PROLOG

17 2 1
                                        

Prolog
,, Dlaczego nie mogłam mieć racji?''
Liczba słów: 2094

- Reave! Czy ty mnie w ogóle słuchasz? - zapytała mnie moja najlepsza przyjaciółka machając mi dłonią przed twarzą
  Moje myśli cały czas wracały do sytuacji z wczorajszego wieczoru, kiedy moi rodzice pierwszy raz się pokłócili. Oczywiście czasami się ze sobą nie zgadzali, obrażali się na siebie, ale nigdy nie słyszałam żeby się pokłócili i to jeszcze tak mocno.
- Zamyśliłam się. Możesz powtórzyć? - poprosiłam
Siedziałam razem z Margheritą i jej chłopakiem Lucas'em. Rozmawialiśmy o zbliżającym się meczu z Sunset High School. Chyba.
- Ten sezon jak zwykle zaczynamy z Sunset High School. - powiedziała dziewczyna z blond dredami
Margherita Jennery z pewnością była osobą wybijającą się na tle innych uczniów. Może i nie miała bardzo dobrych stopni, lecz sam jej styl bycia i tak łatwa możliwość uszczęśliwiania wszystkich wokół była interesującym zjawiskiem.
Dziewczyn miała ubrany mundurek, ale normalnie woli Boho style, dość duże kolczyki, kolor zielony i brązowy, w miarę długie sweterki i jeansy.
- Mam już zaprojektowane stroje cheerleaderek i maskotki. - rzekłam i wzięłam gryza naleśników, które swoją drogą nie były wystarczająco dobre
Jak na tak prestiżową szkołę jak Stars Avenue High School kucharki gotowały smaczne posiłki. Niestety naleśniki to zmora tej szkoły. Będę musiała wnieść prośbę do dyrektorki o usunięcie lub zmniejszenie produkowania naleśników. Jakkolwiek bezsensowne byłoby wniesienie takiej prośby tak ja nie wstydzę się powiedzieć o niej dyrektorce. Pani Charlotte to najlepsza przyjaciółka mojej mamy, a jej córka to moja najlepsza przyjaciółka, niestety ale nigdy nie lubiłam jej starszego o dwa lata ode mnie syna - Justin' a Jennery. Ilekroć go widziałam, zawsze dostawałam od niego ,,słodki" komentarz.
- Mecz jest już za dwa tygodnie. Wspólne ćwiczenia zaczynamy w poniedziałek. - wtrącił się Lucas
- Jasne. - odpowiedziałyśmy w równym czasie
Nagle ktoś wbiegł do stołówki i podbiegł do naszego stolika. Odważnie.
- Ty suko! - krzyknął chłopak
- O co ci chodzi, Nathan? - zapytała w miarę spokojnie dziewczyna
- O co mi chodzi?! Mi?!
- Wszystko co chcesz powiedzieć Marge powiedz mi. Całą jej ,,winę" przenoszę na siebie. A więc, jak będzie, Nathanie? - zapytałam spokojnie
- Ja- ja... tak naprawdę to ja... nie, nie ważne. - odparł i opuścił głowę w dół
Tonie tak, że ja jestem nie miła. Po prostu wiedziałam jak radzić sobie z chłopakami takimi jak Nath. Wiedziałam również, że Margherita nie da sobie z nim rady, a jej chłopak... pójdzie w rękoczyny.
- To ja może pójdę? - bardziej stwierdził niż zapytał
- Dobra decyzja. - odparłam i wzięłam się za dokończenie naleśnika z nutellą
***
  - Dzień dobry ja po... - powiedziałam, ale przerwało mi moje rodzeństwo
  - Reave! - krzyknęli równo
  Przyszłam po Becky i Benna do ich szkoły, ponieważ nie chodzili do tej co ja. Moja mama została w tej szkole dyrektorką dwa lata temu i jasnym wyborem dla niej było, że jej dzieci będą pod jej skrzydłami, a ja cóż...nie chciałam opuszczać mojej przyjaciółki.
   - Mam nadzieję, że długo na mnie nie czekaliście. - powiedziałam
  - Nieeee, w ogóle na ciebie nie czekaliśmy. Wiesz, Becky jest strasznie wolna więc zanim... - nie skończył Benn, bo przerwała mu siostra
  - Benn! - krzyknęła zła i zaczęliśmy iść w stronę drzwi wyjściowych, które nagle się otworzyły
