Rozdział 1

6 0 0
                                        

Siedziałam jak na szpilkach. Zdążymy? Nie zdążymy? Do rozpoczęcia zostały cztery minuty, a my wciąż w samochodzie.

Tylny rząd foteli zajmowali moi trzej bracia- Jeremiah, Steven i Noah. Spojrzałam na nich ukradkiem. Jeremiah siedział z podkulonymi nogami pisząc ze swoją dziewczyną Helene, o czym świadczył fakt, że co chwila przeczesywał swoje jasne loki ręką. Steven poluźnił swój bordowy krawat, który jeszcze parę minut temu tak starannie zawiązywał, i wziął głęboki wdech, jakby dopiero teraz mógł oddychać. Noah wyglądał przez okno i przygryzał wargę- widać, że się stresuje. Poczuł, że na niego patrzę, więc odwzajemnił spojrzenie.

- Jak tam Lill? Stresik?- uśmiechnął się i puścił mi oczko.

- Troszeczkę- ograniczyłam się do tej krótkiej odpowiedzi, bo czułam jak wielka kula rośnie w moim gardle.

Właśnie jechaliśmy na rozpoczęcie roku szkolnego do nowej szkoły- chyba wiadomo, dlaczego się stresowałam. Rodzice zdecydowali o zmianie szkoły z powodu przeprowadzki- z Miami do Phoenix. Prawie na drugi koniec kraju. Trochę mnie to przerażało.

Mama zaparkowała naszego brązowego mini vana i całą piątką ruszyliśmy do szkoły. Steven otworzył przeszklone drzwi i zobaczyłam hol mojej nowej szkoły. Sekretariat, pokój nauczycielski i tablica ogłoszeń- na razie niczym się nie wyróżnia. No, może z wyjątkiem tego, że wszyscy uczniowie noszą mundurki- białe koszule, beżowe kamizelki oraz czarne- spódniczki dla dziewcząt, a dla chłopców spodnie.

- No to pa, dzieciaki- powiedziała mama i pocałowała każdego w czoło- Powodzenia- pomachała dłonią na pożegnanie i ruszyła w stronę wyjścia.

-Ugh, traktuje nas jak dzieci- stęknął Noah, gdy drzwi szkoły się zamknęły.

-Jestem brudny? -zapytał Jeremiah wskazując palcem na swoje czoło i- czego nie mógł zobaczyć- czerwony ślad ust na nim.

Steven zaczął trzeć palcem szminkę na twarzy Jeremiaha.

- Lepiej to zmyj, Jere, jeszcze Helene pomyśli, że ją zdradzasz- zaśmiał się.

Jeremiah spojrzał na niego spode łba i- zasłaniając czoło dłonią- pobiegł szukać łazienki

Plan był taki: mieliśmy iść na spotkania ze swoimi wychowawcami, a potem wrócić wspólnie do domu pociągiem.

- Pa, zadzwonię jak skończę- pożegnałam się z braćmi

- Pa siostrzyczko- powiedział Noah i poklepał mnie żartobliwie po głowie.

Wywróciłam oczami i ruszyłam wgłąb korytarza, który- jak miałam nadzieję- miał zaprowadzić mnie do sali 134.

                                                                        ***

Drzwi z tabliczką z napisem 134 znajdowały się naprzeciwko damskiej łazienki - jak podpowiedział mi znaczek z dziewczynką na drzwiach. Przez chwilę zastanawiałam się, czy zapukać przed wejściem do klasy, ale koniec końców weszłam do pomieszczenia bez tego grzecznościowego odruchu.

Na wprost od wejścia znajdowały się duże prostokątne okna wpuszczające do pomieszczenia wrześniowe słońce, które można by powiedzieć chciało zachować w sobie blask wakacyjnych dni, a jednocześnie wydawało się zmierzać w kierunku jesieni.

Tuż obok stały ustawione w rzędy ławki z jasnego drewna przywodzące na myśl klasyczne szkoły. Przy niektórych z nich siedzieli moi przyszli znajomi z klasy. Wyłapałam wzrokiem ciemnoskórego chłopaka w dredach rozmawiającego z ładnym gościem ogolonym na krótko w nieprzepisowej fioletowej bluzie. Wyłapałam wzrokiem wolne miejsce koło okna i ruszyłam w jego stronę.

Na jednej ze ścian -jakże oryginalnie- wisiała biała tablica na markery, a tuż koło niej stało sobie, jakby nigdy nic biurko nauczyciela- czy też nauczycielki, ponieważ jeszcze nie poznałam płci swojego wychowawcy.

