Po holu roznosił się odgłos stukotu butów o kamienną posadzkę ułożoną na podłodze. Panowała zupełna ciemność, która swoją czernią wręcz oślepiała ludzi podążających tym oto korytarzem. Nagle, do pomieszczenia wpadła smuga światła, a drewniany przedmiot zaskrzypiał. W jednym momencie wszystko ożyło.
— Ugh, puść mnie! — Szarpnąłem mężczyzną, który usilnie trzymał mnie za bark.
Moje ciało przeszła adrenalina. Nie miałem pojęcia co mogę w tej sytuacji zrobić, więc po prostu odpuściłem. Spuszczając głowę w dół, dałem swoim oprawcom znak, że wygrali. Byłem tak słaby...
Nagle, w pomieszczeniu rozbrysło światło. Zamrugałem kilka razy, by przyzwyczaić swój wzrok do promieni padających wprost na moje oczy. Przez moment próbowałem wyostrzyć wzrok, kiedy nagle zauważyłem pewną postać stojącą tóż przede mną. Wyprostowałem się.
— To jest ten dzieciak? — Poczułem silny zapach nikotyny. Z trudnością powstrzymałem kaszel przyglądając się najpewniej swojemu oprawcy.
Był bardzo niski – napewno niższy ode mnie. Jego wzrost nie przekraczał stu sześćdziesięciu centymetrów. Miał mocny, włoski akcent. Byłem pewien, że pochodził "stąd". Jego włosy przykrywał kapelusz, choć mogłem podejrzewać, że przybrały już siwego koloru. Napewno nie należał do młodego pokolenia. Ciemny płaszcz otulał go szczelnie odkrywając jedynie kawałek białej koszuli, którą miał na sobą. Wyglądał bardzo poważnie.
Naprawdę ci wielcy goście pracują dla tego dziadka? — Pomyślałem robiąc wielkie oczy, choć starając się nie okazywać szoku w jakim byłem. Nawet nie zwróciłem uwagi na to, że przebywamy w zupełnej ciszy. Starzec przerwał milczenie.
— Twoja godność? — Ruchem ręki nakazał siłaczom mnie puścić. Bez zawachania to zrobili.
— Mar-co. Marco Ferreri. — Odparłem niepewnie. Nie miałem pojęcia kim jest kapelusznik stojący przede mną.
Spojrzał na mnie jakby... drwiąco?
— Och Ferreri... mój dobry znajomy się tak zwał. — Sięgną do wnętrza marynarki. — Niestety... już nie ma go z nami... — Posmutniał. — ale mniejsza. Z pełną powagą oświadczam, że od tego momentu zwiesz się Di Stefano. — Powiedział z pełną powagą.
Zdziwiłem się, co ewidentnie zauważył. Odchrząkną, po czym rzekł:
— Gdzie moje maniery. Giovanni Frank Salvatore. — Czekaj... ten Salvatore?
Poczułem jak po karku spływa mi zimny pot. Ten staruszek był najbardziej poszukiwanym człowiekiem w tej części Europy. I właśnie stał naprzeciw mnie – głupiutkiego nastolatka z ubogiej dzielnicy. Czego ode mnie chciał?
Wtem, moje myśli przerwał huk otwierających się masywnych, drewnianych drzwi. Do pokoju niespodziewanie weszły kolejne trzy osoby: masywny ochroniarz, chudy chłopak wyglądający na jakiegoś szofera, i dziewczyna o krótkich, sięgających do ramion włosach.
— Odpychające. — Szepną mafiozo podchodząc żwawym krokiem do przybyszy. Ują podbródek nastolatki w dłonie.
— Zostaw mnie! — Warknęła gwałtownie szarpiąc rękami. Mężczyzna odskoczył jak oparzony.
— To może inaczej... Camila, to jest Marco. — Nagle przedstawił nas sobie. Nasze spojrzenia się spotkały. Wyciągnąłem w jej stronę dłoń, jednak nawet nie drgnęła. Skrzyżowała ręce na piersiach, i odwróciła się w drugą stronę obrażona.
— Mam pracować z tym czymś? — Skierowała swoje słowa do Giovanni'ego.
Zamurowało mnie. Czy ona właśnie stwierdziła to o mnie? Skrzywiłem się. Poczułem odrazę wobec jej osoby.
Zanim zdążyłem cokolwiek odpowiedzieć, włoch zaczą swój monolog.
— Spokój. — Powiedział surowym tonem. — Jesteście dziećmi naszych ludzi, którzy nie podołali wyzwaniom camorry. Teraz pora, abyście to wy ich zastąpili. — Wskazał na nas chudymi, długimi palcami. — I nie interesuje mnie żadne "nie chcę z nim pracować". — Zaplutł dłonie za sobą. —
To co, wchodzicie w to dzieciaki?
Brunatnowłosa niewyraźnie skinęła głową, a ja nie wiedząc co robić, cicho twierdząco mruknąłem. Salvatore szyderczo się uśmiechną.
— W takim razie posłuchajcie mnie bardzo uważnie...
YOU ARE READING
Far away
Mystery / ThrillerMarco Ferreri i Camila Bocceli z pozoru byli zwykłymi nastolatkami. Nie przejmowali się otaczającym ich światem, żyjąc zamknięci w bańkach bezpieczeństwa, nieświadomi otaczającego ich zagrożenia. Dopiero po porwaniu zdołali przekonać się, jak życie...
