prolog

328 16 2
                                        

– Mamo – obudził mnie głos mojego brata. – Mamusiu, wstań proszę – dźwięki nie ustępowały, przez co postanowiłam się podnieść do pozycji siedzącej.

Przetarłam swoje zaspane oczy i ziewnęłam przeciągając ręce. Spuściłam nogi z dość wysokiego łóżka i zeskoczyłam na zimne panele, które zaskrzypiały pod moimi gołymi stopami. 

Drzwi do mojego pokoju były uchylone, więc wyjrzałam za nie, spoglądając w stronę salonu, z którego wydawało mi się, że dochodził głos chłopaka. Po cichu wyszłam na ciemny korytarz i ruszyłam na palcach w stronę dużego pokoju.

Minęłam przedpokój w którym dostrzegłam jedynie trzy pary butów – moje, Nathana i mojej mamy. Zatrzymałam się na chwilę, zastanawiając się gdzie mógł pójść mój tatuś o tej porze. Za oknami panowała całkowita ciemność.

Dorośli często wychodzili gdzieś w nocy, a gdy wracali nad ranem byli bardzo zabawni. Niewyraźnie mówili, kołysali się chodząc. Czasem też zdarzało się, że byli źli. Mój tata jak wracał w takim stanie często krzyczał na mnie, mamę i Nathana. Potem siadał na moim łóżku kiedy myślał, że już spałam i przepraszał mnie za to co robił. Ale ja nigdy nie spałam. Czekałam na jego wizytę chcąc usłyszeć przed snem jego głos.

Po paru sekundach ruszyłam dalej i wyjrzałam zza rogu. Zobaczyłam jedynie chłopca kucającego przy mojej mamie, która leżała na podłodze. Wydawało mi się, że płakał, co było dziwne, bo chłopcy przecież nie płaczą.

– Nathan... – powiedziałam zaspanym głosem, a on natychmiast odwrócił głowę w moją stronę.

Podeszłam do niego i również kucnęłam obok mamy. Szturchnęłam delikatnie jej ramie, ale mój brat zatrzymał mnie, łapiąc mój nadgarstek.

– Amber, mamusia śpi – powiedział załamującym się głosem. – Nie budź jej.

Zmarszczyłam nosek i przymrużyłam oczy próbując zrozumieć co było nie tak. Bo coś na pewno było. Nagle jego uścisk przeniósł się na moją dłoń. Wziął głęboki oddech po czym się odezwał przerywając ciszę która panowała w całym mieszkaniu.

– Idź do swojego pokoju dalej spać. – rozkazał, choć z jego ust brzmiało to jak prośba.

– Czemu? Mama znowu jest chora? – zapytałam.

to już nie była pierwsza taka sytuacja. Nathan mówił, że mamusia często chorowała. Dużo razy przyjeżdżali do nas panowie w śmiesznych czerwonych ubraniach i potem ją gdzieś zabierali. Wtedy jeździliśmy do naszej babci. Zawsze się nami opiekowała kiedy mama była chora, a tatuś wyjeżdżał na wakacje.

On w odpowiedzi tylko kiwnął głową i posłał mi lekki uśmiech. Również się do niego uśmiechnęłam i podniosłam się z podłogi. Pomachałam mu na dobranoc i szybkim krokiem pobiegłam do mojego pokoju. Zamknęłam drzwi i usiadłam na łóżku. Przez chwilę zastanawiałam się czy iść spać, czy może się spakować. Pewnie znowu wyjedziemy do babci.

Ucieszyłam się na tę myśl i z delikatnym uśmiechem na twarzy złapałam mój plecak. Zaczęłam do niego wkładać moje ulubione zabawki, kredki, książkę i parę ubrań które zdołałam wyjąć z wysokiej szafy.

Nagle usłyszałam pukanie do drzwi wejściowych. Stanęłam w miejscu, mając nadzieje, że zaraz usłyszę głos taty. Jednak po chwili zaczęłam słyszeć rozmowy dorosłych mężczyzn. Postanowiłam wyjrzeć przez dziurkę od klucza, ale kiedy nic nie zobaczyłam, uchyliłam drzwi i wystawiłam za nie głowę.

