"Płacz tak mocno, jak chcesz, ale upewnij się, że kiedy przestaniesz, już nigdy nie będziesz płakać z tego samego powodu" - mawiała moja matka. Była mądrą kobietą. Zawsze gdy płakałam przychodziła by mnie pocieszyć. Nie zawsze jej to się udawało, ale i tak było to kochane.
*
Pewnego dnia gdy wróciłam ze szkoły jej nie było. Zmartwiło mnie to, bo zawsze gdy wracałam do domu ta czekała na mnie uśmiechnięta z obiadem. Udałam się do pokoju zastanawiając się co z mamą. Mieszkałyśmy same. Tata zmarł gdy miałam 7 lat. Nie wiadomo w jakich okolicznościach. To znaczy dla mnie nie wiadomo, bo mama pewnie wiedziała... Rzecz w tym, że w domu słyszałam jakby jakieś kroki. Po chwili zaczął padać deszcz. "Vibe jak w jakimś horrorze" pomyślałam. Czułam się jak w horrorze. Mama "zniknęła" nie wiadomo czemu, na niebie wisiały ciemne chmury z których padał chłodny, jesienny deszcz, a w domu było słychać jakieś kroki mimo że nikogo tu nie było, oprócz mnie. Chyba...
*
Usiadłam do biurka żeby zacząć odrabiać lekcje. Rozpakowałam książki, zeszyty i piórnik. Nagle poczułam zimny podmuch za plecami. Powoli się odwróciłam, a za mną unosiła się ciemna postać trzymająca nieco zakrwawiony nóż. Już nigdy nie wróciłam do tego domu.
______________________________________________________________________________________
Mam nadzieję, że pierwsza "historia" wam się spodobała. Nie obiecuję, że będą pojawiały się często z racji iż za tydzień zdalne, a ja muszę zacząć poprawiać oceny. Miłego dnia / wieczoru.
<3
