Na początku było spadanie, a dopiero potem cisza i wielka pustka. Nie, to nie tak szło... Przecież na początku było słowo, a potem? Co było potem? Może wszystko kończy się wielką pustką, a nie zaczyna? Może rzeczywiście pierwsze było słowo? Mama? Najpierwsze ze wszystkich wypowiadanych słów. A potem nic, nawet bólu, które to słowo z sobą niesie. Cudowny stan nieistnienia bez początku i końca, z środkiem wyżartym przez mole.
Wprowadzono ją do jakiegoś zatęchłego pomieszczenia, gdzie przy stole konferencyjnym siedziało dwóch facetów w tanich garniakach i paliło papierosy. Po ilości petów w popielniczce, stwierdziła, że muszą tu przebywać od dłuższego czasu. A może po prostu przyszli tu chwilę przed nią, tylko palą, jak smoki? Jest jeszcze trzecia opcja. Wcześniej było tu więcej ludzi i wszyscy palili. Nie wiedziała, dlaczego akurat to zaprzątało jej myśli, które teraz bombardowały jej umysł, ale przynosiło to chwilową ulgę w wygłodniałej duszy. Wiedziała, że ona to nie jej ciało, o którym starała się nie myśleć, od pewnej nocy, gdy była jeszcze bardzo, bardzo mała i usłyszała skrzypnięcie otwieranych drzwi do swego pokoju. Potem kroki. Ciche, skradające się. I ręce, jak robaki. Natrętne i wszędzie. Tej nocy przestała być swoim ciałem. Gdy zmarła babcia, a jej serce pękło – przestała być swoimi uczuciami. Oddzieliła się od nich i od tej pory nie czuła już nic. A pewnego dnia, tuż przed maturą, gdy odważyła się powiedzieć mamie o dziecku, które przecież nie mogło być jej, bo to skrzypienie drzwi, bo te skradające się kroki i ręce, jak robaki... i zrozumiała, że mama o wszystkim wiedziała... Przestała być swoimi myślami, bo nie potrafiła tego całym swym nastoletnim umysłem ogarnąć. Dostawiła wtedy drabinę do starej czereśni, która rosła za domem i co roku pięknie obradzała, ale owoce były robaczywe, więc zostawiali je szpakom do zjedzenia. Weszła na wysoki konar i skoczyła. Raz, potem drugi i trzeci. Wydawało jej się, że przy każdym skoku, coś od wewnątrz rozsadza jej płuca. Nie przejmowała się. Nie była ciałem, nie była uczuciem, nie była myślą. Nie wahała się przed czwartym skokiem. Tym razem zrobiło jej się ciemno przed oczami, ale wstała i podeszła na chwiejnych nogach do drabiny, gotowa skakać do końca świata. Wtedy coś ją szarpnęło od wewnątrz, aż się zgięła w pół. Po chwili poczuła falę gorąca, która się z niej wylała. Przez moment bała się, że w tej najczarniejszej godzinie, przestaje być także swoją duszą. Ostatkiem sił, gołymi rękoma wykopała dołek i tam wszystko ukryła. Nie płakała, ale na czereśni, kamieniem wydrapała krzyżyk, tak mały, jak to, co się od niej oderwało i żyć przestało. Potem czuwała tam wiele godzin, licząc, że teraz i ona podzieli ten los, ale nie umarła. Wtedy przestała wierzyć w Boga, ale w duszę nadal wierzyła i w ten mały krzyżyk na korze.
- Jak się dzisiaj czujesz? – zwrócił się do niej jeden z mężczyzn.
Spojrzała na niego obojętnie, próbując sobie jednocześnie przypomnieć, gdzie już widziała tę zakazaną gębę. Kojarzył jej się z lekarzem, smrodem wymiocin i bólem, ale przecież nie wyglądał na medyka. Próbowała poskładać w całość pocięte słowa, tworząc nowe zdania, ale wszystkie wydawały się bezsensowne. Spuściła głowę, wiedząc, co zaraz tam zobaczy: posiniaczone ręce, z krwawymi wybroczynami, ale nie było rąk! To ją nieco zaniepokoiło! Nie było rąk! Poruszyła się nerwowo, ale nie mogła zrobić żadnego ruchu, bo była w kokonie. Zatem umarła, a jej dusza zamieni się w gigantyczną ćmę. Odchyliła głowę do tyłu, która ciężko opadła, jakby niepodtrzymywana przez mięśnie. Poczuła ucisk w gardle i zacharczała w obawie, że zaraz się udusi. W momencie usłyszała nerwowe kroki i dłonie, które ją oplotły. Dużo dłoni, więcej niż zwykle.
Zawyła głośno i próbowała się wyrwać, ale wtedy nastąpiły wyładowania elektryczne w jej głowie! Trzaski i skaczące obrazy, jak zabawa w berka po zwojach mózgowych. Obezwładniło ją tysiące kolorów i zniekształciło ciemność do groteski, która na nią napadła i przygwoździła do ziemi. Próbowała walczyć, ale była tylko kokonem z zaśrubowaną szczęką, której nie potrafiła rozewrzeć. I wtedy znowu zapadła niedorzeczna ciemność, jakby połknął ją gigantyczny wieloryb. W jego brzuchu popłynęła przez przestrzeń i zniknęła.
ESTÁS LEYENDO
Niewidzialne sieci
Misterio / SuspensoW świecie, gdzie granice między rzeczywistością a koszmarem stają się coraz bardziej zamazane, Diana, młoda kobieta zmagająca się z traumatycznymi wspomnieniami i tajemniczą przeszłością, znajduje się w centrum przerażającej gry o przetrwanie. Wpląt...
