Rano byłem z rodzicami na czyszczeniu grobów, a gdy nadszedł wieczór, udałem się samotnie na festiwal O-bon. Przyszedłem tu głównie dla jedzenia i puszczania lampionów.
Przechadzając się wśród stoisk z żarciem zauważyłem, że ktoś mi się przygląda. Dziewczyna w pięknej, czarnej sukni z kapturem, przez co nie mogłem dostrzec jej twarzy. Odszedłem kawałek i wyciągnąłem papierosa z kieszeni, po czym odpaliłem zapalniczką. Mama prosiła, żebym rzucił, bo to niszczy mi zdrowie, jednak ja nie chciałem jej słuchać.
Moja obserwatorka podążyła za mną. Nie wiedziałem, czego mogła chcieć. Nie byłem najprzystojniejszym człowiekiem, którego można by tu spotkać. Może to jakaś stara znajoma? Niedawno skończyłem liceum.
Telefon zaczął dzwonić, wytrącając mnie z zadumy. Odszedłem dalej w las, by gwar nie przeszkadzał w rozmowie.
Odebrałem. Mama.
- Kotku, kiedy wrócisz? Czekać na ciebie z kolacją? - usłyszałem w słuchawce.
- Nie czekajcie. Lampiony puszczają dopiero za półtorej godziny.
- Dobrze, uważaj na siebie. Papa.
- Cześć.
Wtem zauważyłem mężczyznę, który szybko zbliżał się w moim kierunku. Nie dotarło do mnie nawet co się stało, a już wylądowałem na trawie. Mocno uderzyłem głową o ziemię. Poczułem nagle silne ukłucie w pobliżu wątroby. Zaczęło się robić tam mokro. Dźgnął mnie. Zaczęło mi się robić ciemno przed oczami. Czułem, jak wyciąga mi portfel i telefon z kieszeni, po czym słyszałem, jak biegnie.
Czy ja umrę?
********
Powoli otworzyłem oczy, jakby niedowierzając, że nadal żyję. Nad swoją głową zobaczyłem zakapturzoną dziewczynę, którą widziałem wcześniej. Była trupio blada, a oczy miała czarne, głębokie, jakby nie miała gałek ocznych, tylko same tunele zamiast nich. Wrzasnąłem żałośnie z przerażenia, na co kobieta pogładziła mnie po głowie. Zorientowałem się, że leże oparty głową o jej uda.
- Csii, cichutko. Już nic ci nie grozi - szepnęła troskliwie.
Nie miałem pojęcia co się dzieje. Wszystko wyglądało jak szalony sen.
Przejechałem dłońmi po całej klatce piersiowej i brzuchu, szukając rany. Nie znalazłem jej.
Podniosłem głowę. Zauważyłem ślady krwi, ale rany brak. Znów spojrzałem na dziewczynę, a ta uśmiechnęła się, ukazując ostre kły.
Zerwałem się na równe nogi.
- Kim...czym ty jesteś? - zapytałem.
Kobieta przekrzywiła głowę, jakbym zadał jej najgłupsze pytanie na świecie.
- No już, gadaj! - ponagliłem.
- Grzeczniej - wyszeptała. Jej głos był czysty, jakby nieskażony złem tego świata. Był jedocześnie piękny i przerażający, zupełnie, jak ona. - Jeszcze nie wiesz? Jestem Śmiercią. Przybyłam zabrać twoją duszę.
- Czyli... czyli ja nie żyję? To musi być jakiś głupi żart! A mama, a tata, co oni beze mnie...
- Żyjesz. - przerwała mi, po czym podeszła do mnie bliżej i pogładziła dłonią po policzku. Byłem zbyt przerażony, by zabrać jej lodowatą dłoń. - Masz w oczach taką chęć życia, że nie mogłam zabrać twojej duszy ze sobą.
Milczałem chwilę. Nie mogłem zrozumieć, co się stało. Myślałem, że to tylko głupi sen.
- O czym ty mówisz? - zapytałem.
- Przejdźmy się - zaproponowała, pomijając moje pytanie. Zgodziłem się.
Szliśmy chwilę bez żadnego słowa, aż w końcu ona spojrzała na stoisko z gorącym ramen. Przygryzła swój paznokieć, czy bardziej szpon, patrząc się na zupę. Ukazała jednocześnie swoje ostre jak brzytwa zęby. Wyglądała na zamyśloną.
- Skoro mamy okazje, zjedzmy coś. Wasze jedzenie jest przepyszne - mówiąc to pociągnęła mnie za rękaw koszuli.
- To ty musisz jeść? Jak ludzie?
- Nie muszę. To raczej dla przyjemności.
Przytaknąłem i zapłaciłem za ramen dla nas dwojga.
Kiedy tak jadła, zobaczyłem w niej coś bardzo ludzkiego. Zupełnie, jakby była zwykłą dziewczyną, pomimo braku oczu. Chociaż kiedy otwierała usta, lekka, czarna mgła ulatniała się z jej gardła. Dotarło do mnie, że jest zewnętrznie i wewnętrznie owiana w czerń.
Niedługo zacząć się miało puszczanie lampionów. Wiedziałem, gdzie jest najlepsze miejsce do obserwacji i postanowiłem, że zabiorę tam Śmierć. Musiałem jej jakoś podziękować za darowanie mi życia, chociaż nadal w pełni to do mnie nie docierało. Nadal czekałem na wyskakującego gościa, krzyczącego "jesteś w ukrytej kamerze!".
Dotarliśmy nad jezioro, z którego mieliśmy obserwować.
Lampiony wyglądały tak pięknie na ciemnym, gwieździstym niebie. Spojrzałem na Śmierć. Wyglądała niesamowicie w półmroku.
- Daję ci jeszcze jedną szansę w tym świecie. Co z nią zrobisz?
Zamyśliłem się. Dotychczas moje życie było raczej jego namiastką. Siedziałem w domu i grałem w gry komputerowe. Nic nie różniło mnie od pięćdziesięciu procent dzisiejszych młodych dorosłych. Nie wiem, dlaczego mnie wybrała.
- Twoje oczy błyszczą nadzieją - powiedziała nagle, po czym podeszła bliżej. Była mojego wzrostu, widziałem jej twarz bardzo wyraźnie, tym razem bez strachu. Coś mi mówiło, że ona jest dobra, pomimo swojej roboty. - Udowodnij mi, że jest w tobie coś więcej niż te oczy. Żyj pełnią życia, zaczynając od dziś.
Nie zdążyłem nic odpowiedzieć, a ta pocałowała mnie.
Jej usta były lodowate. Myślałem, że zamarzną mi wargi.
Stopniowo czułem coraz więcej bóli i zimna, aż w końcu zemdlałem.
*****
Kiedy się obudziłem, jej już nie było. W miejscu rany zostało mi dziwne, czarne znamię. Zauważyłem kartkę obok, która spaliła się zaraz po tym, jak tylko ją przeczytałem.
Napis brzmiał: "Naznaczony przez zakochaną Śmierć".
ESTÁS LEYENDO
Życie a śmierć.
Novela JuvenilNad swoją głową zobaczyłem zakapturzoną dziewczynę, którą widziałem wcześniej. Była trupio blada, a oczy miała czarne, głębokie, jakby nie miała gałek ocznych, tylko same tunele zamiast nich.