  - O, co za zbieg okoliczności, Reavanne Lee - Martin. - powiedziała osoba, która przed sekundą otworzyła drzwi i był to Justin
  - Jennery nie wkurzaj mnie. - wysyczałam
  - Ładnie dziś wyglądasz. Podobnie jak ten kosz, o tam. - powiedział i wskazał palcem kosz na śmieci
  - Twoje teksty są na poziomie siedmiolatka, Justin. Nie wspominając o cringu jaki wywołują, po wypowiedzeniu ich przez Ciebie.- odparłam i otworzyłam drzwi wyjściowe
Nie zamierzałam konfrontować się z tym imbecylem. Miałam lepsze i przede wszystkim ważniejsze rzeczy do roboty niż wykłócanie się z tym ślicznym, idiotycznym chłopakiem. Tak, zdaję sobie sprawę, że nazywanie go ślicznym bądź przystojnym nie jest... odpowiednie w tym momencie, ale błagam niebiosa! On jest tak przystojny!
  - Nie mogliśmy dzisiaj spać. - zaczął Benny gdy szliśmy ścieżką do domu
  Od szkoły Becky i Benna do domu szło się jakieś trzydzieści minut marszem.
  - Tak, dlaczego? - zapytałam lekko zmartwiona
  - Rodzice strasznie głośno dzisiaj w nocy krzyczeli na siebie. Na nasze nieszczęście mamy pokój praktycznie naprzeciwko nich. - odparła Becky
  - No...tak. - przerwałam, bo nie miałam pomysłu co mogę im powiedzieć - Czasami małżonkowie się kłócą, tak jest i to jest normalne. A nasi rodzice bardzo rzadko się kłócą. - musiałam skłamać, nasi rodzice nigdy się nie kłócili - Dlatego dla nas jest to trochę...dziwne.
  - Yhmmm... - odparli równo - Ale jest jeden problem. I to duży.
  - Jaki? - zapytałam kierując rodzeństwo w stronę parku
  - No bo słyszałem jak mama mówiła, że nie chce już być z tatą. I że jest z nim tylko dla nas. - odpowiedział po przerwie Benn
  - Wiecie, może mama powiedziała to pod wpływem złych emocji. - przekonywałam bardziej siebie niż ich
  - Może. - odparła Becky
  Resztę drogi przeszliśmy prawie w ciszy, bo przez chwilę Benn i Becky opowiadali mi o sprawdzianie, który dzisiaj pisali.
  - Jesteś...my. - powiedziałam wchodząc do domu - Mamo? Tato?
   Na podłodze leżały potłuczone kieliszki z winem, wino, talerze i...telefon taty?
  - Becky, Benn idźcie do pokoju. - rzekłam opanowana, a oni grzecznie wykonali polecenie - Mamo? Co się stało?
  - C-córeczko, ja i Ryhan rozstajemy się. - powiedziała 
  - Co? - odparłam i poczułam jak łzy zaczynają pojawiać się w kącikach moich brązowych oczów
  Czułam jak moje serce się rozpada. Łamie na tysiące, potem miliony i miliardy kawałków. Patrzyłam na rodziców i nie wiedziałam jak to jest możliwe. Oni zawsze byli IDEALNI. Szczęśliwi, uśmiechnięci, kochający siebie nawzajem i swoje dzieci. Czy możliwe jest to że JEDNA kłótnia może zniszczyć WSZYSTKO? Nie znałam odpowiedzi na te pytania, wiedziałam że jedyne co mogę zrobić w tej sytuacji to jakoś ich przekonać by zostali razem. Nie chodziło nawet o mnie, o to jak mi byłoby ciężko, ale o Becky i Benna. Przecież oni nie poradzą sobie bez jednego rodzica. To byłaby zbyt wielka zmiana w ich życiu. Nie wiadomo czy nie mieliby przez to jakiś problemów emocjonalnych. Dla mnie liczyli się oni przede wszystkim. Musiałam zadbać o nich jak tylko najlepiej potrafiłam. Więc wzięłam się w garść i zaczęłam mówić:
  - Mamo zastanów się. - zbliżyłam się do nich o kilka kroków - Przecież to tylko jedna kłótnia.
  - Ale zamiast tej jednej mogłyby ich być setki. - wymruczała
  Po jej głosie dało się zrozumieć, że płakała. Nie widziałam jej twarzy, bo patrzyła w okno, stojąc tyłem do mnie.
