Rozdział 1

14 2 1
                                        

Biegnę . Czuje gałęzie drzew na swojej twarzy. Mam na sobie obdarte spodnie, czarny top, a raczej czarno-bordowy, gdy policzmy moją zeschniętą już krew. Do tego oversaiz'owa szara bluza, która właśnie zaczepiła się o jakiś krzak. Upadam. Wstaje i biegnę dalej, wybiegając wreszcie na średnio ruchliwą ulice. Słyszę pisk opon. Widzę zatrzymujący się samochód oraz wybiegająca z niego kobietę.
Z wyglądu przypomina stereotypowa sekretarkę. Ołówkowa szara spódnica, długie blond włosy i ten wystraszony, pełen leku wyraz twarzy na mój widok. Domyślam się ze muszę wyglądać okropnie.
Widzę ludzi podchodzących w moim kierunku. Jednak obraz robi się rozmazany. Mogę zobaczyć  teraz jedynie ciemność, czyli w zasadzie nic.
Moje nogi się uginają. Musiałam upaść, lecz nic nie czuje, aby to stwierdzić. Potrafię tylko słyszeć otoczenie. Przejęte głosy, zatrzymujące się samochody, wystraszone krzyki i zdaje mi się ze ktoś nade mna pochylony rozmawia z numerem alarmowym. Po chwili słychać odgłos nadjeżdżającego pogotowia. Odpływam. Już nawet nic nie słyszę. Nic.
Może umarłam? Tylko czy śmierć była by taka prosta? Tak szybko i bez czucia i bólu? Może tak. W sumie to nawet i dobrze. Wszystko się skończyło. Już nie będę musiała cierpieć. To koniec. Teraz pozostał spokój.

SnyWhere stories live. Discover now