Patrzyłam w jeden nie istotny punkt w pokoju. Przez okno wpadało światło latarni ulicznej.
Gorzka substancja spływała po tyle mojego gardła a Azyl tworzył dwie grube kreski białego proszku.
Gdy już skończył swoją pracę spojrzał na mnie i pstryknął mi palcami przed twarzą.
Ledwo kontaktowałam.
-wciagaj wariatko.- nienawidziłam gdy mnie tak nazywał. Nie zastanowiłam się chwilę dłużej bo Azyl podał mi do ręki zwinięty banktot i pochylił moją głowę nad dwie równe kreski. Wyciągnęłam jedna z nich bez większego problemu.
Lubiłam ten stan bo w tedy widziałam jego. Diablo w tedy przytulał mnie, oraz był przy mnie jak kiedyś. Był przy mnie i mnie nie opuszczał.
Tak było i teraz. Gdy substancja robiła swoje umysłem już nie byłam w tym pokoju. Tylko cała uwaga była skupiona na wyimaginowanej pistacji w mojej głowie.
-kenny..- powiedział mi to zawiedziony mi to zmartwiony.
-diablo?
-nie szajbusko. Azyl- wruciłam trochę do rzeczywistości gdy poczułam jak moje ciało twardo ląduje na łóżku. Poczułam jak czyjeś dłonie podwijają moja spódniczkę i odsuwają majtki na bok. A potem ból.
Jak by ktoś wkładał mi coś ostrego do środka. Nie mogłam zareagować. Moje ciało było jak jebana kukła. A on pieprzył mnie co po chwilę uderzając w twarz bądź podduszajac.
Do moich oczu napłynęły łzy i przymknęłam je i zobaczyłam od razu mojego diablo.. stał tam i obserwował każdy mój ruch. Jak cień którym był. Nie udzielał się. Nie robił kazań. Tylko patrzył i analizował. Nie wiem co było gorsze..
Czułam coraz szybsze ruchy w sobie oraz głośne sapanie mężczyzny. Łza spłynęła po moim policzku ale szybko ją starałam. Tak szybko jak było to możliwe w moim stanie. By tego nie zauważył bo było by o wiele gorzej. Szybko skończył na mój brzuch i założył spodnie, po czym uklęknął przed stolikiem i wciągnął biały proszek. Westchnął i oparł się o łóżko. Moje ciało zadrżało ale nic nie mogłam zrobić. Musiałam czekać aż ten pojeb sobie pójdzie. O ile pójdzie
*magia czasu*
Szybkim krokiem weszłam do budynku w którym znajdowały się moje zajęcia. Studiowałam prawo więc jeżeli chciałam się gdzieś dostać to musiałam spiąć dupe. A zważając co robię i w jakim stanie tu przychodzę średnio to widzę.
Już myślałam że się spóźniłam gdy zobaczyłam że ostatnie osoby wchodzą do sali przyspieszyłam kroku i już chwilę później siedziałam na moim ulubionym miejscu słuchając wykładowcy.
Usłyszałam wibracje dobiegające z mojego telefonu. Zerknęłam na wyświetlacz i na powiadomienie
-*Azyl- dziś u mnie o 19°° nie spóźnij się bo będzie kara.- wstrzymałam oddech na te wiadomość. Cała krew z twarzy mi uciekła i jak by ktoś teraz na mnie patrzył pomyślał by że umarłam(no chciała bym)
Z transu wyrwały mnie osoby które właśnie wstawały i wychodził z sali. To były na dziś moje ostatnie zajęcia. Powoli wstałam i zaczęłam pakować się do czarnej torby
-Panno Wilson czy mógłbym panią na słowo?- odezwał się pan Miler spoglądając na mnie
Wyprostowałam się i rozejrzałam po sali w której nie było żywej duszy oprócz nas
-Tak, oczywiście- wydusiłam biorąc torbę i schodząc po schodach w dół. Zatrzymałam się dopiero przed profesorem Milerem
-Ostatnio pogorszyłaś się w ocenach. Jest tego konkretna przyczyna?-spojrzał na mnie z troską w oczach ta conajmniej jak by śmierć mojego chłopaka nie była wystarczającym powodem dla którego to całe gówno się dzieje- Jak byś potrzebowała pomocy możesz zawsze spoglądać ze mną, a nawet jeżeli nie ze mną to mamy bardzo dobrych i miłych psychologów.
