Prolog

37 4 0
                                        

[Y/N] Pov

Chłód panujący dookoła był nieznośny chodź moje ciało już dawno do niego przywykło, zimny dreszcze przebiegł po moim karku dając mi się we znaki. Moje oczy już dawno przywykły do tutejszej ciemności jak i panującego tu brudu i chaosu. Podziemie było niebezpiecznym miejscem w którym co chwile dochodziło do potwornych incydentów, jedyną możliwością by tu przeżyć było nauczenie się funkcjonowania w tej okropnej żeczywistości. Pomieszczenie w którym obecnie się znajdowałam było tym samym pokojem który towarzyszył mi już od lat.. nienawidziłam go.. zostałam tu siłą zabrana gdy miałam około czterech lat.. moja rodzina została zamordowana właśnie przez ludzi którzy od lat byli moimi oprawcami, to miejsce było moim więzieniem chodź przywykłam do tej żeczywistości, nauczyłam się w pewnym stopniu korzystać z tej sytuacji, dostawałam tu jakiekolwiek jedzenie i nie musiałam się martwić że zgine z głodu na tutejszych ulicach. Miałam jedną ważną zasadę, musiałam przystosować się do każdej sytuacji aż do dnia kiedy ci ludzie zapłacą własnym życiem za to co zrobili mojej rodzinie, tylko to powstrzymywało mnie przed ucieczką, podły plan wykończenia ich grupy od środka. Już niedługo wyrwę się z tych ciemności i ucieknę na powierzchnie.. z tymi myślami zaczełam zasypiać siedząc w kącie pomieszczenia, mój sen jednak nie trwał długo. Usłyszałam okropny huk i chałasy dobiegające z zewnątrz, szybko zażuciłam swoją czarną pelerynę z kapturem i wymknęłam się tylnym okienkiem by z dachu obserwować co się dzieje. Ukryłam się w staryc deskach które były niedbale przybite w miejscach gdzie cegły konstrukcji już się kruszyły. Zaczełam obserwować zajście aż niemal nad głową przeleciał mi żołnierz, wszędzie rozpoznam ten okropny korpus.. to zwiadowcy! Ale czego do cholery mogą tu szukać?! Zeskoczyłak szybko z dachu i wślizgnęłam się z powrotem do pomieszczenia sama też posiadałam sprzęt do manewru, w prawdzie skradziony ale sprawny i niezawodny, ubrałam go szybko a pod peleryną ukryłam dwa noże przypinając je do paska i tak samo szybko i cicho z powrotem wymknęłam się na zewnątrz by śledzić poczynania tych z powierzchni. Podążałam za nimi niezauważenie, idioci, nawet nie zorientowali się że ich śledze. Dotarłam do ciemnej alejki w której przed chwilą zniknęli mi z pola widzenia i przystając w ukryciu na jednym z dachów zaczełam obserwować. Z cienia wyszedł wysoki, postawny, blond włosy mężczyzna, wydaje mi się że to generał tego korpusu, jak on tam miał? Erwin? Tak, chyba tak lecz mniejsza z tym! Dwóch innych żołnierzy przyprowadziło mężczyzne którego jak widać tak zawzięcie ścigali, kiedy jeden z tych korpusowych głupków nieco się przesunął... dopiero wtedy zobaczyłam dokładnie schwytanego.. to był jeden z moich oprawców!! Nie pozwole im go zabić!! Ja to miałam zrobić!! To moja rola!! Wyglądało to jakby chcieli wyciągnąć z niego jakieś informacje chodź z tej odległości nie mogłam dokładnie usłyszeć ich słów! Zaczeła narastać we mnie złość, przyjechali sobie tam z góry i nagle niszczą mój piękny plan, teraz jeszcze bardziej ich nieznosze! Cały czas przyglądałam się sytuacji aż z cienia wyłonił się jeszcze jeden żołnierz, był dosyć niski, miał czarne włosy które lekko opadały mu na czoło lecz nie zasłaniały oczu. Nawet wcześniej go nie przyuważyłam, widocznie stał w zacienionym rogu alejki którego z tąd nie było zbyt dobrze widać, mężczyzna podszedł i kopnoł faceta który teraz nawet nie mógł się już ruszyć. Phi! Co ten kurdupel sobie myśli! Owszem może i satysfakcjonował mnie widok tego ohydnego człowieka będącego teraz w sytuacji bez wyjścia jednakże wciąż wolała bym widzieć go w tym stanie wiedząc że to ja za tym stoje! Ci durni zwiadowcy prawdopodobnie nawet nie zdawali sobie sprawy jak wiele okropności ten człowiek ma na koncie i jak dużo osób z podziemia chciało by się na nim zemścić tak jak i na całej jego bandzie, z myśli wyrwał mnie widok tego czarnowłosego kurdupla wyciągającego ostrze i chcącego chyba dobić już tego gnoja! Wtedy krew się we mnie zagotowała i zadziałałam impulsywnie, naciągnęłam mocniej kaptór na twarz i wykonałam trówymiarowy manewr szybko dostając się na dół. Wzrok wszystkich z korpusu skierował się teraz na mnie a ich dłonie zacisnęły się na rękojeściach ostrzy, nie czekałam aż wykonają pierwszy ruch, byłam szybsza. Przemknęłam w ułamku sekundy do mężczyzny pozostawiając mu na gardle śmiertelną rane.

