Cisza w pokoju była wręcz nie do wytrzymania, osamotniona i wyczerpana Polka siedziała na kanapie i wpatrywała się w już niepalący się kominek. Dawno nikt jej nie odwiedzał, może od czasu do czasu został jej przynoszony
"Kurjer Warszawski" lecz to była zwykła formalność i nie wiązało się z aktem przyjacielskim. Czy ktoś w ogóle o niej pamiętał? Fakt, niepodległość została odzyskana i wszystko co leżało w jej mocy jest wypełnione i dokończone. Ale skąd ten nagły zastój? Ciężko to było powiedzieć, może potrzebowała czasu na zebranie myśli? Pytań było wiele a odpowiedzi nierównomiernie do nich.
Czasem wychodziła z małej kamienicy rozprostować kości i złapać trochę świeżego powietrza. Mijała wtedy inne kamienice, goniących gdzieś ludzi, powozy konne i pewien budynek odrożniający się od reszty. A mianowicie cerkiew prawosławną, zaprojektowaną przez Benois'a. Była dosyć spora, architektura typowo wschodnia a samo wnętrze pięknie zdobione.
Raz miała nawet wrażenie, że widziała obok niej młodego już mężczyznę, z którym niegdyś była przydzielona do zabawy na terenie Imperium Rosyjskiego. Byli wtedy nie za duzi, pełni marzeń i energii. Zabawa polegała na tym, że wiązało się sznurkiem jedną nogę pierwszej osoby i jedną nogę drugiej osoby tak, aby tworzyli pare i mogli wspólnie biec żeby zwyciężyć w wyścigu z innymi osobami - tak samo związanymi. Nikt nie miał pretensji o to, że ich płci były inne mimo że, zawsze grupowane były dziewczynki z dziewczynkami i chłopcy z chłopcami. Oczywiście dziewczyn było mniej lecz też były mile widziane. Niektóre nawet wygrywały i zyskiwały w ten sposób zasłużony "respekt" i coś słodkiego.
Czerwonowłosy chłopak zaproponował jej wspólny bieg w wyścigu, na co Polka przystała.
Strzał. Dzieciaki rozbiegnięte próbowały dotrzeć do mety. Pewna para jednak była najszybsza - otóż byli to oni. Udało im się wygrać pierwsze miejsce - najbardziej znaczące się i wyróżniające się - drugie i trzecie nie miały prawie żadnego znaczenia, tak jakby ich wcale nie było.
Rozległy się odgłosy gwizdania, oklaski i na twarzach ludzi widoczna była aprobata i sympatia. Taka niespotykana parka właśnie wygrała pierwsze miejsce w nie tak łatwym wyścigu, łatwo było o wywrócenie się i kontuzję. Im nic się nie stało. Z dumą przyjęli wyróżnienie. Spojrzeli się na siebie - oboje mieli czerwone rumieńce i "ten" błysk w oku.
- Brawo! - rozlegały się krzyki ludzi.
Po skończonych zabawach i rywalizacjach...tyle się widzieli. Kobieta nie wiedziała nawet z kim on przybył i kto był jego rodzicem. Nic nie trwa wiecznie a tym bardziej te dobre chwile.
Gdy zobaczyła podobnego młodego mężczyznę obok cerkwi, szepczącego coś sam do siebie z grymasem, jakby kogoś przeklinał - zamarła.
Czy to mógł być on? To niemożliwe. Miał na sobie rany, lekko pomięty garnitur a sam wyglądał mizernie. Musiał przejść dużo, coś ścisnęło ją w sercu.
Poszła dalej. Kilka razy odwróciła się w jego stronę jednak on tego nie zauważył. Czy to był on? To pytanie brzmiało w jej głowie lecz zbyła je.
Szła do urzędu załatwić kilka spraw. Nie miała czasu na rozterki.
Teraz jednak siedziała w bez ruchu, przywracając sobie wspomnienia i analizując je. Nie miała nic większego do roboty, zwykła nuda i wyczerpanie. Już ją znużyło i miała zasnąć. Coś przeszkodziło jej to, a mianowicie:
- Bolszewicy nacierają! - rozległ się głos zza okna.
Na początku to do niej nie docierało, jednak po chwili została ocucona tym krzykiem i zerwała się na równe nogi. A więc znowu walka.
——————————————————————
Warszawa była już niemal zajęta lecz...to nie nadchodziło - ku szczęściu. Polka zapewniała ochronę ludziom i sama starała się dowodzić niektórymi korpusami wojska.
Właśnie biegła przez pola by znaleźć się w wyznaczonym punkcie jednak poczuła coś ostrego na szyi.
- Odwróć się - warknął nieznajomy.
Jak powiedział tak zrobiła.
Jej oczom ukazał się...ten sam mężczyzna. Ten którego widziała przy cerkwi a więc ten który był właśnie tą osobą z którą biegła na terenach Imperium.
- Dawno się nie widzieliśmy, czyż tak? - zapytał czerwonowłosy.
Ona jednak zamarła.
- Ktoś ci język odciął czy co?
- Czego tu chcesz? - tu "odbiła piłeczkę".
Mężczyzna chwycił jej ramię i ścisnął.
- Chcę rozprzestrzenić swoją ideologię, stanąć przeciwko kapitalistom a przecież mam przy sobie swoją drogą koleżankę...wtedy wygraliśmy, teraz też wgramy. Prawda? Po prostu się poddaj, wcielimy twoje tereny do moich (moich?).
Czyżby to on był przywódcą bolszewików? Skąd on wie kim ja jestem? Skąd on wie, że to ja jestem Polska?
- Nie! - odparła stanowczo kobieta.
Obdarzył ją wtedy piorunującym spojrzeniem zmieszanym z pożądaniem.
Uwolniła się z jego uścisku i wytrąciła mu ostrze z rąk. Facet się przeliczył. To był dzień kiedy wojska bolszewickie zaczęły się wycofywać.
VOCÊ ESTÁ LENDO
Tak bliscy...a tak dalecy| RusPol
FanficPolska - kraj który wycierpiał wiele wciąż musi walczyć o swoje. Przez wojny po emocjonalne burze i konflikty. Czy ktoś stanie na jej drodze? Kogo pozna i jak potoczą się jej i ich losy?
