1

41 4 0
                                        

Leo pov:

Ubrałem na swoje drobne ciało, czarną bluzę z kapturem. Poszedłem do kuchni gdzie jak co ranek było czuć pyszne śniadanie zrobione przez mamę. Usiadłem do stołu i dostałem moje ulubione tosty z serem oraz szczypiorkiem. Zjadłem szybko i poszedłem do salonu gdzie siedział mój pies Azor. Założyłem nerkę, do której wsadziłem mój telefon i dwadzieścia złoty. Wziąłem psa na smycz i poszedłem z nim założyć buty. Wyszedłem z domu na poranny niedzielny spacer z moim psem. Wstąpiłem do parku i nagle poczułem jak się wywalam. Tak się stało. wywaliłem się. Gdy miałem się odwracać usłyszałem głos zza pleców.

- Uważaj jak łazisz pedale! - Krzyknął wysoki, dobrze zbudowany chłopak z mojej klasy.
- Um.. - próbowałem coś powiedzieć przerażony, po chwili milczenia w końcu z siebie wydusiłem. - P-przepraszam..

Chciałem wstać, ale brunet mi nie pozwolił uderzając mnie czymś twardym. Mój pies zaczął głośno szczekać. Złapałem się za głowę i poczułem na palcach krew. Krwawiłem, dość mocno krwawiłem. Brunet patrząc na mnie z góry się uśmiechał złośliwie. Zacząłem się bać. Wiedziałem jak to się skończy i zacząłem się odsuwać, chcąc uciec. Podczas odsuwania się poczułem jak wpadam na kogoś. Zacząłem się bardziej bać, lecz mój strach przerwał różowowłosy chłopak.

- Hej! Zostaw Leo! - Teraz byłem pewien że to Tao. Był on moim jedynym ratunkiem. Tao jest rok starszy ode mnie i kończy w tym roku liceum, ja muszę się męczyć jeszcze rok z dręczeniem ze strony rówieśników. Szczerze jestem tym zmęczony.
- Czemu mam go zostawić? Co niby ty możesz mi zrobić? - Zaczął się śmiać brunet.
- Nie chcesz się dowiedzieć.. - Cicho dodał Tao.

Mój pies nie przestawał szczekać, póki go nie uspokoiłem. Wstałem z ziemii i zaczęło mi się kręcić w głowie.

Axel pov:

Zauważyłem jak drobny blondyn nie może złapać równowagi. Uciekłem od przyjaciela blondyna i go złapałem. Zemdlał. Blondyn zemdlał mi na rękach. Cholera by go wzięła, jeszcze se coś pomyśli. No ale cóż, wypadało by pomóc mu.

- Co zamierzasz z nim zrobić? - Zapytał niespokojnie Tao.
- Wezmę go do siebie, mocno oberwał. Musi odpocząć. - Starałem się grzecznie prowadzić rozmowę.
- A tylko mu kurwa coś zrób! - Wkurwiony Tao dał mi mocno z liścia, bolało trochę. - A i zaopiekuj się też psem Leo. - Dodał i odszedł

Jestem skazany na spędzenie nocy z nim w moim domu. Chyba, że go wyrzucę. Nie no, nie mogę, Tao mnie zabije. Wziąłem smycz psa i trzymałem na rękach nieprzytomnego blondyna. Pewnym krokiem szedłem do domu, gdy nagle zaczęło padać. No kurwa jeszcze tego brakowało.
- Cholera! - Pomyślałem i przyspieszyłem. W domu na szczęście nikogo nie było. Stara by mnie zabiła gdyby widziała że trzymam na rękach chłopaka. Położyłem chłopaka na łóżku i poszedłem po apteczkę. Wracając wziąłem coś do jedzenia dla psa. Dałem psu i opatrzyłem ranę na twarzy Leo.

Spojrzałem na zegarek. Jest już późno. Strasznie późno. A ja nie wiem jak powiadomić rodziców chłopaka. No trudno, przenocuje u mnie najwyżej. Delikatnie ściągnąłem mu buty, spodnie i bluzę. Jego nadgarstki przyciągnęły moją uwagę. Tak tam były rany. Wyglądały na świeże. Gej w depresji? Nie spotkałem nigdy takiego. Patrząc na niego zrobiło mi się dziwnie smutno. Postanowiłem założyć bandaże na jego nadgarstki i tak też zrobiłem.

Po pięciu minutach wyciągnąłem z szafy małe na mnie ubrania i położyłem obok chłopaka na wszelki wypadek gdyby się obudził, a jego ubrania wziąłem do prania.

Leo pov:

Wstałem dość powoli, ale po chwili już się domyśliłem że nie jestem u siebie. Tylko gdzie ja jestem?! Film mi się urwał w parku, czy ja jestem u Axela? Czy to możliwe że on mnie wziął do siebie?.. Chwila.. Skąd te bandaże na rękach?! I dlaczego jestem w samych bokserkach? Czy on to wszystko widział?

Przestałem rozmyślać i wstałem z łóżka. Zauważyłem ubrania obok, tyle że nie moje. No trudno, ubrałem się w to i poszedłem rozejrzeć się. Mój pies spał. Spał jak nigdy dotąd. Poszedłem się rozejrzeć po domu, był całkiem ładny ale też skromny. W salonie była gitara. Czyżby właściciel domu grał na gitarze? Możliwe. Nie będę dotykać. Jest noc. Ruszyłem do kuchni, gdzie zauważyłem wysokiego bruneta. To był Axel. Na początku się bałem wejść dalej, wiedziałem też że może mnie uderzyć.

- H-hej.. - Próbowałem cicho zacząć rozmowę.
- O hej, jak się czujesz? Już lepiej? - Chłopak najwyraźniej zachowywał się, jakby się martwił. Zdziwiłem się. Nie znam go z tej strony.
- J-jest o-okej.. - Mimo tego się strasznie bałem.
- Boisz się? - Spytał i podszedł do mnie.
- M-może trochę.. - Nagle zauważyłem, że się zbliżył. Zacząłem bardziej panikować. - Odsuń się! Nie rób mi krzywdy proszę! - W tym momencie się rozpłakałem. Chłopak objął mnie dość mocno. Moją twarz oblał rumieniec.
- Mały spokojnie, nie bój się już. Przepraszam cię za wcześniejsze moje zachowanie. - Lekko mnie pogłaskał. - Możesz mi tylko jedno powiedzieć?
- O chodzi? - Spytałem już ciszej.
- Czy ty się samookaleczasz? - Nastała długa, niezręczna cisza. Po chwili tylko skinąłem głową na znak że tak. Chłopak bez namysłu delikatnie pocałował mnie w czubek głowy. Rumieniec się pojawił jeszcze większy.

--------------------------------------------------------------------------------------------

Przepraszam że tylko tyle!! Ale to początek, mam nadzieję, że komuś się to spodoba. Pozdrawiam <333

Chłopak z deskorolki Where stories live. Discover now