słowem wstępu
dawno mnie tutaj nie było i przypuszczam, że moje zasięgi wołają o pomstę do nieba. o mało nie usunęłam tego profilu, ale sentyment do tego miejsca mnie powstrzymał. tak samo nie potrafiłam rozstać się z moim umiłowaniem do pisania fików. obejrzałam arcane i przepadłam dla energii viktora i jayce'a, a potem prostym ciągiem przyczynowo-skutkowym usiadłam do pisania opowiadania. pierwszy rozdział wrzucam na razie w formie testu, aby zobaczyć jaki będzie mieć odzew. póki co wierzę, że ktoś tutaj zajrzy i przeczyta moje modern au. kimkolwiek jesteś zapraszam do lektury <3
~enjoy
insho_
pov jayce
Ciepły czerwcowy podmuch wiatru wypełnił ogromną aulę wykładową przyjemnym zapachem piwonii i irysów, które kwitły właśnie w akademickim ogrodzie. Przywołało mi to na myśl sklep z perfumami, jakieś dziesięć minut drogi od akademika. Przenikające się zapachy kwiatów, cytrusów i piżma. Perfumy. Momentalnie cała moja uwaga skupiona do tej pory na wykładzie przeniosła się na nadchodzących urodzinach Mel. Fakt, że nie miałem dla niej jeszcze prezentu był niezwykle żenujący. Spotykaliśmy się niedługo, bo niecałe cztery miesiące, ale czułem, że w moim obowiązku jest obdarowanie jej czymś naprawdę wyjątkowym. Być może flakon perfum dla wielu był pójściem na łatwiznę, ale w prawdzie całe znaczenie nadane temu przedmiotowi robiło robotę. Mel kojarzyła mi się z zapachem cynamonu, brzoskwini czy też jaśminu. To miało sens, bo bywała tak jak cynamon, w zależności od sytuacji ostra lub słodka, soczysta w emocjach, jak brzoskwinia w nektar i intensywnie narkotyczna jak słodki, upojny zapach kwiatów jaśminu.
Mel studiuje prawo na miejscowym uniwersytecie. Poznałem ją na integracji samorządów studenckich na początku tego roku akademickiego. Była ode mnie rok młodsza, czyli teraz kończyła trzeci rok swojego kierunku. Przypadła mi do gustu od pierwszego wejrzenie, ale ja jej chyba nie, bo moje zaloty trwały kilka miesięcy. Na pierwszą randkę zgodziła się w walentynki, było bardzo romantycznie, ale na oficjalną deklarację czy chce zostać moją dziewczyną musiałem czekać jeszcze prawie trzy tygodnie. Kiedy w końcu powiedziała tak nie mogłem posiąść się ze szczęścia, które dla dobrego fasonu musiałem przed nią ukryć, żeby nie wyjść na dziwaka. Dopiero kiedy wróciłem do akademika dałem upust szczęściu popiskując jak mała dziewczynka. Spotykałem się z kobietą, która wygląda jak bogini, nie mogłem być z tego powodu niezadowolony. Aczkolwiek uczucie niepocieszenia i dziwnego dyskomfortu wewnętrznego narastało we mnie od dłuższego czasu. Nie byłem w stanie jednak zlokalizować owego powodu i przez to chodziłem całe dnie spięty i zamyślony.
Okno trzaska z powodu zbyt silnego podmuchu wiatru. Donica z jakimś rododendronem czy innym sukulentem spada na ziemię i rozbija się, brudząc posadzkę grudkami ziemi z białym granulatem.
— Masz ci los... — profesor Heimerdinger przerywa swój wywód i ostrożnie pokonuje stopień podestu, który znajduje się pod tablicą. Staje tuż nad rozbitą donicą i z niechęcią kręci głową. — To chyba znak, żebyśmy skończyli szybciej. Cóż... — wzdycha zerkając na zegarek.— Zostało nam dziesięć minut wykładu... Możecie państwo już iść.
W sali podnosi się gwar i szelest. Wszyscy w pośpiechu pakują swoje rzeczy i zmierzają żwawym krokiem ku wyjściu. Ja również szykuję się do przedwczesnego zakończenia zajęć, gdy nagle ponad szum wybija się ponownie głos profesora.
— Jayce ty zostań, dobrze?— spogląda na mnie, a ja w odpowiedzi kiwam mu głową i uśmiecham się cierpko. To były ostatnie zajęcia, liczyłem, że wrócę do akademika i będę mógł do wieczora grać w gry z Ravikiem.
— Coś się stało panie profesorze?— pytam podchodząc niespiesznie do niewysokiego mężczyzny. Cała reszta osób opuściła już pomieszczenie, więc hałas ucichł, a mój głos odbił się echem od wysokich ścian auli.
VOCÊ ESTÁ LENDO
prelude to happiness «jayvik»
Fanficjak wiele zmian w życiu mogą przynieść tylko trzy miesiące? modern au, collage au, zmieniony wiek postaci