-Wiem dziękuję za troskę, jest wszystko w porządku nie ma się pan o co partied panie Miler.-uśmiechnęłam się sztucznie co najwidoczniej zauważył bo jego wzrok był nie ugięty- Ale jeżeli to już wszystko to przeproszę pana bo muszę coś jeszcze załatwić. Oceny poprawię na następnych możliwych zajęciach-powiedziawszy to wyszłam z sali nie odwróciwszy się już ani razu. Westchnęłam do siebie i podeszłam do mojej szafki. Wzięłam z niej najpotrzebniejsze rzeczy i szybko wyszłam z budynku kierując się do domu. Chodź ciężko ta melinę nazwać domem nie wiem jakim cudem jeszcze utrzymuje się na tych studiach
A no tak. Chłoptaś mamusi mi za nie płaci ojej za mieszkanie i uratowanie mojego chłopaka też by mogli chociaż, niech w dupe se wsadzę te pieniądze sama zapracuje na to jak będę rzyć. Nie najmądrzej wydaje te pieniądze ale jednak to są moje pieniądze.
Otwarłam drzwi po czym weszłam do środka. Ściągnęłam buty i ruszyłam do kuchni by szybka zerknąć na harmonogram pracy. Ledwo daje sobie radę łącząc studia i pracę. Jeszcze ten azyl.. mam dość usługiwania mu jako jego dziwka i towarzyszka do ćpania. Zawsze jestem tak kurewsko mu posłuszna bo nie wiem do czego jest zdolny ten pojeb. Dziś nie przyjdę. Nie wie gdzie mieszkam nic mi nie zrobi prawda?
Wyciągnęłam z kieszeni zajebany towar tego gnoja. Wysyłałam na stół tyle by starczyło na dwie kreski. Sięgnęłam po banknot i zawinęłam w ciasny rulon. Spojrzałam na godzinę i szybko nachyliłam się nad stołem by po chwili poczuć gorzką ciecz stylu gardła. Momentalnie poczułam cebulki włosów i przyjemy stan. Oparłam się o oparcie krzesła i wpatrywałam się w nieistotny punkt rozmyślając jak moje życie się spieprzyło przez jedną kurwa sytuację. Przed moimi oczami znów ukazała się scenka jak z horroru gdzie wszędzie była krew a ja trzymałam ciało mojego ukochanego.. takie zimne i bezwładne, jego wzrok był pusty a serce nie biło. Moje słoneczko, obiecał że będzie zawsze. Obiecał mi to mówił że będzie
Zawsze a tu jeb i odszedł. Odszasnelam głową od natłoku wspomnień i nachyliłam się raz kolejny nad białym proszkiem by kolejna dawka zawitała w moim organizmie.
Moj telefon zaczął wibrować a ja zerknęłam na jego wyświetlacz by zobaczyć że dzwoni nie kto inny jak azyl. Wzięłam telefon do ręki chwilę zastanawiając się czy odebrać czy nie w końcu wybrałam opcję nr dwa. Żeby po sekundzie zobaczyć te samo imię na wyświetlaczu. Tym razem odebrałam.
-Masz kurwa przejebane.-powiedział na skraju opanowania-. Jeżeli kurwa nie pojawisz się tu w przeciągu trzydziestu kurwa minut to uwierz mi nie chce być tobą a twoja słodka cipka będzie błagać bym przestał. A ja nie przestane.-
Wessałam powietrze do środka a dreszcz przeszył moje ciało. Azyl zaśmiał się głucho w słuchawce a narkotyk płynący w moich żyłach zaczął działać .
Miałam przejebane .
YOU ARE READING
Sunshine
Teen Fiction21-letnia Kendall Wilson studiuje prawo wraz ze swoim chłopakiem. Mężczyzna jednak posiada bagaże przeszłości oraz odpowiedzialności. Ginie jednak w wyniku potyczek mafii. Kenny nie potrafi poradzić sobie z utratą ukochanego i popada w nałóg. Czy ud...
