Smak zemsty - Part 1

84 0 0
                                        

Stojąc na krawędzi nie czuł strachu. Dobrze wiedział dlaczego tu jest. Nie musiał myśleć o tym, co miał jeszcze w życiu zrobić. A jednak... coś nie dawało mu spokoju. Czekał.

Podobno nadzieja umiera ostatnia. Zawsze mu to powtarzano. Do tej chwili miał nadzieję. Nadzieję, że jednak jest inne wyjście. Wiedział, że stoją za nim. Przez kilka sekund nawet widział odbijające się promienie zachodzącego słońca w ich okularach. Właśnie umierał dzień, więc może i na niego pora. Odwrócił się do nich plecami i natychmiast poczuł na sobie ich wzrok i laserowe kropki celowników. Zrozumiał, że może zrobić już tylko jedno.

- Cholerne psy... – pomyślał nawet teraz słysząc szeptane rozkazy. – ...nawet w takiej sytuacji muszą jazgotać. – Nie patrząc na twarze policjantów krzyknął. – No dalej! Jeszcze krok kurwa i skaczę!

Mundurowi profilaktycznie wycofali się, aż pod klatkę schodową prowadzącą na dach.

- Właśnie tak. Dobre sunie... – chłopak uśmiechnął się pod nosem i ponownie zapatrzył się w zachodzące tuż ponad krawędzią dachu słońce. – Tylko dwudziestu na mnie jednego!– krzyknął, gdy za nimi zamykały się drzwi. Na dachu pozostał jedynie dowódca oddziału, lecz po chwili i on wszedł na klatkę i zamknął za sobą drzwi. – Przebijam nawet napad na bank!

- Noż kurwa mać gdzie jest Czarny? – mężczyzna sięgnął po krótkofalówkę i przyłożywszy ją do ust warknął – Gdzie negocjator?

- No jestem. – przez dłuższą chwilę wokół nowoprzybyłego unosił się specyficzny zapach zjonizowanego powietrza. – Już jestem. Jak sytuacja?

- W końcu – usta dowódcy rozciągnęły się w coś na kształt wilczego uśmiechu. – Stwierdził, że skoczy jak tylko ruszymy w jego stronę.

- Nie dziwię się. Jak na ciebie patrzę... – no fakt zawsze chciało mu się rzygać po podróży. – Twoi chłopcy już go wystraszyli.

- Co?

- Nieważne. Zostaw nas samych – negocjator spojrzał mężczyźnie prosto w oczy.

- Żartujesz? – ten odpowiedział twardym spojrzeniem. – Ty kurwa sobie jaja ze mnie robisz?

- Daj mi działać, albo będziesz się tłumaczył z kolejnych zmasakrowanych zwłok. Wiesz co z niego zostanie po locie z dziewiętnastu pięter i uderzeniu prawda?

- Wiem. Dobra – policjant splunął, a zielona flegma wylądowała tuż obok lewego buta negocjatora.– Ale...

- Ale co?

- Będziemy w pobliżu. – po tych słowach zostawił negocjatora samego.

Mężczyzna nabrał głęboko powietrza i wypuścił je powoli, próbując uspokoić myśli.

- Potrzebuję pomocy... – pomyślał. Wierzył w Boga i wiedział, że zawsze może na Niego liczyć. Wiedział także, że jeśli Bóg zawiedzie ma coś innego w zanadrzu. Moc, która tkwiła w nim od dzieciństwa. To dodało mu pewności siebie i po chwili już wiedział, co ma zrobić. Spokojnym ruchem otworzył drzwi, a stojący tuż przy krawędzi dachu chłopak spojrzał na niego i spiął się do skoku.

- Nie podchodź. – powiedział wyzywającym tonem. Po chwili pociągnął nosem. Skąd znał ten zapach? – Zrób jeszcze krok... No dalej kurwa. Tylko o tym marzę.

- Skacz! Na co czekasz? – usłyszał w odpowiedzi spokojny głos negocjatora.

- Co? – niedoszły samobójca zamarł nie odrywając od niego wzroku. – Żartujesz? No kurwa mać, a gdzie typowe, sam nie wiem „porozmawiajmy", czy „no weź nie rób głupstw"?

Smak ZemstyWhere stories live. Discover now