  - Napewno to nic poważnego, naprawdę zastanów się, mamo. - powiedziałam błagalnym tonem
  - Ale Reaveanne. Czy ty wiesz co przez lata robił twój ojciec? Wiedziałaś, że od ośmiu  lat ma romans ze swoją asystentką? I ma z nią siedmio  letniego syna? A wiesz co jest najlepsze? Ja wiedziałam, że ma romans z tą kobietą, ale nie wiedziałam, że ma syna!! - krzyknęła naprawdę głośno i odwróciła się twarzą w moją stronę
     Nigdy nie widziałam Camellie w takim stanie. Jej tusz do rzęs był rozmazany, twarz cała czerwona i opuchnięta. A oczy...pozbawione dawnego szczęścia, blasku i radości. Wygladała tak... na taką załamaną, że... była nie do poznania.
  - Nie masz nic do powiedzenia córce, Ryhan? - powiedziała z jadem w ustach
  - J-ja...przepraszam cię córe... - zaczął mówić i podchodzić do mnie, e ja mu przerwałam
  - NIE. NAZYWAJ. MNIE. SWOJĄ. CÓRKĄ! Nie zasługujesz by być nazywany tatą. Dla mnie jesteś jedynie ojcem, osobą przez którą zostałam stworzona, ale napewno nie tatą. Po spędzaniu sobie czasu ze swoją nową rodziną przyjeżdżałeś sobie tutaj i żyłeś sobie normalnie! Miałaś gdzieś mnie, mamę, a przede wszystkim Becky i Benna! WYNOŚ. SIĘ. Z. TEGO. DOMU. I nigdy więcej nie masz prawa postawić tu nogi, chyba że ktoś z nas ci pozwoli. I nie mów mi, że musisz zabrać ciuchy, stać cię na tonę nowych. Wy - noś - się! - krzyknęłam
  - Dobrze, ale musisz wiedzieć że kocham ciebie i Twoje rodzeństwo, dlatego będę co miesiąc przesyłał pieniądze na Twoje konto. A co do Ciebie, Camellie wiem że masz pełno pieniędzy. - powiedział i tak po prostu odszedł
  Czy to nie może być sen? Koszmar? Film? Komedia nagrywana w moim domu? Marzyłam żeby to było coś z tych rzeczy, ale nie było. Rzeczywistości była tak, że straciłam ojca. To do mnie jeszcze nie dotarło. Ale musiałam być silna, pomóc mamie, Becky i Bennowi. Nie mogłam skupić się na sobie. W tym momencie nie ja byłam najważniejsza.
  - Mamo, chodź się położyć. - poprosiłam, a kobieta dała mi się zaprowadzić do jej sypialni
  - Jak on tak mógł? Zrobić coś takiego własnym dzieciom? Mi? Zamiast być z nami, poświęcać nam czas puszczał się z jakąś kobietą. - mówiła i patrzyła z pustym wzrokiem przed siebie, gdy ja zmywałam jej makijaż i przebierałam ją
  - Nie wiem co powiedzieć. Obiecuję ci mamo, że już nigdy go nie zobaczysz, ani ty ani Be i Ben. - obiecałam szykując łóżko kobiecie
  - Tak bardzo cieszę się, że ciebie mam, córeczko. - powiedziała kładąc się do łóżko
  Chwilę jeszcze siedziałam z matką i próbowałam zająć jej myśli czymś innym, a ona zasnęła choć była dopiero osiemnasta.
  Wyszłam z jej pokoju i weszłam do pokoju bliźniaków. Oby dwoje siedzieli na łóżku Becky, przytulali  się i płakali.
  - Słuchajcie. - rzekłam siadając pomiędzy nich, a oni położyli głowy na moich barkach - Wiem, że to będzie dla was bardzo, bardzo ciężkie ale nasi rodzice... nie są już razem. Ryhan nie będzie z nami mieszkał i wszystko będzie inne. Ale postaram się żeby to było dla was jak najłatwiejsze.
   - Ale dlaczego? Dlaczego nie są już razem? - zapytał Ben podciągając swoim czerwonym od płaczu noskiem
  - Powiem wam. Kiedyś. A teraz może pooglądamy sobie hotel Transylwania? - zaproponowałam
  - Tak! - odparli chórem
  - No dobra, ale najpierw przygotujecie się do snu, dobrze? Pozwolę wam iść później spać, bo jutro jest sobota. - powiedziałam i uśmiechnęłam się chowając przed nimi mój smutek - Zrobimy tak: Najpierw Ben pójdzie się wykopać, później Becky, a ja w tym czasie wybiorę ubrania na jutro dla was. Co wy na to?
