.1.

11 0 0
                                        

Katania

   Tego dnia obudziły mnie pierwsze, wiosenne promienie słońca, które wpadały przez lekko uchyloną przez mojego kota zasłonę. Ziewnęłam i spojrzałam na stojący na komodzie zegarek. Dochodziła 7 rano. Przeciągnęłam się i szybko zrzuciłam z siebie kołdrę.
  Był pierwszy dzień wiosny, pogoda za oknem tylko to potwierdzała. Słyszałam śpiewy ptaków, które siedziały na starej czereśni rosnącej w moim ogrodzie, a pod płotem niczym fioletowy ocean kwitły krokusy.
   Dzisiejszy dzień miał być jednym z najważniejszych w moim życiu, jednak, co wręcz zadziwiające, nie czułam w ogóle stresu. Szybko przygotowałam sobie kanapki i kubek parującej, czarnej kawy i wyszłam na taras. Poczułam na mojej twarzy lekki mrozek ale nie było mi zimno. Usiadłam przy szklanym stoliku i delektując się akompaniamentem ptasich treli i cichą melodią wietrzyku zaczęłam jeść śniadanie.
   Wiosna od zawsze była moją ulubioną porą roku. Budząca się do życia przyroda, coraz dłuższe dni i większa ilość słońca dobrze na mnie działały i dawały mi nową energię.
  Z zamyślenia wyrwały mnie kroki i głos mojej mamy.
— Dzień dobry córciu, wyspana? — spytała z uśmiechem na jej lekko pomarszczonej już twarzy.
— Tak, dziękuję mamo.
— Denerwujesz się? Wiem, że to już twoja trzecia powieść, ale to zawsze jakieś emocje.
— Szczerze mówiąc nie. — odparłam bez chwili namysłu. — Co najwyżej jestem podekscytowana.
— Jestem z ciebie bardzo dumna, zawsze o tym pamiętaj. Twój ojciec byłby szczęśliwy widząc, ile osiągnęłaś. — rzekła z zadumą.
— Mnie też bardzo go brakuje. Wierzę jednak, że widzi wszytko z góry i wspiera mnie z całego serca. — odparłam łapiąc mamę pocieszająco za rękę. — Idę się przebrać. Muszę nieldugo wyjść. 
   Idąc po schodach prowadzących na górne piętro, gdzie znajdował się mój pokój myślałam o tacie. Był najlepszym ojcem jakiego mogłabym sobie wymarzyć. Mimo, że z powodu pracy często nie było go w domu, każdą wolną chwilę poświęcał mnie i mojej mamie. W weekendy jeździliśmy na rodzinne wycieczki a moje urodziny zawsze dostawałam przepyszny tort. Jako dziecko nie byłam lubiana w szkole, więc tato był moim najlepszym przyjacielem. Pamiętam dzień jego śmierci niezwykle dokładnie, wyrył się w mojej pamięci bardzo dokładnie. Miałam 15 lat. Tego dnia miałam koszmarny dzień w szkole. Chciałam jak najszybciej wrócić do domu i przytulić mojego tatę. Zamiast tego zastałam w domu zapłakana mamę, pocieszaną przez naszą sąsiadkę zza płotu. Powiedziała mi, że tata miał wypadek w drodze do domu i niestety zginął na miejscu. Zawalił mi się wtedy cały świat, poczułam się opuszczona jak mały, niewinny kotek pośrodku niczego. Długo dochodziłam do siebie po tej stracie. Dużą odskocznią stały się  dla mnie ksiżki. Dzięki nim mogłam przenieść się do innego świata, wolnego od cierpienia i negatywnych emocji. Właśnie dlatego zapragnęłam być pisarką. Chciałam, aby ludzie dzięki moim książkom poczuli ulgę i przeżywali niesamowite chwile wraz z ich bohaterami. Czy mi się to udało? Cóż, nie było łatwo, ale chyba jestem na jak najlepszej drodze.
   Otworzyłam drzwi mojej szafy i spojrzałam na wiszące w niej ubrania. Nie było w niej zbyt kolorowo, zazwyczaj najlepiej czułam się w stonowanych kolorach. Jednak dzisiaj chciałam ubrać się w coś wesołego, pasującego do mojego nastroju. Wybrałam jedną z moich niewielu spódnic: plisowaną, różową lekko za kolano. Do tego dobrałam lekki sweterek w odcieniu pastelowej żółci, rajstopy i beżowe baletki. Było ciepło, więc uznałam, że wystarczy mi jeansowa kurtka.
   Zabrałam płócienną torbę z rzeczami i zeszłam na dół udając się w kierunku drzwi wyjściowych.
— Wychodzę już mamo. Nie chce się spóźnić na autobus. — rzuciwlm szybko przez ramię.
— Uważaj na siebie! — usłyszałam jeszcze.
   W ogrodzie raz jezcze wciągnęłam do płuc zapach wiosennego wiatru i ruszyłam przed siebie. Wybierałam się do wydawnictwa by podpisać egzemplarze mojej trzeciej powieści: "Droga do domu", która opowiadała historię zagubionej dziewczyny szukającej szczęścia po całym świeci ostatecznie znajdującej je w rodzinnej miejscowości. Historia ta ma mówić o tym, że czasem to, czego najbardziej potrzebujemy jest w zasięgu ręki ale my jesteśmy zbyt ślepi, by to dostrzec.
   Dotarłszy na przystanek, wypełniony o tej porze ludźmi chcącymi załatwić rozmaite sprawy w mieście, znalazłam kawałek przestrzeni dla siebie i spojrzałam na zegarek w telefonie. Autobus powinien przyjechać za kilka minut. Rozejrzałam się po stąpających wokół mnie ludziach. Wszystkich ich znałam chociażby z widzenia, moja wieś nie była szczególnie duża. Każdy tutaj coś o każdym wiedział. Miało to swoje plusy i minusy. Kiedy dostałam wiadomość od wydawnictwa, które zaproponowało wydanie mojej książki bardzo się bałam tego, że wiadomość ta szybko rozejdzie się po okolicy a ja stanę się lokalną gwiazdą. Nie chciałam tego, bardzo nie chciałam. Może zniosłabym spojrzenia i szepty starszych babć na ulicy ale było coś, czego nie chciałabym doświadczyć. Byłam wręcz pewna, że gdyby moi koledzy i koleżanki ze szkoły dowiedzieli się o moim sukcesie zaczęli by się znęcać nade mną jezcze bardziej. Byłam wtedy w ostatniej klasie liceum, od dawna miałam już dość ich wszystkich, zwłaszcza Fryderica Donelsa, który był kimś w rodzaju głowy gangu. To on sprawił mi najwięcej bólu i cierpienia. Wtedy narodził się w mojej głowie pomysł, by dogadać się z wydawnictwem i wydawać moje książki pod inicjałami K.M. Katania Maze. Ja.
   Minęło 5 lat, zbliżały się moje 23 urodziny, a K.M bez przerwy królowała na szczycie listy bestsellerów. W sieci krążyło wiele artykułów, gdzie próbowano rozwikłać tajemnicę, dlaczego nie wydaję pod pełnym imieniem i nazwiskiem, niektóre z nich przyznaje wzięte z kosmosu. Żaden jednak nie był bliski prawdy a  moje nazwisko pozostawało tajemnicą. I tak miało pozostać na zawsze, przynajmniej tak wtedy myślałam.

  

BOOKS OF LOVEStories to obsess over. Discover now