[Levi] Pov

Już miałem dobić tego sukinsyna kiedy z dachów zeskoczyła czarna zakapturzona postać, Erwin chyba chciał zabrać głos ale tajemniczy gość był szybszy, przeskoczył zwinnie między nami i nim się obejrzeliśmy facet którego sami mieliśmy się pozbyć już nie żył. Tch.. ten ktoś używał sprzętu do trójwymiarowego manewru, wiedziałem, że teraz ta sprawa już nie potoczy się zgodnie z planem i tak jak przypuszczałem usłyszeliśmy głos Erwina nakazujący nam natychmiast złapać nieznajomą postać. Zaklołem pod nosem i ruszyłem w pościg wraz z resztą, przyznam że nie spodziewałem się że nasz ,,uciekinier,, tak dobrze będzie radził sobie w przemykaniu między wąskimi alejkami, zaczołem się już domyślać do czego może to mierzać, czyżby Erwin chciał postąpić podobnie jak ze mną? Złapać tajemniczą osobę i zmusić do dołączenia do zwiadowców? Tch... on się nigdy nie zmieni, ale na dobrą sprawę to nie mój interes.

- ,,Rozdzielcie się i otoczcie go! Nie może nam uciec!,,

Usłyszałem polecenia Erwina i szybką odpowiedź żołnierzy ,,tak jest,, wybiłem się wyżej by móc lepiej widzieć gdzie nieznajomy będzie nam uciekał jednak ten nagle zwinoł linki i zeskoczył w boczną alejke znikając między budynkami. Przyśpieszyłem by już po chwili samemu się tam znaleźć lecz kiedy wylądowałem nikogo już tam nie było. Cholera. Przecież nie mógł mi zwiać w kilka sekund tak daleko! Musi gdzieś tu być! Po chwili usłyszałem jak obok mnie wylądował też Erwin.

- Levi masz go? Straciliśmy go tu z widoku.

Uznałem że przemilcze to pytanie, to powinna być już wystarczająca odpowiedź po chwili jednak postanowiłem dodać - Teraz raczej już go nie złapiemy, zdążył nas wykiwać i uciec - aż samemu ciężko było mi uwierzyć że nie zdążyłem go tu złapać ale nie zamierzałem tego na głos komentować, powrót do bazy wydawał się teraz najrozsądniejszy, szukanie na oślep jednego zbiega w całym podziemiu to jak szukanie igły w stogu siana. Sam przecież dobrze o tym wiedziałem. Tak jak myślałem, Erwin zażądził odwrót i natychmiastowe zebranie dowódców oddziałów w jego gabinecie gdy tylko wrócimy. Ironia losu.. zjawiam się w podziemiu pierwszy raz od dłuższego czasu i trafiamy na niewiadomo kogo latającego sobie po budynkach na naszym sprzęcie i mordującego faceta przez którego wogule musieliśmy się tu pofatygować.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Heja! ^^
To pierwsze opowiadanie które zdecydowałam się zamieścić publicznie więc muszę jeszcze nieco nabrać wprawy jednak mam nadzieję że komuś może przypadnie do gustu! ;)

,,Podzieleni,, [Levi×Reader]Where stories live. Discover now