Siedziałam spokojnie, wtapiając się w tłum i obserwując przez okno puste boisko szkolne. 

Siedziałam spokojnie, wtapiając się w tłum i obserwując to, co działo się za oknem, a bardziej udając, że to obserwuję, ponieważ za szybą nie działo się nic ciekawego.

Dźwięk odsuwanego obok krzesła zmusił mnie do popatrzenia na dziewczynę, która dosiadła się koło mnie. Miała płowe, zniszczone włosy sięgające łopatek i nosiła okulary w okrągłych oprawkach. Właśnie położyła na podłodze swój szkolny plecak wypchany książkami.- Cześć, jestem Suzie.


Ugh... Na pewno nie jest to osoba, z którą chciałabym nawiązać przyjaźń. Wybąkałam coś w stylu "Hej, ja jestem Lily" po czym wyciągnęłam telefon, sygnalizując dziewczynie, żeby skończyła swój wywód na temat wspaniałości budynku, w którym właśnie przebywałyśmy. Szczerze mówiąc, poprostu hamsko ją zignorowałam.- Dzień dobry, kochaneczki!- w drzwiach ukazała się uśmiechnięta twarz kobiety owiniętej w zielony szal oraz trzymającej w ręku kubek kawy zakupionej w automacie w pokoju nauczycielskim.


Przez pojawienie się naszej wychowawczyni poczułam się dokładnie jak przysłowiowy ''tonący, który brzytwy się trzyma'' bo kobieta wydawała mi się wybawieniem od natrętnej Suzie, która mimo trzymanego w mojej dłoni urządzenia -w którego ekran usilnie wbijałam wzrok- nie zaprzestała swojego przemówienia, które utwierdziło mnie w przekonaniu, że mam do czynienia z klasowym kujonem. Dziewczyna na jej widok grzecznie wstała, mówiąc ''dzień dobry'' co już do reszty przekonało mnie co do swojej racji.


Nauczycielka poprosiła o pochowanie telefonów i skończenie rozmów, przedstawiła się- dowiedziałam, że nazywa się Poppy Wilson (co idealnie pasowało do jej wizerunku pozytywnego świrka)- po czym przeszła do omawiania planu na ten rok. Poprzez podnoszenie rąk na głosowaniu ustaliliśmy, że zorganizujemy mikołajki klasowe oraz wycieczkę końcoworoczną. Następnie kobieta rozdała kluczyki do szkolnych szafek. Wręczyła mi kluczyk z numerkiem 222.


- Uuu... wiesz, że to znaczy, że jesteś w właściwym miejscu o właściwym czasie?Nie wiedziałam, co na to odpowiedzieć, więc po prostu uśmiechnęłam się do wychowawczyni i kiwnęłam głową.- Dobrze, wszyscy już mają kluczyki, teraz pójdziemy spradzić czy wszystko jest w porządku z szafkami- kobieta zwróciła się do klasy.


Ponieważ nasza sala znajdowała się na pierwszym piętrze, ruszyliśmy w dół schodami do szatni, która mieściła się na poziomie zero. Ruszyłam za jakimś dwoma dziewczynami, ściskając w ręku drobiazg.


Szatnia była dość przestronnym pomieszczeniem, w którym wzdłuż jednej ściany stały matowe, szare szafki, a naprzeciwko znajdowały się przebieralnie, zupełnie takie, jakie można spotkać na basenie. Drzwi obok prowadziły zapewne do łazienki.


Moja szafka, 222 stała sobie w niezbyt specjalnym miejscu. Szafkę po prawej zajmowała dziewczyna imieniem Daisy, a tą po lewej dostała Ruby. Wydawało mi się, że chodzą do tej szkoły już jakiś czas, bo wydawały się dosyć dobrze rozeznane w labiryncie korytarzy i drzwi. Postanowiłam więc na razie się z nimi trzymać.


Pani Wilson pozwoliła nam już iść do domów, więc Ruby zaproponowała, że razem z Daisy oprowadzą mnie po szkole. Z chęcią przystałam na ten pomysł.

***

Noah: Lil, czekamy przed szkołą


Noah: mała, gdzie jesteś?


Steven: Lily, zadzwoń jeśli możesz


Noah: Mamy na ciebie czekać?

You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: Nov 22, 2023 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

Herbata z imbiremWhere stories live. Discover now