spacer po lesie

12 1 0
                                        

Wyszedłem z domu o tej samej godzinie jak zwykle, czyli o 18. Wziąłem plecak i mojego psa lusie, powędrowaliśmy do lasu bo dawno nas w nim nie było.  Wziąłem ze sobą swojego psa  jest to owczarek niemiecki krótkowłosy sporych rozmiarów jak na tą rasę. Dochodziło do godziny 18:30. Powoli zaczynał się robić mrok a my wchodzimy do lasu. Czuje lekki strach, mniejszy niż zwykle bym czuł ale to przez to że idę z groźnym psem, który mnie obroni. Idziemy chwilke i nagle Lusia zaczęła warczeć i być niespokojna. Zaniepokoiło mnie to bo wiedziałem że coś się dzieje więc przyspieszyłem kroku. Dotarliśmy do miejsca gdzie stoi opuszczony dom, byłem ciekawy co się w nim znajduje, więc weszliśmy, Lusia była coraz bardziej niespokojna. To było przerażające! Pierwszym pomieszczeniem była rozwalona weranda z dziurą w podłodze, Spojrzałem w nią i widziałem że jest tam jeszcze duża piwnica przez co stałem się jeszcze bardziej ciekawszy. Dalej był długi, wąski korytarz bez okien. Na korytarzu stał mały kredens a na nim świeżo zapalona świeczka i znicz, jakby ktoś na coś czekał lub pokazywał swoją obecność. Świeczka miała strasznie niespokojny płomień. Zastanawiało mnie co by się stało jakbym ją zgasił. Nie zrobiłem tego lecz  Wszedłem do kuchni gdy powoli zaczynało się robić coraz ciemniej, więc wyjąłem latarkę z plecaka. Patrzę i kuchnia była zniszczona ale chyba użytkowana bo stala tam pełna butla z gazem a obok gazówka z garnkiem. Myślałem że skoro tak to wszystko wyglądało to chyba musi ktoś tu często przebywać, stał tam też stół a na stole jakieś papiery. Podszedłem do nich i zacząłem czytać. Było na nich coś napisane po innym języku chyba po kaszubsku. Nagle  się drzwi otworzyły i ktoś wszedł do środka więc szybko i powoli poszliśmy na górę. Weszliśmy do pierwszego pokoju którym była jakaś sypialnia. Cały pokój był zadbany było w nim łóżko z kołdrą i poduszką okno z firanką jakiś dywan.  Mój pies zaczął być bardzo niespokojny i ciągle patrzył na drzwi jakby przeczuwał że ten ktoś wejdzie. Usłyszałem że ten ktoś wszedł po schodach był bardzo blisko. Jakiś facet otworzył drzwi i wszedł do pokoju  mój pies sie od razu na niego rzucił. Po  chwili mężczyzna zrzucił mojego psa tak że ten spadł niefortunnie na  łapę i jak chciał wstać to upadał. Rzuciłem się na niego i go obaliłem tłucząc sobie przy tym kolano. Wziąłem lusie na ręce i wybiegłem na tyle szybko na ile potrafiłem z budynku. Biegłem lasem nie obracając się za siebie nagle usłyszałem że ten mężczyzna zamknął drzwi od budynku. Więc schowaliśmy się położyłem lusie na ziemie wyciągnąłem telefon z kieszeni i zadzwoniłem do brata. Opowiedziałem mu wszystko  co się stało gdzie jestem i poprosiłem go żeby po nas  przyjechał. Po pięciu minutach usłyszałem warkot silnika. Nie pamiętam kiedy tak bardzo się ucieszyłem. Wziąłem psa na ręce i szedłem do auta i nagle usłyszałem krzyki. Odwróciłem się i zauważyłem tego mężczyznę z opuszczonego domu. Po chwili zaczął biec w naszą stronę.
-Co mam zrobić z psem na rękach?- myślę. Przyspieszyłem kroku i mężczyzna mnie dogonił. Na szczęście nic nie zdążył zrobić a mój brat się zjawił obok mnie i go uderzył tak że mężczyzna stracił przytomność. Po chwili sprawdziłem mu puls dla pewności ale na szczęście miał. Zostawiliśmy go tak, wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy do szpitala. Brat zostawił mnie w szpitalu i zawiózł lusie do weterynarza. Okazało się że mam stłuczony łokieć a Lusia złamane dwie lapy- przednią i tylnią

Nocny DemonWhere stories live. Discover now