John, miło mi.

– Och, ma pan bardzo mocny uścisk dłoni – odparłam z uroczym uśmiechem, choć w środku aż mnie mdliło od tego słodkiego tonu.

Red ShadowsWhere stories live. Discover now