PROLOG

9 0 3
                                        

Leżałam na łóżku i pisałam do Carmen, gdy poczułam nieprzyjemny chłód. Wczoraj w nocy gdy wróciłam od Eve było tak gorąco, że otworzyłam wszystkie okna w mojej sypialni, a potem wyleciało mi z głowy żeby je wszystkie zamknąć. Wyciągnęłam się na łóżku, i powoli stanęłam na nogi. Zauważyłam że po wczoraj nawet nie ubrałam się w piżamę. Zamknęłam okna i poszłam się ogarnąć. Dziękowałam losowi że była dzisiaj sobota i nie musiałam iść do pracy. Nawet jak bym tam poszła, nie zrobiłabym żadnego porządnego tatuażu. Umyłam się, przebrałam, i zrobiłam lekki makijaż. Dostałam trochę więcej energii, gdy  włączyłam sobie piosenkę Ellie Goulding My Blood. Kochałam uroki mieszkania samej, mimo że kochałam swoją rodzinę. Mogłam krzyczeć słowa piosenki, bez żadnego jęczenia że śpiewam jak bym miała sześćdziesiąt lat i bawiła się na dyskotece w domu starości. Piosenka się skończyła,a ja uznałam że po wieczorze pełnym płaczu Eve przyda mi się chwila odpoczynku. Byłam przyzwyczajona że moja przyjaciółka jest emocjonalna i wystarczyło żeby obejrzała słodkie kotki, a już płakała ze wzruszenia, ale nie spodziewałam się że jeden głupi żart Carmen, mógł spowodować takie szkody. Dlatego gdy wstałam od razu musiałam napisać do niej, aby przeprosiła za ten incydent. Oczywiście chyba pięćdziesiąt razy wysłała mi wiadomość że to bez sensu bo żart był niewinny i nie ma za co przepraszać. W końcu blondynka zgodziła się, gdy wyznałam że przez ten "niewinny żart" nie wyspałam się, moje włosy przypominały huragan, a nasza przyjaciółka załamała się jak nigdy dotąd. Odpisała mi że zrobi to jak będzie miała czas, i liczę że serio to zrobi, bo w naszej paczce często zdarzały się podobne sytuacje, a miałam ich po prostu dość, mimo że kochałam moje przyjaciółki jak siostry. Miałam starszego brata, tak samo jak Carmen i rzeczywiście brakowało mi w swoim życiu siostry, z którą mogłabym pójść na zakupy, albo do fryzjera. W ostatniej klasie szkoły średniej poznałam dziewczyny, i od tamtego czasu były one mi bliskie tak jak rodzina. Po zejściu ma dół do kuchni połączonej z salonem, wyszłam z założenia, że skoro mam wolny dzień, to pójdę na jakieś dobre śniadanie do mojej ulubionej kawiarni. Każdy kto mnie znał wiedział jak ją ubóstwiam. Spakowałam do torebki najpotrzebniejsze rzeczy, ubrałam się w płaszcz, bo było zimno zważając na to że był początek lata, i wyszłam z domu. Nie brałam samochodu, ponieważ miejsce do którego zamierzałam było oddalone dosłownie parę minut piechotą od mojego mieszkania. W końcu znalazłam się przed wejściem do "Kawiarni księżycowej". Nigdy nie miałam pojęcia co oznacza ta nazwa, ale przypadła mi do gustu. Weszłam do środka i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Było pusto, ponieważ dopiero parę minut temu się otworzyła, więc usiadłam na moim zwyczajowym miejscu i za chwilę podszedł do mnie mój przyjaciel Max, który był kelnerem w tej kawiarni.
- Hej Avery, podać ci to co zawsze na śniadanie? - spytał mnie wesołym głosem.
- Cześć, w sumie to dzisiaj mam ochotę na tosty francuskie z małą czarną kawą - odpowiedziałam blondynowi.
- Spoko, za chwilę przyniosę to sobie porozmawiamy, bo widzę że nie masz z kim - mówiąc wskazał na wolne krzesło naprzeciwko mnie - oczywiście jeśli nie masz nic przeciwko.
Lubiłam z nim spędzać czas. Czasami dosiadał się do mnie jak nie przychodziłam tu z nikim, albo spotykaliśmy się w jego lub moim domu na wieczór filmowy. Wychodził też z całą naszą trójką do kina, albo do parku. Poznałam go już w przedszkolu i od tamtego czasu utrzymujemy ze sobą przyjacielskie więzi.
- Oczywiście że mam ochotę, samej bym się nudziła - odpowiedziałam zgodnie z prawdą, a Max odszedł do kuchni.
Gdy blondyn zniknął z mojego pola widzenia, zauważyłam wchodzącom do kawiarni brunetkę. Od razu zwróciłam na nią uwagę, ponieważ w lokalu nadal było strasznie mało osób. Podeszła do mojego stolika i wskazała na to samo krzesło, na które wskazywał niedawno Max.
- Hej. Wiem że to trochę głupie i że widzisz mnie pierwszy raz na oczy, ale przyszłam tu sama, a widzę, że ty też więc mogę się dosiąść? - spytała nieznajoma.
Wydawało mi się to strasznie dziwne, ale byłam osobą otwartą i pozwoliłam jej się dosiąść. Miała na imię Lea. Rozmawiałyśmy parę minut, gdy blondyn przyszedł i podał mi moje zamówienie.
- Widzę że jednak masz towarzystwo - zauważył.
- Niespodziewane, ale mam. Nie bój się Max, zgadamy się może wieczorem na jakiś film. Jutro masz wolne?
- Tak się składa że mam, moja droga. Z chęcią bym porozmawiał z tobą i twoją nową towarzyszką jeszcze dłużej, ale niestety praca wzywa - mówiąc to pościł oczko do brunetki, na co ona delikatnie się zarumieniła.
- Słodki jest - szepnęła do mnie Lea gdy mój przyjaciel odszedł - znasz go?
- Tak, to mój przyjaciel, ale spoko, dziewczyny nie ma, a ja za nim nie latam, więc wiesz, droga wolna - odpowiedziałam z uśmiechem, bo towarzystwo Lei strasznie mi się spodobało.
Rozmawiałyśmy jeszcze godzinę, i wymieniliśmy się numerami. W dorosłym życiu nie łatwo zawierało się nowe znajomości, więc nie mogłam przepuścić takiej okazji. Miałam zaplanowane spotkanie z Carmen, a na nim opowiedziałam o nowej znajomości. Na początku nie była pozytywnie nastawiona. Uważała że ta tajemnicza towarzyszka zawsze może zmienić się w tajemniczą sukę i że nie jest przekonana do Lei. Twierdziła też że nie warto ufać dziewczyną które pojawiają się z dupy i chcą się z tobą przyjaźnić, bo zapewne coś knują. Nie słuchałam jej bo Lea wydawała się spoko, a Carmen uwielbiała śledztwa i takie rzeczy więc uznałam że przesadza.
Było to moim największym błędem.

Pod cieniem księżycaDes histoires addictives. Découvrez maintenant