1. Irracjonalna obecność

14.3K 443 1K
                                        

PIĘĆ LAT PÓŹNIEJ:

Przekręciłam się na drugi bok, delikatnie uchylając powieki. Gdy tylko na zegarze znajdującym się na stoliku nocnym dostrzegłam piątą rano z szerokim uśmiechem przeturlałam się na drugi koniec łóżka, obejmując ramieniem rozgrzany tors mężczyzny. Zaciągnęłam się mocnymi, męskimi perfumami po czym dalej pogrążyłam się w śnie. 

Miałam wrażenie, że moja drzemka trwała jedynie dwie minuty, gdy na oślep wyłączałam budzik o siódmej trzydzieści. Powieki zdołałam dopiero otworzyć w momencie, kiedy po moich ramionach, szyi i twarzy zaczęły rozkładać się przyjemne pocałunki. 

— Moje wymarzone poranki — mruknęłam z przyjemnością, patrząc w zielone oczy mężczyzny. 

— Wymarzoną kobietę to ja mam w łóżku — brunet spojrzał na mnie czarująco, przez co zasłoniłam swoją twarz, aby ukryć rumieńce.

— Mason, zawsze to robisz  — szturchnęłam ramię mężczyzny, gdy tylko się roześmiał. — Musimy się ubrać nim nasze kochane dzieci wparują do tego pokoju — spojrzałam na niego całkowicie poważnie. 

— Wypiły wczoraj chyba z dwa litry ciepłego mleka, dziś będą na kacu — parsknął śmiechem, kiedy przerzuciłam jego ciało na materac, a następnie sama się podniosłam. 

Mason Scott był przystojnym policjantem z głównego posterunku w Meerbey City. Wytatuowany brunet o zielonych oczach, zabójczo białych, równych zębach i muskułach większych niż moja głowa. Najbardziej męski człowiek z nieograniczoną ilością testosteronu. I chociaż z powalająco przystojnej twarzy nie wyglądał na sympatycznego to dla mnie i najbliższych był najbardziej czułą osobą na świecie. Po prostu wymarzony mężczyzna każdej kobiety. 

Przy Masonie czułam się niczym mała dziewczynka i to nie ze względu na jego prawie metr dziewięćdziesiąt, ale sam fakt jaką osobą był. Nigdy nie sprawił abym poczuła się źle, czy chociażby niepewnie. 

Poznaliśmy się gdy pewnego razu byłam złożyć zeznania odnośnie kradzieży mojej torebki w restauracji. Przesłuchiwał mnie chyba z dwie godziny, a na koniec zapytał czy po zakończeniu sprawy nie chciałabym się z nim spotkać. Zgodziłam się, bo nie miałam nic do stracenia i teraz od trzech lat byliśmy w szczęśliwym związku, mieszkaliśmy razem i planowaliśmy ze sobą przyszłość.

Minęło pięć lat, a moje życie kolejny raz bardzo się zmieniło. Po moim ostatnim spotkaniu z Williamem wyjechałam do Nowego Jorku, gdzie dokończyłam studia. Wróciłam później do Meerbey City, gdzie dalej spotykałam się z przyjaciółmi - z wyjątkiem Josha i Williama, którzy wyjechali z miasta. Po powrocie otworzyłam własny komis z samochodami oraz wydawnictwo.

Kiedyś bardzo mi się marzyło pracować w wydawnictwie, a dziś miałam własne. Sama również wydałam książkę, która oczywiście była fikcją o dwójce zakochanych w sobie ludzi, którzy poznali się przez przyjaciela. 

Miałam już dwadzieścia pięć lat, a tak bardzo wyczekiwany spokój w moim życiu nareszcie nastał.

— Ciociu! — nagle dotarł mnie krzyk Widdy, gdy ubierałam na siebie szlafrok. Spojrzałam na wprost i w tym samym momencie dziewczynka wbiegła do nas do pokoju. — Mnie i Aresa bardzo boli brzuch — złapała się rękoma w to miejsce.

— Już idę — chwyciłam dziewczynkę o oczach jasnych niczym niebo w najcieplejszą pogodę i długich, ciemnych, kręconych włosach. Widdy była naprawdę przepiękną dziewczynką, której sama zazdrościłam tak dużych, pełnych ust. 

Kiedy weszłam do niewielkiego pokoju pełnego zabawek dostrzegłam Aresa leżącego na łóżku w kształcie samochodu. Kulił się i łapał za brzuch. Odstawiłam dziewczynkę na ziemię, po czym siadłam na łóżku biorąc chłopca na ręce.

Secret Death - W sprzedaży Where stories live. Discover now