   - Jak na lato. - zaśmiali się
  Chwilę potem Ben był już pod prysznicem, a ja z Becky zeszłam na dół do kuchni po przekąski do filmu.
  - Co bierzemy? - zapytałam otwierając szafkę z niezdrowymi przekąskami, Becky i Ben nazywają ją ,,Krainą Dobrego Jedzenia"
  - Małą paczkę chipsów paprykowych dla mnie i dla ciebie, cebulową dla Benna, popcorn i ciasteczka czekoladowe. - odparła i wspólnie wyjęłyśmy z szafki wszystko co dziewczynka wcześniej wymieniła
  - Którą część będziemy oglądali? - zapytałam gdy wchodziłyśmy po schodach
  - Pierwszą. - odparła i uśmiechnęła się
  Gdy weszłyśmy do pokoju Benn siedział już na swoim łóżku. Becky poszła do łazienki, a ja podeszłam do szafy Benna.
  - Jaki jest teraz twój ulubiony kolor? - zapytałam brata grającego na Nintendo
  Chłopak codziennie zmieniał swój ulubiony kolor. Niestety.
  - Niebieski. - odpowiedział 
  Od razu wiedziałam co dam im do ubrania na jutro. Oby dwoje mieli dresowy komplet ciemnoniebieskich spodni, koszulki i bluzki. Wyjęłam te rzeczy z szafy Benna, a potem z szafy Becky i położyłam je na ich fotelach.
   Po kilku minutach z łazienki wyszła Be. Zrobiłam kitkę z jej złotych włosów. Bliźniaki nie są do mnie podobne. Ja mam brązowe włosy i brązowe oczy, a oni niebieskie oczy i złote włosy. Mam również delikatnie ciemniejszą od nich karnację (ich koloryt skóry jest naprawdę jasny). Ja mam piegi, a oni delikatne dołeczki (Benn ma je bardziej widoczne niż Becky). Wszyscy za to mamy lekko zadarte nosy, które są naprawdę urocze.
  - Oglądamy w salonie czy w sali kinowej? - zapytałam po chwili
  - W sali kinowej. - odpowiedzieli szybko
  - Dobra to wy bierzecie przekąski. - powiedziałam i w prędkości światła wybiegłam z pokoju i pobiegłam w stronę sali
  Musiałam uciec, żeby nie zmusili mnie do wzięcia przekąsek.
  Otworzyłam drzwi od sali kinowej, która nie była jakaś duża. Dwa rzędy po pięć miejsc po prawej i dwa rzędy po pięć miejsc po lewej. Fotele ustawione były jakieś  osiem metrów od ekranu.
  Usiadłam tam gdzie zawsze, czyli w drugim rzędzie po lewej stronie na fotelu przy ścianie.
   Gdy byłam z Becky i Bennem musiałam udawać, że mnie to nie rusza, aby oni również się tym zbytnio nie przejmowali, ale teraz gdy byłam sama nie mogłam. Nie potrafiłam  udawać że wszystko jest okej. Bo nie było. Już nigdy nie będzie. Ogrom złych myśli spadł na mnie niczym bomba, rozdzierały mi duszę, lecz ja starałam się nie pozwolić jej się zniszczyć.                                      

  ,,Walka z każdym jest ciężka, ale najcięższa jest walka ze samym sobą." - przypomniałam sobie słowa mojej babci
   I TO JEST PRAWDA. Z NIKIM WALKA NIE JEST TAK CIĘŻKA JAK Z SAMYM SOBĄ. ZROZUMIE TO KAŻDY- GDY PRZYJDZIE CZAS.
  - Dlaczego nie mogłam mieć racji? Zawsze byłam pewna, że moja rodzina jest idealna. - powiedziałam przez łzy cicho sama do siebie - Ale myliłam się.
        
__________________________________
  Napisanie tego prologu było dla mnie wyzwaniem. Mam nadzieję, że udało mi się w miarę oddać emocje, które może odczuć osoba w takiej sytuacji, jednak zdaję sobie sprawę, że nie jestem w stanie jakoś dobrze tego napisać, sama tego nie przeżywając.
  Mam nadzieję, że prolog Wam się podoba i że udało mi się Was zachęcić do czytania dalszych losów Reavanne.
   Rozdział pierwszy pojawi się 22.06.2024.

Izabelle 33


 

 ,, W chwili obecnej, brak"Stories to obsess over. Discover now