Dama

13 2 0
                                        

Kto by kiedykolwiek pomyślał, że wyprowadzka nad morze egejskie do podeszłego już wiekiem wujostwa przyprawi jej życie o tak wiele zwrotów akcji. Nigdy przedtem nie spodziewała się po nim szczególnych fajerwerk, choć niezaprzeczalnie ich pragnęła.

Jako najmłodsza z rodziny miała dwie powinności: małżeństwo i nie przynoszenie wstydu.

Obie te powinności łamała skrupulatnie odkąd tylko wpuszczono ją na salony, a imię Belinay, spokrewnionej w dalekiej linii z wielkimi wezyrami, stało się częstym tematem rozmów tych którzy poszukiwali żon do uzupełnienia swojej kolekcji o jeszcze jeden wyjątkowy diament.

Nie należało do jej marzeń rodzenie dzieci, ani skończenie młodości w wieku zaledwie piętnastu lat więc musiała wykazać się niebywałą kreatywnością w zniechęcaniu otoczenia do swojej osoby. Niestety wymówki nie były wieczne, a powtarzalne wzorce traciły na jakości w miarę ich powielania. Właśnie dlatego, gdy do ich domu dobiegła wiadomość o pogarszającym się stanie zdrowia ciotki uznała to za znak od Boga. Bóg nie chciał dla niej życia które przygotowali dla niej rodzice. Nie miała zamiaru się z nim kłócić.

Nie spodziewała się jednak, że spokojny rok przy dźwięku fal będzie bardziej męczącym niż którykolwiek poprzedni. Chciała odejść, lecz nie miała do tego sposobności, aż do czasy gdy Bóg znów nie pokierował jej życiem. Nie sprowadził nieszczęścia na ich dom, a tym samym momentu nieuwagi, który pozwolił jej zebrać swoje życie i odejść późnym wieczorem w nieznane.

Nigdy wcześniej samotnie nie podróżowała. Kobiety nie były mile widziane jako istoty niezależne. Nie wiedziała co powinna zrobić. Nie wiedziała co na nią czeka, a gdy się zastanawiała strach zaczynał przejmować kontrole nad jej ciałem. Dlatego nie myślała. Stawiała krok za krokiem jedyną drogą którą znała. Do miasta.

***

Dotarła tam nad ranem. Nie zdziwiła jej szczególnie sama odległość, o nie – Belinay była doskonale świadoma, że wujostwo mieszka na odludziu, gdzie postanowiło dożyć w spokoju końca swoich dni, ale nigdy nie myślała o drodze do najbliższego miasta w kontekście pokonywania jej pieszo. Wszelkie powozy czy konie zdawały się nawet jej nie odczuwać, a tym czasem dziewiętnastolatka miała wrażenie jakby nogi miały jej odpaść. Podeszwy stóp paliły żywym ogniem gdy zmuszała się do stawiania kolejnych kroków, a świat chwiał się przed oczami. Miała ze sobą jedzenie, więc jej stan nie był kwestią głodu, lecz zmęczenia do którego nie była przyzwyczajona. Jej życie wśród bogactw miało swoje ścisłe zasady do których należał harmonogram, a ten odkąd pamiętała uwzględniał sen, bez którego jej ciało zdawało się nie być w stanie funkcjonować. Jedynie coraz głośniejsze dźwięki rozmów pomagały utrzymać młodej kobiecie przytomność. Jeśli teraz by ją straciła w najlepszym wypadku przejechałby ją jakiś wóz dostawczy, w najgorszym – znalazłby ją ktoś dla kogo samotne damy oznaczały tylko jedno. Obu wolała uniknąć.

Niestety wycieńczenie pozwoliło jej dotrzeć jedynie do granicy doków. Nawet odór ryb i pomyjów nie zdawał się być w stanie rozjaśnić zamglonego umysłu, który szeptał jedno słowo. „Spać".

Nie chciała go słuchać. Wiedziała, że jakiekolwiek jego porady są teraz niemiarodajne, lecz gdy zniknęła w jednej z ciemniejszych uliczek nogi same się pod nią ugięły, a ona skulona zwiesiła głowę. Nawet nie zauważyła w którym momencie straciła przytomność.

***

Obudziło ją szarpnięcie.

Umysł nadal otumaniony nie do końca rozumiał co się działo, lecz zaraz silna dłoń zaciśnięta na jej ostrej szczęce sprawiła, że instynktownie wbiła w nią zęby. Prawie natychmiast tego pożałowała.

DamaWhere stories live. Discover now