Robiło się coraz ciemniej. Głowa Elizabeth zapadła się w pierzastej pościeli. Jej rumiane policzki były wilgotne od łez, spływających równymi, pulsującymi strumieniami. Była całkowicie wycieńczona. Ostatnie godziny spędziła rozpaczając nad podjętymi w dalekiej przeszłości wyborami. Teraz jednak trwała w niej jedynie pustka. Pustka i zmęczenie. Nie było już nic. Jej ciało już nie drżało. Było wiotkie, bezczynne. Tak jakby nie należało już do niej.
