Gregory siedział w swoim biurze na komendzie MR. Było już grubo po północy, a on dalszym ciągu nie potrafił otrząsnąć się po tym co usłyszał od Erwina. Tak, Erwina. Nie Jimiego. To Erwin pod tą całą maską wyznał mu swoje uczucie. Te dwa słowa cały czas krzyczały mu w głowie. "Kocham Cię", "Kocham Cię", "Kocham Cię". Nie spodziewał się, że kiedykolwiek je usłyszy. A zwłaszcza od Niego.
Nadal jednak nie wiedział, czy były szczere, czy miały na celu sprytną manipulacje i spowodowanie, że zgodziłby się na wszystko o co młodszy mężczyzna poprosi. Uciekł zaraz po wyznaniu. Nie poczekał na odpowiedź. A Gregory nawet nie wiedział, co miałby odpowiedzieć. Był pewny swoich uczuć do Erwina. Troszczył się o niego całym sobą. Ryzykował wszystkim co osiągnął w życiu, aby tylko złotooki był bezpieczny. Ale nie mógł się przemóc, aby wypowiedzieć te słowa. Było to dla niego okropnie trudne. Za dużo już się w swoim życiu nacierpiał przez nieodwzajemnione uczucia.
Gregory miał swój plan na wyznanie uczuć siwemu. Jednakże ta rozmowa zbiła go z tropu. Dlatego teraz, będąc w swoim gabinecie zatopił spojrzenie w dokumencie, który wyjął z dna szuflady biurka. Trzymał go już od dawna. Ale nigdy się nie przemógł, aby coś z nim zrobić.
Godziny mijały, a szef policji nadal siedział w tej samej pozycji bijąc się z myślami. W jednej ręce ściskał kluczyk zawieszony na szyi, a w drugiej trzymał kartkę papieru, która mogła tyle zmienić. O 4 nad ranem schował dokument do szuflady biurka, położył na nim kłódkę i zamknął ją na kod.
Zmęczony całym dniem wrócił do swojego apartamentu. Od razu po przekroczeniu progu mieszkania poczuł, że coś jest nie tak. Jego wyczulone przez lata służby zmysły zarejestrowały ledwie słyszalny szmer na górnym piętrze. Instynktownie położył dłoń na kaburze i zaczął się skradać w tamtym kierunku. Im bliżej był drzwi swojej sypialni, tym wyraźniej słyszał czyjś głos. Zdecydowanym ruchem otworzył drzwi i wycelował broń w człowieka kucającego przy oknie.
- Co Ty tutaj robisz?! - krzyknął Gregory, chowając broń, gdy zdał sobie sprawę kim był domniemany napastnik.
- Przyjechałem nakarmić Kuia - odparł jak gdyby nigdy nic Erwin uśmiechając się głupio.
- Mogłeś dać znać, że tutaj jesteś - fuknął Grzesiek - Przyjechałbym wcześniej - pomyślał.
- Myślałem, że dałeś mi klucze, żebym mógł tutaj przychodzić kiedy tylko chce, ale jak widać źle Cię zrozumiałem! - odparował siwowłosy z lekkim rozdrażnieniem i zawodem.
- Oczywiście, że możesz - Gregory złagodniał - Po prostu mnie przestraszyłeś. Z kim rozmawiałeś?
- Z Kuiem.
- I co? Odpowiedział Ci? - zaczął prowokować z głupkowatym uśmiechem policjant podchodząc bliżej do Erwina, chcąc go objąć.
- Nie. Zachował się dokładnie tak jak Ty. Udawał, że mnie nie słyszy. - powiedział rozdrażniony i ruszył szybkim krokiem w stronę wyjścia z pokoju.
Gregory znów stanął jak wryty. Nie pobiegł za Erwinem, nie próbował go nawet złapać za rękę, gdy ten przeciskał się obok niego. Po prostu go zamurowało. Usłyszał trzaśnięcie drzwiami na dole i głośny krzyk irytacji po drugiej stronie. Erwin znowu uciekł. Nie dał mu po raz kolejny szansy na odpowiedź. Nie żeby miał ją gotową...
Położył się do łóżka, jednak nie zdołał już zasnąć. Nie do końca rozumiał zachowanie Erwina. Zastanawiał się również, co go powstrzymuje przed odpowiedzeniem młodszemu na jego wyznanie. Przecież jest pewny, że to co jest między nimi jest prawdziwe. Natura ich relacji zawsze była pokrętna. Zawsze była między nimi chemia, nawet kiedy stali po dwóch stronach barykady. Często ranili siebie nawzajem, czy to fizycznie, czy psychicznie. Ale zawsze wracali do siebie. Nigdy nie potrafili wytrzymać długo bez siebie nawzajem. Pogrążony w myślach nawet nie zauważył, że już świta i znów musi wracać na służbę.
CZYTASZ
Dokument | Morwin | OneShot
FanfictionAutorem arta na okładce jest Xylax (xylax.pl - inne piękne prace artysty) W jaki sposób Gregory - człowiek czynów - mógłby wyznać swoje uczucia Erwinowi bez użycia słów: "Kocham Cię"? Ship dotyczy postaci fikcyjnych.
