Rozdział 1

2 0 0
                                        

Była pochmurna środa, 10 kwietnia 1912 roku w Southampton, gdzieś na południu Wielkiej Brytanii. Miejski port był zatłoczony jak jeszcze nigdy wcześniej. W powietrze unosiły się wiwaty i słowa pożegnań z najbliższymi. Nad miastem górował największy poruszający się obiekt kiedykolwiek wybudowany przez człowieka. Jego smukły czarny kadłub był długi jak jedna z ulic miejskich, promienie słoneczne odbijały się o nieskazitelnie biały wyższy pokład, lśniący bardziej niż podłoga niejednego z pałaców. Cztery ogromne kominy w pomalowane farbą w odcieniu bladej żółci z czarną niczym węgiel górną częścią dopełniały konstrukcje giganta. Nad ważącą kilka ton kotwicą znajdowała się złota linia, biegnąca przez całą długość statku. Nad nią widniały litery w tym samym kolorze, które układały się w nazwę kolosalnego statku- "TITANIC".

-----------------------------------------------------------

Do portu przyjechała bogato zdobiona bryczka, zaprzęgnięta w 2 białe konie. Po zatrzymaniu pojazdu woźnica zeskoczył z miejsca prowadzenia, by otworzyć drzwi zaprzęgu.
  Z wnętrza wysiadł młody mężczyzna. Był to wysoki brunet z ciemnozielonymi oczyma, muskularną sylwetką. Krótko po tym, jak mężczyzna wysiadł z kabiny pasażera woźnica zapytał swojego panicza:
-Panie Williams, czy życzy pan sobie pomocy przy transporcie bagażu na pokład?
-Nie, dziękuję. Dam sobie z tym radę- odpowiedział mężczyzna.- Chce ci podziękować za twoją dotychczasową służbę, Josephie.
-To był zaszczyt, paniczu Williams. Życzę udanej podróży.
  Mówiąc to woźnica ukłonił się przed swym panem, po czym wsiadł na pokład bryczki i odjechał w stronę rodzinnego pałacyku rodziny Williams.
  Młody mężczyzna skierował się w stronę trapu prowadzącego na pokład liniowca. Gdy stanął przed metalowymi drzwiami został przywitany przez niejakiego Josepha Boxhalla, czwartego oficera, który po zobaczeniu biletu rzekł:
"Witamy na pokładzie, panie Williams. Życzymy udanej podróży."
  Po wejściu do korytarzy na pokładzie B brunet zaczął szukać kabiny z numerem B-57. Nie zajęło nawet 5 minut znalezienie drzwi prowadzących do okazałego apartamentu średnich rozmiarów. Ściany były wykonane z ciemnego dębu, miały własnoręcznie żłobiony ornament, na który została nałożona cienka warstwa złotej farby. W salonie znajdowała się skórzana sofa z dwoma fotelami dopasowanymi kolorystycznie, mały kredens i dwoje drzwi. Jedne z nich prowadziły do garderoby, a drugie do sypialni. W pokoju nocnym ustawiono okazałe łoże dla dwóch osób, nad którym górował baldachim w kolorze narzuty położonej na materacu. Na jednej ze ścian zawieszono obraz ukazujący krajobraz nadjeziorny ubrany w barwy wschodu słońca. Obok drzwi wejściowych zlokowane były kolejne wrota prowadzące do wcześniej wspomnianej garderoby. Kabina była elegancka i przytulna.
  Kiedy młody Williams zwiedzał swoją kajutę po całym pomieszczeniu rozległo się pukanie do drzwi. Okazało się, że to jeden ze stewardów przyniósł bagaż. Kiedy brunet ponownie został sam, usłyszał róg statku oznajmiający, że liniowiec wkrótce opuści port. Rzeczywiście, zegar właśnie wybił 12.00.

-----------------------------------------------------------

  Marynarze odwiązali linie cumujące. Łodzie pomocnicze powoli odpychały giganta od brzegu. Z ich pomocą Titanic właśnie opuszczał port. Ludzie na pokładzie machali do gapiów pozostałych w doku. Podróż, która miała przejść do historii jako dziewiczy rejs największego statku na świecie właśnie się rozpoczął. Telegraf na mostku wskazywał prędkość jako 'cała naprzód'.
   W tym samym momencie w maszynowni Titanica naczelny oficer dolnych pokładów nakazał rozpoczęcie procesu uruchomienia silników. Zaledwie kilka przedziałów obok w kotłowniach parowca palacze rozpoczęli ciężka i wyczerpującą pracę. Przez cały rejs ich zadaniem było wytworzyć odpowiednią ilość pary, by utrzymać statek w ruchu.

