oko za oko

11 0 0
                                        


-Nie, nie przyjmiemy pańskiej powieści
Te słowa dźwięczały mi w głowie.
-Nie chciałbym pana urazić, ale pańskie kryminały wieją nudą. Sam w sobie koncept zabójcy oślepiającego swoje ofiary śrubokrętem jest ciekawy, ale wykonanie fatalne. Nie posiada pan odpowiednich umiejętności pisarskich.
    Czy ten koleś się zamknie?
-Kontynuując, wiem że to w naszym wydawnictwie już pańskie siódme podejście, ale niczego się pan nie uczy na błędach-Dyrektor wydawnictwa ,,Las grozy" Tomasz Niezgoda wstał i spojrzał na mnie tym swoim piorunującym wzrokiem-żegnam cie, Robert
-Proszę zaczekać-te słowa przeleciały przez moje struny głosowe mimowolnie-co mogę poprawić? Wie pan, jak bardzo zależy mi na tej powieści.
-Przede wszystkim niech zacznie pan od czegoś prostszego. Pański ,,Niewidzialny" to kawał gówna, przepraszam za słownictwo. Niech pan spróbuję napisać fan fiction Muminków
  Szyderczy ton, z jakim to powiedział, sprawił tylko, że moja desperacja wkroczyła na wyższy poziom.
-W takim razie może...-zawahałem się, po czym jednak wsadziłem rękę do kieszeni i wyjąłem z niej dwustuzłoty banknot-może byśmy się jakoś dogadali?
Wydawca się uśmiechnął
-Oczywiście że się dogadamy
Zadzwonił dzwonkiem, wiedziałem już co to zwiastuje. Do pomieszczenia wszedł szarowłosy, napakowany mężczyzna, który nad wyraz silnie chwycił mnie za bark.
-Pokaże panu wyjście
-Chce, żeby ktoś potraktował kiedyś ciebie tak jak mnie-wycedziłem przez zęby, nawet nie słysząc słów ochroniarza-albo to ja potraktuje ciebie tak jak ty traktujesz mnie. Oko za oko. Jeden z nas musi zatriumfować.
  Szczerze mówiąc, wpadłem wtedy w szał. Gdyby nie ochroniarz, zapewne rzuciłbym się na gościa z pięściami I obił mu ten pysk. Nie wiem z perspektywy czasu nawet o czym mówiłem, mając na myśli że jeden z nas zatriumfuje. Wydaje mi sie jednak, że powiedziałem to nie przy zdrowych zmysłach. Książki zacząłem pisać jak miałem 15 lat, teraz mam 18. Ciągłe latanie po wydawnictwach, przynajmniej dwa razy w miesiącu, niezliczone błędy, próby i porażki. Desperacja połączona z frustracją może zmieść człowieka z planszy
    Wróciłem do domu. O ile taką melinę można nazwać domem. Telewizor z dwoma kanałami, tynk obdrapany ze ścian, karaluchy pod lodówką. Rzuciłem szkołę, więc nie miałem żadnego wykształcenia oprócz podstawówki. Przez dwa miesiące pracowałem na kasie, ale wyrzucili mnie z dosyć wstydliwego powodu, otóż podkradałem jedzenie.
    Pisarstwo to moja jedyna nadzieja
    Pisarstwo to przepadająca nadzieja

Następnego dnia wyszedłem z domu już z intencją i wiedzą, co chce zrobić. Zabawne, byłem z tego całkiem dumny. Nie wiedziałem jak potoczy się sytuacja ani co będzie dalej, liczyło się tu i teraz. Zawsze najważniejsza była dla mnie teraźniejszość
  Spakowałem mój ostatni rękopis. Składał się on z pięknego zdania, napisanego pogrubioną, ogromną czcionką na kartce
    OKO ZA OKO
To w sumie zabawne, jak idealnie się to wszystko będzie składać. Idąc ulicą w głowie krążyły mi przeróżne myśli, kąsały jak żmije.
    Wszedłem do wydawnictwa, skierowałem się do pokoju 217, gdzie urzędował mój stary znajomy. Otworzyłem drzwi, mężczyzna stał odwrócony plecami do mnie. Miałem szczęście. W pokoju nie było kamer. Starannie zamknąłem drzwi, z lekkim hukiem, aby Tomasz mnie usłyszał
-W czym mogę...
Nie dokończył, bo z wielką satysfakcją wbiłem mu skalpel w oko.

Zmieniam zdanie. To nie była wielka satysfakcja. Wielką satysfakcję poczułem później. Ale o tym potem.
  Z biura wydawnictwa wyszedłem chwilę później. Gdy tylko wbiłem skalpel w oko mężczyźnie, zatkałem mu usta własną pięścią. Ugryzł mnie, z moich kostek poleciały strumienie krwi. Jedna z nich nawet trzasnęła jak łamana gałąź. Ale przy uczuciu takiej ekstazy nie odczuwałem bólu, a stłumiony krzyk działał jak piękna operowa muzyka.
   Gdy tylko wyjąłem skalpel z oka, wbiłem go kilkukrotnie w brzuch Tomasza. Pod garniturem pojawiła się czerwona, krwawa plama. Miałem ochotę zamaczać w niej palec i spróbować tego nowego smaku soku, ale powstrzymałem moje nieumiarkowanie. Gdy mężczyzna padł martwy, oddzieliłem jego oko wraz z nerwem wzrokowym od reszty ciała, po czym bardzo delikatnie zawinąłem część ciała w papier, schowałem do kieszeni I wyszedłem pospiesznie z biura, myśląc o nagrodzeniu się za dobrze wykonaną pracę. Dałem mu to, na co zasłużył. Oko za oko.

Kiedy tylko wróciłem do domu, zrozumiałem jednak coś. W ten sposób utraciłem moje jedyne połączenie z pisarstwem. Z prawdziwym wydawnictwem. Z możliwościami. Z karierą i wyjściem z biedy. Koniec z odgrzewanym jedzeniem. Koniec z tanimi ubraniami z lumpeksu. Koniec z samotnością. Koniec z jeżdżeniem rozwalonym matizem.
    Koniec tych fantazji. To przepadło.
       Chociaż...
  Marzenia to część życia człowieka. Bez nich nic nie ma sensu. Wpadniemy w szarą, nudną rzeczywistość.
Gdybym mógł połączyć się z wydawnictwem na wieki. Gdybym mógł być jednością, częścią jakiegoś wydawnictwa...
I wtedy zrozumiałem

  Spojrzałem na moje dzieło. Czułem ból, widziałem tylko połowę tej piękności. Nie dbałem już o to, czy znajdzie mnie policja czy nie. Radość rosnąca w moim sercu była zbyt wielka. Patrzyłem na obraz czystej radości.
  Patrzyłem na słoik, w którym pływało oko z nerwem wzrokowym. Ale nie było już same. To była dwójka oczu, ale tylko jedno należało do Pana Tomasza. Pomimo bólu w oczodole, byłem niezwykle szczęśliwy z powodu tego, że połączyłem się z ukochanym wydawnictwem.

Oko za oko Stories to obsess over. Discover now