Powoli zaczęłam tracić nadzieję, byłam o krok od wolności. Nogi zaczęły mi drętwieć, prawie ich nie czułam przez śnieg na stopach. Biegłam lasem Hawkins omijając drzewa. Co prawda mogłabym pokonać wojsko, które właśnie miałam na ogonie, gdybym nie wykorzystała tak dużo swojej mocy już na początku. Goniły mnie około cztery furgonetki oraz helikopter, którego światła raziły mnie w oczy. Było ciemno i zimno, nagle poczułam jak tracę równowagę i opadam na śnieg. To był koniec. Po dwóch latach poszukiwań odnaleźli mnie.
- Szybko! Leży na ziemi!- krzyknął któryś z żołnierzy, a ja powoli zaczęłam tracić przytomność. Zanim moje powieki opadły, ujrzałam przyglądającego mi się mężczyznę, którego najbardziej się obawiałam ponownie zobaczyć. Był to Dr.Brenner.
Siedziałam na białym krześle, miałam związane ręce i nogi. Przede mną było lustro, w którym oczywiście było moje odbicie. Miałam brązowe włosy do ramion, zielone ciemne oczy i pełne usta. Nos miałam duży i zadarty a na nim odznaczały się piegi.
- Obudziła się - powiedziała ciemnoskóra kobieta.
- W takim razie wezwij Petera- odpowiedział Dr.Brenner.
Zza drzwi wyszedł wysoki blondyn z dużymi jasno-niebieskimi oczami. Był ubrany cały na biało.
- Peter tylko ostrożnie z nią, potrafi być uparta- powiedziała kobieta, z którą złapałam w odbiciu kontakt wzrokowy, który od razu przerwała.
- Spokojnie Fei, nie wygląda ona groźnie- popatrzył na mnie w odbiciu i uśmiechnął się.
- Jak się nazywasz?- spytał wyjmując golarkę z szuflady.
- Sybil.
- Ona nie ma imienia, to jest numer Zero- dodał Brenner.
- A ktoś Pana pytał o zdanie?- spojrzałam mu w oczy.
Golarka została włączona, a ja przyglądałam się sobie, patrząc jak właśnie tracę swoje włosy. Byłam ubrana w koszulkę z Black Sabbath i czarne dresy. Za chwilę przyodzieję te białe (jak wszystko w tym budynku) ubrania.
- Zero, jutro o szóstej trzydzieści widzimy się w sali ćwiczeń. Nie lubimy spóźnialskich.- drugie zdanie podkreślił ostrym tonem głosu.
Staliśmy przed drzwiami na których zapisany był numer 000. Podał mi klucze i dodał.
- Dobrej nocy zero.- uśmiechał się sztucznym uśmiechem którego nie odwzajemniłam.
Weszłam do pokoju który był bardzo mały, tak go sobie zapamiętałam. Biały i prawie pusty mimo małej wielkości pokój. Jedno łóżko, mała szafka nocna a na niej lampka i krzesło. W jednym z górnych rogów pokoju znajdowała się kamera, świeciła się na czerwono czyli ktoś na nią właśnie patrzył.
Zanim się obejrzała leżała już w łóżku i przypominała sobie jak tu okropnie było dwa lata temu.
- Zero, za pokonanie piątki możesz spędzić godzinę dłużej w tęczowym pokoju.-uśmiechnął się promiennie Papa.
- Dziękuję Papo.
- Jeszcze będziesz żałować tej dodatkowej godziny- odezwała się piątka patrząc przed siebie.
Siedziałam na dywanie i układałam klocki siłą umysłu, było to dla mnie naprawdę łatwe, inni zaś sobie nie radzili ze swoimi mocami. Nagle usłyszałam skrzypienie drzwi i zobaczyłam cień na podłodze.
- Zaraz ci pokażemy dlaczego to ja powinnam wygrać.- uniosła rękę w moim kierunku a ja uniosłam się do góry.
- Fajnie się lata przegrywie?- podszedł dwójka.
- Jeżeli to nie robi na tobie żadnego wrażenia, możemy równie dobrze pokazać ci więcej.
Chłopak wyciągnął dłoń i odepchnął mnie do tyłu, przy czym poleciałam plecami w ścianę. Nie czułam pleców, moje nogi się trzęsły a w kącikach oczu miałam łzy. Wstałam trzymając się ściany.
- Uuu, twarda sztuka! W takim razie możemy się jeszcze pobawić.- uśmiechnął się do piątki i razem skierowali ręce we mnie.
Uniosłam się szybko na sufit a moje plecy piekły jakbym leżała na rozgrzanym grillu.
- Jak tam na gurze?- zaśmiał się.
- Dobra a teraz na trzy.- powiedziała piątka.
- Raz- uśmiechnął się diabelskim uśmiechem dwa.
-Dwa...
Przez drzwi wszedł Dr.Brenner.
- Zero, mam dla ciebie niespo...-spojrzał zza kartek które trzymał w dłoni i zobaczył mnie na suficie- Boże...
Piątka i dwójka upuścili ręce, a ja upadłam twarzą na ziemię.
- Co wy do cholery robicie?!- krzyknął Brenner.
-My... przepraszamy Papo.
- Conrad! - krzyknął przez drzwi.
Przez drzwi wszedł łysy mężczyzna w okularach.
- Tak szefie?
- Czas pokazać dzieciom konsekwencje krzywdzenia własnego rodzeństwa.
Conrad wyjął z kieszeni paralizator i go włączył.
- Błagam!!! Zrobię wszystko... proszę!-krzyczał dwójka.
- Za późno dwójko.
Zamknęłam oczy i słyszałam tylko krzyk Dwójki i Piątki.
YOU ARE READING
Only ONE will win
FanfictionSybil jako jedyna nie obawiała się konsekwencji swoich poczynań. Postanowiła uciec z miejsca gdzie nie mogła w pełni być szczęśliwa. Jednak po dwóch latach znaleźli ją, najgorszy z nich spoglądał jej w oczy. To on ją wychował i był dla niej ojcem. J...
