Mallory Gressto! -zawołała z
zdenerwowaniem Mama która czekała już na dole przy drzwiach wejściowych wyczekując na swoją ukochaną córke która zawodziła ją co krok, czyli mnie
- Już idę! -
schodzę po schodach szybko, jednocześnie malując usta pomadką by usta nie wysychały, gdy zeszłam będąc już koło mamy widziałam jak przeleciała mnie wzrokiem patrząc jak jestem ubrana w czarną bluzę i czarne długie spodnie z kieszeniami, oraz oczywiście paskiem do spodni z złotym kółkiem, srebrne nowe kolczyki w serduszka oraz srebrny naszyjnik, spojrzała jeszcze na moje brązowe włosy które i tak nie ważne jak bym się starała i tak lekko już mi się poplątały. Wiedziałam że chętnie by mnie za to skarciła ale jednak tego nie zrobiła
- dobrze, chodź do samochodu, kierowca już na ciebie czeka, bilety wykupione też już masz-
powiedziała mama patrząc przez drzwi na służbowy samochód Ojca, w którym był kierowca czekający już na mnie.
Biorę moją walizkę i kieruje się w stronę samochodu, szofer pomaga mi zapakować walizkę do bagażnika a matka patrzy zza drzwi na mnie. Oczywiście nie może nawet pożegnać swojego jedynego dziecka nawet tak gdyby się o nie martwiła..chodź trochę.
Po chwili walizka została zapakowana a ja ostatni raz spojrzałam na mame i dom, z którym miałam wiele dobrych jak i złych wspomnień. Wsiadłam do samochodu po czym po chwili kierowca odpalił samochód i ruszyliśmy w kierunku lotniska.
Usłyszałam nagle dźwięk z telefonu przychodzącej wiadomości, patrząc na telefon, zauważam że to wiadomości od mojej przyjaciółki, która niestety zaspała na mój odjazd, ale nie mam jej tego za złe wiem że ona lubi w dni wolne sobie dobrze pospać i odpocząć tym bardziej jeśli przez dobry tydzień miała dużo nauki i musiała pilnować młodszego brata.
Po wysłuchaniu jej ostatnich głosówek, co dzięki niej zabiłam czas połowy drogi podróży na lotnisko, zauważyłam wiadomość od Ojca której się nie spodziewałam.
*Ciekawe tylko, co się takiego stalo..
a może..?*
Otwierając wiadomość od taty liczyłam że może złożył mi życzenia urodzinowe, ale się myliłam, sama nie wiem dla czego niby tak liczyłam na to. Kochany ojciec oczywiście myśli bardziej o pieniądzach niż o córce i kazał mi napisać obliczenia jak dużo będzie tracić na moje wydatki w San Francisco. Jestem tak zażenowana tą wiadomością że postanowiłam odłożyć telefon i oglądać przez szybę okolice wciąż jadąc na lotnisko, a do niego zostało już nie dużo.
***
Po kilku godzinach lotu w końcu dotarłam do San Francisco. Mając już moją walizkę czekając przed lotniskiem na kierowcę byłam bardzo zachwycona tutejszymi widokami miast, to całkiem inne miejsce niż miasto z którego podchodzę, tu wygląda wszystko tak magicznie. Wpatrywałam się w okoliczne alejki i domy, zamyślając się, gdy nagle nieznajomy mi głos, wybudził z zamyśleń
- Mallory Gressto, tak?-
Zapytał mnie mężczyzna wyglądając na dość młodego..nawet bardzo, wygląda na jakieś 20 może 22 lata, więcej bym nie dała,
Spodziewałam się jakiegoś 45-latka który był by łysy, z zmarszczkami i granatowym garniturze, ale pojawia się młody chłopak z elegancka fryzura do tyłu, czarnym garniturem, czarnymi butami jak i czarnymi rękawiczkami z lekko opaloną cerą jak i będąc brunetem. Oczy miał w kolorze zielono-niebieskie oddzielające te dwa kolory żółta kreska, nie mogłam się napatrzeć w jego dość niecodzienne tęczówki, ale po chwili wybudzam się z tej jakiejś hipnozy, lekko trzęsąc głową i się łagodnie uśmiechając
- Tak, tak, przepraszam, jestem Mallory Gressto, za tem ty jesteś zapewnie moim kierowcą? - Mówię patrząc na jego twarz, mając dalej łagodny uśmiech. Kierowca odwzajemnił łagodnie mój uśmiech.
-Ja nazywam się Makoto Novervan, i tak jestem twoim kierowcą-
Patrzę jak odwzajemnił mój uśmiech, co lekko mnie pocieszyło.
*Makoto..ciekawe imię*
YOU ARE READING
Speed Demon -The Beginning of Life -
Teen FictionCo jeśli mała dziewczynka o wielkich marzeniach spełniła je chodź ,że rodzice jej zabraniali marzyć i kazali zostać tym kim oni chcą by została Aż pewnego dnia w dniu jej 19 urodzin wszystko się zmienia, wyj...
