proluge

6.1K 200 92
                                        

Sunę palcem po ekranie telefonu, czytając kolejny niedorzeczny artykuł o własnym gwiazdorskim upadku. Upijam trzeciego łyka zimnego drinka, wykrzywiając usta w grymasie. Co za brednie...

Konta plotkarskie zarzucają, że nie odgrywając żadnej roli od dwóch lat, przyczyniam się do utraty moich fanów. Twierdzą, że mój debiutancki występ w „Rodzinie Tarpano" zachodzi w zapomnienie i oczekują większego zaangażowania w życie publiczne. Prycham, nie mogąc znieść tego upokorzenia. Czekam tylko na dzień, w którym Netflix opublikuje zwiastun filmu, którego jestem pierwszą twarzą. Nie będę dłużej „gwiazdorskim upadkiem". O ile film trafi na top jeden w Hiszpanii. Nigdy nie byłam niżej, tym razem też nie będę.

Gorące słońce grzeje moje ciało okryte jedynie dwuczęściowym strojem. Lód w szklance mrozi moją lewą dłoń, kiedy prawy kciuk naciska w kolejny artykuł. Zamęczam się kolejnymi bluźnierstwami. Poprawiam się na leżaku, zakładając okulary na czubek głowy. Następne kłamstwa, zarzucające mi depresję oraz samotność. Cholerne żmije.

Naprawdę? Znowu to czytasz?— słyszę nad sobą. Podnoszę głowę nawiazując kontakt wzrokowy z Andrea. Brunetka wzdycha siadając na leżaku tuż obok.— Obie wiemy, że to nieprawda. Nie upadasz.

— Czyli też to czytałaś.— uśmiecham się wrednie, od razu zapadając w powagę. Dziewczyna kręci oczami. Białe pareo ściska jej talię, kiedy układa stopę na siedzeniu.

— Wyłącz to.— prosi wzrokiem jednocześnie ostrzega. Pocieram palcami, nie potrafiąc rozstać się z natrętnym czytaniem.

— A widziałaś co piszą? Że mam depresję!— wstaję gwałtownie z leżaka, podając przyjaciółce telefon. Andrea czyta artykuł marszcząc swoje brwi, a ja przekładam przez nagie ramiona cienki, przezroczysty szlafrok.

— Nie ma to znaczenia Cat. Nie możesz się tym tak przejmować.— mówi, chowając telefon pod udo. Zagryzam w nerwach wargę, układając dłonie na biodrach. Tupię nogą w trawnik wielkiego tarasu, starając nie wyrwać sobie włosów z głowy.

Odwracam się by spojrzeć na basen, następnie kieruję wzrok wyżej. Zza średniego białego muru rozpościera się krajobraz Granady. Paznokciem drapię skórki palca, niemal przedostając się do krwi. Stres oblewa moje ciało a ja nie potrafię tego znieść. Próbowałam poprawić sobie humor wyglądem wakacyjnej willi, biorąc głęboki wdech. Zasłużyłaś na to Catalina. Sama wspięłaś się na szczyt, nie możesz z niego spaść.

Gdzie jest Maria?— pytam zerkając od boku. Andrea wzrusza ramionami, spoglądając w swój smartfon. Układa się wygodniej na leżaku, siorbiąc ze słomki własnego drinka.

— Tutaj!— obydwie słyszmy entuzjastyczny, przeciągły głos. Maria uśmiecha się, stąpając swoimi obcasami po kafelkach. W prawej dłoni niesie niebieską teczkę, zaś w lewej małą, skórzaną torebkę.

Posyła całusa w stronę Andrei lecz kieruje się w moją. Obalam ją spojrzeniem kiedy przystaje przede mną. Ściąga przeciwsłoneczne okulary z nosa, kręcąc nimi w palcach. Jej mina świadczyła tylko dobre wieści a skoro zaczesała krótkie włosy na lewą stronę, to znaczy że, to co zaplanowała przyniesie mi wspaniałe rezultaty. Oczekuję słów, zaciskając palce na trzymanej szklance.

— Martwisz się artykułami?— pyta mrugając kilkukrotnie. Wzdycham ociężale, wymijając jej osobę. — Tak myślałam.— słyszę za sobą jej kroki.

Siadam ponownie na leżaku, patrząc jak Maria poprawia czerwoną szminką swoje wypełnione usta. Kobieta zamyka małe lusterko, przysuwając tarasowe krzesło obok mnie. Wypijam kolejnego łyka, próbując się odstresować.

Relación Falsa | Pablo GaviStories to obsess over. Discover now