Widziałam tylko jak jakiś obcy pan idzie w moją stronę. Kiedy mnie zauważył, zatrzymał się w półkroku i zacisnął szczękę. Przestraszona lekko się cofnęłam, gotowa by uciekać. Jednak tajemniczy pan lekko się do mnie uśmiechnął i powoli podszedł bliżej.

– Cześć mała. – powiedział, otwierając całkowicie drzwi do mojej sypialni.

Kucnął aby być na mojej wysokości.

– Jak masz na imię? – spytał przyjaźnie.

Zawahałam się zanim zdołałam się na uśmiech i w końcu odpowiedziałam.

– Amber. Amber Wilson.

– Piękne imię...

– Chłopaki, natychmiast do szpitala! Nie ma tętna! – Naszą rozmowę przerwał donośny głos.

Skrzywiłam się i posłałam mężczyźnie pytające spojrzenie. Liczyłam na jakąś odpowiedź z jego strony, ale on tylko wepchnął mnie lekko do mojego pokoju i zamknął za nami drzwi. Usiadłam na brzegu łóżka i cały czas nie odrywałam od niego wzroku.

– Amber... Słuchaj, pojedziecie ze swoim braciszkiem w pewne miejsce – zaczął, a ja słuchałam go zainteresowana. – Weź sobie najpotrzebniejsze rzeczy.

Cała ta sytuacja zaczęła mnie troszkę martwić, a do tego byłam strasznie zmęczona. Podniosłam tylko plecak który cały czas trzymałam w dłoni, aby dać mu do zrozumienia, że już się spakowałam.

– Gdzie jest twój tatuś? – spytał, a ja wzruszyłam smutno ramionami. – Mieszka z wami?

– Czasem – szepnęłam. – Rzadko. Bardzo często gdzieś wychodzi i nie wraca. – odpowiedziałam zgodnie z prawdą, a on zdawał się posmutnieć.

– Okej... A jakaś ciocia? Lub dziadek albo babcia...

– Babcia – odparłam bez zastanowienia. – Jeździmy do niej, bo mama często choruje i nie ma jej w domu.

– Dobrze. Pojedziesz z bratem w takie miejsce, a tam panowie zadzwonią do twojej babci. 

Kiwnęłam tylko głową na znak, że rozumiem i posłałam mu słaby uśmiech. Zeskoczyłam z łóżka i zakładając na ramiona plecak pobiegłam do przedpokoju gdzie czekał już gotowy do wyjścia Nathan z jakimś panem. Przytuliłam się do brata, który również miał na plecach torbę. Kiedy zadarłam głowę, żeby na niego spojrzeć, widziałam łzy które spływały po jego policzkach. Posłałam mu smutną minkę i odkleiłam się od niego, aby założyć swoje buty i kurtkę.

Niedługo potem wychodziliśmy z naszego mieszkania. Trzymając Nathana za rękę powoli pokonywałam stopnie. Kiedy w końcu znaleźliśmy się przed budynkiem, zobaczyłam dużo samochodów. Wszystkie miały dziwne lampy które świeciły się na niebiesko i czerwono. Obcy pan zaprowadził nas do jednego z pojazdów. Usiadłam na tylnym siedzeniu, a tuż obok mnie znalazł się chłopiec.

– Ile macie lat? – spytał smutnym głosem dorosły mężczyzna, kiedy zajął miejsce kierowcy.

Widziałam jego wzrok dzięki lusterku które wisiało pod sufitem. 

– Sześć – odpowiedziałam, a kiedy zobaczyłam jak jego brwi nieco się zmarszczyły poczułam się przytłoczona. – A mój brat jedenaście.

Tym razem jego wzrok przeniósł się na Nathana, który miał skulone nogi i patrzył się za szybę. Nikt już nic nie powiedział. Po prostu ruszyliśmy w ciszy, a ja zastanawiałam się co było nie tak. Złapałam w obie dłonie mój plecak i przytuliłam go do swojej klatki piersiowej tak mocno jak tylko potrafiłam.

W tamtym momencie miałam nadzieje, że to wszystko okaże się tylko snem. Liczyłam na to, że kiedy się obudzę wszystko będzie dobrze. Lecz nigdy się tak nie okazało. To działo się naprawdę, a ja mogłam tylko obserwować jak wszystko dookoła mnie się wali i choćbym robiła wszystko co w mojej mocy, nic by tego nie powstrzymało.

//Cześć, tu znowu wasza Xmbvrr.

RosesStories to obsess over. Discover now