----------------------------------------------------------

    Kilka minut po godzinie 12.00 Titanic pozostawił za sobą port w Southampton, kierując się w stronę Francuskiego nabrzeża. W Cherbourgu na pokład tytana wsiąść miało kolejne kilkaset osób. Po opuszczeniu doku większość pasażerów udała się do swoich kabin. Cześć postanowiła pozwiedzać nieco statek, poznając każdy zakamarek liniowca.

----------------------------------------------------------

  Również John uznał, że warto było by wiedzieć, gdzie znajduje się jadalnią oraz inne pomieszczenia. Gdy szedł wąskim korytarzem zapatrzony w sufit statku, nieumyślnie wpadł na jedną z pokojówek 1szej klasy noszącą kilka kompletów pościeli na swoich rękach, które spadły gdy tylko postacie wpadły na siebie.
-Najmocniej przepraszam. Nie zauważyłam pana- powiedziała służąca.
-Nie, to ja powinienem przepraszać. Zaopatrzyłem się nieco w piękny wystrój statku.
  Kiedy pokojówka schyliła się by podnieść z podłogi elementy zasłania na łóżko, John upadł na kolana i podniósł kilka poduszek i jedną narzutę.
-Sir, proszę się nie trudzić. Dam sobie radę. W końcu to moja praca.
-Chcę przeprosić za moją nieuwagę. Moja mama zawsze mi powtarzała, że czyny wyrażają więcej niż 1000 słów.
Na te słowa służąca uśmiechnęła się, wciąż będąc nieco nerwowa. Kiedy dziewczyna powoli oddalała się John zawołał:
-Prepraszam?
-tak?-zapytala młoda kobieta, odwracając się w stronę młodzieńca.
-Czy mogę poznać twoje imię?
-Lucy. Lucy Violet Hope.
-Milo było panią poznać, panno Lucy.
-Mi również, sir Will-
-John.
-...panie John...
  Violet uśmiechnęła się i odeszła w stronę Wielkiej Klatki Schodowej. John patrzył w kierunku, w którym poszła dziewczyna z szczerym uśmiechem na twarzy. Spotkanie z pozornie zwykłą pokojówką sprawiło, że młody Williams po raz pierwszy od wielu lat poczuł w sercu radość.

-----------------------------------------------------------

Kiedy młodzieniec usłyszał, że zegar wybił godzinę 18.45 pospiesznie udał się do swoje kabiny, by przygotować się na kolację. Tego wieczoru ubrał na siebie subtelną, jasnobrązową kamizelkę z dopasowanymi do niej spodniami, czarne wypastowane buty, białą koszulę, muszkę w tym samym kolorze, nadającą ubiorowi głębi, jednocześnie nie wyróżniając się zbytnio kolorystycznie. Swoje włosy zaczesał w tył, usztywniając je pastą. Strój uwieńczył złoty zegarek kieszonkowy, pamiątka po zmarłym dziadku Johna, Josephie McRonerze Williamsie IV.

-----------------------------------------------------------

Gdy mężczyzna był już w pełni przygotowany do kolacji zgasił światła i udał się na pokład D przez Wielką Klatkę Schodową. Kiedy dotarł na miejsce, uważnie przyjrzał się pomieszczeniu, nazwanym recepcją. W kącie pomieszczenia stał fortepian i pulpity, czyli strefa wydzielona dla kapeli statku. Po całym pokoju porozmieszczane zostały okrągłe stoliki, przy których postawiono fotele obite materiałem ukazującym kwiaty. Wykładzina, która leżała na podłodze sali była bardzo dopracowanym wzorem haftowanym wcześniej własnoręcznie przez rzemieślników z najlepszych firm. Na jednej ze ścian znajdowały się 2 wejścia prowadzące do hali jadalnej 1szej klasy. Dla Johna zbliżał się moment, którego najbardziej się obawial- kolacja dla wyższych sfer. Mimo skurczu żołądka młodzieniec wszedł przez próg podwójnych drzwi do jadalni.

----------------------------------------------------------

Oto pierwszy rozdział mojej książki. Raczej nigdy wcześniej nie dzieliłem się swoją twórczością, ale mam nadzieję, że ta opowieść wam się spodoba, oraz że będziecie chcieli jej kontynuacji. Dajcie znać w komentarzach czy spodobała wam się moja historia :D

See ya next time~

You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: Jan 26, 2025 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

Even God himself can't sink this ship Stories to obsess over. Discover now