Satoru od dziecka cały czas słyszał, że jest najsilniejszy.
Słyszał, że ma siłę, która pozwoli mu chronić słabszych i ratować potrzebujących. Każdy mówił mu, że jest on nadzieją, potrzebną do stworzenia nowego, lepszego świata, w którym jego siła zapewni pokój i harmonię.
Ale nikt nigdy nie powiedział mu, że ta siła, to będzie za mało, żeby sprawić, że ten jeden, najważniejszy dla niego człowiek przy nim zostanie.
Ta siła nie umiała przy nim zatrzymać Suguru Geto.
-Nie powiedziałeś mi w końcu, jakie było twoje życzenie urodzinowe- Shoko stwierdziła, patrząc ciągle na zamyślonego Gojo.
-Bo nie mam życzenia urodzinowego.
Solenizant siedział na parapecie zgarbiony, a jego niebieskie oczy ciągle wpatrzone były w widok za szybą.
Nie ruszył się on z tego miejsca od godziny, siedział tam ciągle, pogrążony we własnych myślach.
Życzenie urodzinowe? On od kilku lat miał tylko jedno życzenie; żeby Suguru do niego wrócił.
Ale ono nigdy się nie spełniło.
Shoko pod nosem jęknęła i zaczęła zajadać czekoladowe ciasto urodzinowe, które zrobiła dla białowłosego, ale on mimo swojego zamiłowania do słodkiego jedzenia nie zdawał się nim dzisiaj nawet trochę zainteresowany.
-Przestań ciągle na niego wyglądać, on nie przyjdzie.
-Co?
Zamrugał i odwrócił się do niej zdezorientowany.
Nie słuchał jej nawet, odpłynął znów myślami, co ostatnio zdecydowanie za często mu się zdarzało.
-Suguru.
-Co "Suguru"?
-Co roku, to robisz, Satoru... Siedzisz całe urodziny w oknie i go wypatrujesz z tą głupią nadzieją, że on wróci.
Gojo pociągnął jedynie nosem, odwracając się ponownie w kierunku szyby. Znowu szukał go wzrokiem w oddali, mając gdzieś w sercu tą głupią nadzieję, że Suguru Geto nagle tu przyjdzie i spędzą jego urodziny razem, jak to kiedyś robili.
No właśnie- kiedyś.
Kiedyś, gdy byli przyjaciółmi.
Ale już nie teraz, gdy nie mieli kontaktu.
-Wróciłby już dawno, jakby chciał, Satoru... Musisz to zaakceptować.
Jego długie palce zacisnęły się materiale jego spodni, a zęby nieprzyjemnie zgrzytnęły, gdy zacisnął szczękę.
Wiedział dobrze, że Shoko ma rację, ale cholernie nie chciał, żeby to była prawda.
Jakaś naiwna część niego ciągle to wypierała i nie chciała zaakceptować tego, jak sprawy naprawdę wyglądały.
-Lubisz słodkie, chodź i zjedz ze mną tort- poprosiła.
Ale Gojo nie chciał.
Nie chciał obchodzić tych jebanych urodzin bez swojego przyjaciela.
I czuł się cholernie bezsilny.
Bezsilny, gdy każdy wkoło nazywał go "najsilniejszym w historii", a on nocami płakał w poduszkę, nie mogąc zaakceptować tego, że ta siła, którą miał, uratowała tak wielu ludzi, ale nie potrafiła uratować tego jednego i najważniejszego.
Bo Suguru był dla niego najważniejszy.
Może i nawet ważniejszy dla Gojo od niego samego.
Tak ważny, że ciągle o nim myślał, a każdy kolejny przeżywany przez Gojo moment, przypominał mu tylko, że został sam.
A raczej; że został bez niego.
Bo Satoru siedział teraz załamany na parapecie własnego pokoju z myślą, że już nigdy nie będzie tak, jak było kiedyś.
I nie mógł znieść wspomnień o tym, co było, gdy musiał mierzyć się ze świadomością, że już nigdy tak nie będzie.
Zaakceptowanie szarej rzeczywistości bez Suguru było dla niego cholernie bolesne i zdawało się też niemożliwe.
-Satoru... Minęło już tyle czasu, że chyba pora to zaakceptować. Nie możesz się tym katować, nie mogłeś nic zrobić, to była jego decyzja.
Położyła rękę na jego ramieniu i poczuła, jak spięty był.
YOU ARE READING
Not strong enough to make you stay | OneShot
Short StoryOneShot SatoSugu (Satoru Gojo i Suguru Geto z Jujutsu Kaisen)
