1

4 3 5
                                        

Czy znowu poniosły mnie emocje w klubie? Bardzo prawdopodobne, ale czy tym razem przeze mnie facet właśnie jechał do szpitala z pociętą szyją? To było bardziej niż pewne gdy po kilku chwilach wylądowałam w sali przesłuchań przed facetem z lekkim zarostem i ciemnymi zmęczonymi oczami, jednym słowem wyglądał jakby nie spał tydzień i miał za sobą więcej rozwodów niż ja imprez a ja za sobą miałam tuziny imprez.

-A więc, dlaczego to zrobiłaś?- odezwał się do mnie policjant pukając palcem w ławkę, jakby...serio? Przesłuchania które oglądałam w telewizji były bardziej ekscytujące a on, no cóż musi być naprawdę zniszczony przez życie, aż mi się go żal zrobiło gdy na niego patrzyłam, jego wory pod oczami wyglądały jakby już hodowały własne wory i szczerze nie wyglądało to zbyt przyjemnie.

-No, jakoś tak po prostu- odpowiedziałam licząc na jakąś reakcję i co prawda musiałam trochę poczekać ale na jego twarzy wymalowało się lekkie zdziwienie gdy podniósł wzrok z ławki na mnie.

-co znaczy "tak po prostu"?- odezwał się wbijając swoje ciemnobrązowe spojrzenie jakby chciał zajrzeć w moją duszę co trochę mnie podekscytowało.

-No to znaczy że po prostu nie dałam facetowi który ma zbyt wysokie ego podbić go sobie jeszcze bardziej- odpowiedziałam zaczynając się rozglądać po pokoju przesłuchań który wyglądał jak izolatka w psychiatryku na pierwszy rzut oka, tylko tu była jeszcze jedna osoba nie było okna i była ta znana ściana z pasami i lustro za którym pewnie było kolejne pomieszczenie.

-czyli że się broniłaś tak?- zwrócił na siebie moją uwagę zadając to pytanie.- ale wiesz że nie musiałaś dochodzić do rękoczynów prawda?- dopowiedział robiąc coś na podobnę łódeczki ze swoich rąk na ławce.

-Tak broniłam się i tak musiało dojść do rękoczynów inaczej by sobie nie odpuścił- teraz zaczęłam go skanować wzrokiem jeszcze bardziej bo mi się nudziło.

-za mało mi za to płacą....-wyszeptał do siebie pochylając głowę w dół przez co mogłam zobaczyć jeszcze większą siwiznę na jego głowie.

-podobno przysługuje mi jeden telefon...chciałabym go wykorzystać żeby zadzwonić do mojego prawnika- odezwałam się do niego po chwili przez co ten skupił na mnie całą swoją uwagę.

-oh tak, oczywiście a jak się nazywa twój adwokat?- odezwał się po chwili jakby zadowolony że się mnie pozbędzie.

-Vivian Millers, powinien ją pan znać- postukałam palcami o ławkę a gdy policjant wyprowadził mnie z pokoju przesłuchań i zaprowadził mnie do telefonu wybrałam numer czekając aż ktoś odbierze.

-Vivian Millers z tej strony w czym mogę pomóc?- gdy usłyszałam znajomy głos od razu się uśmiechnęłam chwytając mocniej telefon.

-Hej Viv to ja Caro, słuchaj miałam malutką sprzeczkę w klubie iiii....czy wyciągniesz mnie z kicia? No wiesz tego niedaleko parku z tą dużą fontanną- podrapałam się po twarzy trochę zawstydzona tym że dzwoniłam w takiej sprawie.

-Caro serio? Znowu? Cały czas ci powtarzam że masz zacząć się pilnować racja?- odpowiedziała wyraźnie zirytowana i westchnęła.

-No tak ja wiem ale tym razem naprawdę nie ja zaczęłam a więc jak...przyjedziesz po mnie?- przygryzłam wewnętrzną stronę polika przymykając lekko oko na wypadek jakby się nie zgodziła.

-Eh...Zgoda niedługo będę nie rób nic głupiego- Po chwili się rozłączyła a ja odłożyłam telefon szeroko się uśmiechając.

Gdy tylko zobaczyłam znajomą twarz w wejściu rozpromieniłam się od razu.

-Vivvvv~ przyszłaś po mnieeee, wiedziałam że mnie nie zostawisz- zaśmiałam się i podeszłam do krat chwytając je i patrząc na nią.

-Tak przyszłam a miałam jakiejś inne wyjście?- odpowiedziała mi a ja patrzyłam zza krat czekając aż zapłaci kaucję.

-czy ty dla ciebie dużo jak na mnie?- spytałam się jej a ona tylko westchnęła podczas gdy policjant wypuścił mnie z celi.

-po prostu już chodź błagam, wyrwałaś mnie z pracy- po chwili się oddaliła a ja pobiegłam za nią trzymając się jej prawej strony zachwycona że przyszła po mnie w trakcie pracy.

-zerwałaś się dla mnie z pracy naprawdę? Jeju jesteś taka słodka,  kochaniutka Viv~- chwyciłam ją za ramię patrząc na nią.

-Tak zerwałam się z pracy ale dlatego że szef cię szuka a ty nagle zniknęłaś z powierzchni Ziemi, czy ty wiesz jak on mi truł dupę przez to że nie mógł się do ciebie dodzwonić?- Spojrzała na mnie jakby była zła ale ja już wiedziałam że jakby faktycznie była na mnie poważnie zła już bym leżała w rowie przez jej momentami wybuchowy i niekontrolowany charakter.

-oh no przepraszam ale to nie moja wina że typ w klubie nie znał słowa "nie", nie dam się dotykać jakimś śmieciom- skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej idąc z nią do jej auta a po chwili wsiadłam na miejsce pasażera zapinając pasy.

-po prostu...na drugi raz uważaj okej? Musisz być gotowa do akcji zwłaszcza teraz gdy inni z naszych ludzi działają na dwa fronty- Wiedziałam że bierze tą pracę na serio no bo kto by nie brał pracy zabójcy gangu na serio?

-czy coś znowu zniknęło szefowi?- spytałam gdy Viv odpaliła auto i zaczęła jechać opuszczonymi ulicami w ciemną noc.

-jego pierścień, pamiętasz ten z rubinem musisz go wyszukać, dasz radę racja?- Spojrzała na mnie ukradkiem skręcając co jakiś czas w coraz to mniej oświetlone uliczki.

-pytasz o to mnie? Najbardziej legalnego złodzieja?- zaśmiałam się cicho odsuwając fotel w tył kładąc się i rozciągając się na nim.

-haha..fakt głupie pytanie, po prostu .....uważaj na siebie a nie jak w klubie- Martwiła się a ja to wiedziałam, ale nigdy by się nie przyznała gdybym zapytała się ją o to wprost.

-będę uważać nie dam się, nie musisz się martwić Viv- pobawiłam się kosmykiem jej włosów uśmiechając się a po chwili Viv zaparkowała pod dużym oświetlonym domem.....właśnie, to był nasz dom a moi współpracownicy byli jak moja rodzina, nie mogłam ich zawieźć.

Po prostu nie mogłam.

You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: Mar 08, 2024 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

Historia lubi się powtarzać Stories to obsess over. Discover now