24 grudnia

18 2 12
                                        

Dla Sky_walk_erka — wesołych świąt

⋆⋆⋆

W życiu Natashy Romanoff nie zapisało się zbyt wiele udanych świąt. Nie była nawet pewna, czy była w stanie przypomnieć sobie jakiekolwiek, które mogłaby określić jako szczęśliwe. Większość życia spędziła w Czerwonej Sali lub jako agentka - dopiero z Yeleną u boku zaczynała doświadczać czegoś godnego nazwania prawdziwym dzieciństwem. Nawet jeśli zdjęcia w "rodzinnym" albumie były ustawione, a prezenty pod choinką były jedynie pustymi pudełkami, tak czy inaczej miała wtedy wrażenie, że bierze udział w czymś niezwykłym i magicznym. Choćby jedynie w pozorach i przez chwilę. Dla młodszej siostry była w stanie udawać, że sama wciąż wierzy, że takie życie jest możliwe. Młodociany cynik - było to smutne, jednak jeszcze smutniejsze było to, co doprowadziło ją do takiego myślenia.

Później Natasha dorosła, a okazji do obchodzenia świąt ubyło - nowe misje, nowe zadania, potem praca dla S.H.I.E.L.D., Boże Narodzenie było jej najmniejszym zmartwieniem. Kiedy nie wiadomo czy świat dotrwa grudnia, raczej nie myśli się o choince i barszczu. To były problemy ludzi bez obowiązku. Nie spodziewała się jednak, że jej spokojna starość i emerytura nadejdą tak szybko. Nowi bohaterowie zastąpili Avengersów, a wszystko, czym musiała zajmować się agentka to doradzaniem im, gdy nie wiedzieli co zrobić. Powód był dość prosty. Wszyscy tej tak zwanej starej gwardii przeszli zbyt wiele, aby narażać ich dalej. Nie byli w stanie walczyć. Natasha doceniała, że kogokolwiek to obeszło.

Rządowo opłacana terapia, która podobno miała pomóc im pogodzić się z tym co widzieli i co stracili, w przypadku Romanoff… O dziwo rzeczywiście przynosiła efekty. Skutki, choć początkowo subtelne, z czasem zaczynały być coraz bardziej widoczne. Na początku nie śmiała się w ogóle. Ciężko było jej wydusić z siebie choćby cień uśmiechu. Im więcej czasu jednak mijało, tym więcej radości z życia mogła czerpać. Z drobnych rzeczy, jak zafascynowanie Yeleny kieszeniami jej kurtki, pisklakiem, którego sam wychowywał na następcę Falcona czy projektami, które Kate Bishop chciała wprowadzić w życie jako kostiumy Clinta. Związek ze Stevem należał do radości większych.

Oboje nosili bagaż, którego nie sposób było się pozbyć. Oboje budzili się w nocy, dręczeni koszmarami zarówno przeszłości, jak i wizji tego, co mogłoby nadejść. Krok po kroku Czarna Wdowa i Kapitan Ameryka odnajdywali swoje miejsce w zwyczajnej codzienności oraz w swoich życiach wzajemnie. Początkowo krążyli wokół siebie, testując terytorium, szukając granic, które stopniowo, powoli cofały się coraz bardziej poszerzając strefę komfortu. Agentka nigdy wcześniej nie znalazła się tak blisko tego, co można by nazwać miłością.

Wchodząc do mieszkania 24 grudnia ostatnim czego spodziewała się zastać była ogromna choinka w korytarzu, ewidentnie świeżo wciągnięta, gotowa do rozstawienia i ubrania. Była tego wręcz pewna, ponieważ gdy rano opuszczała dom, nie przypominała sobie obecności drzewa. Steve'a Rogersa natomiast - brak.

Natasha nie była głupią kobietą, toteż szybko dodała dwa do dwóch i połączyła kropki, dochodząc tego jaki plan dokładnie rozrósł się w głowie jej partnera. Uroczy. Słowo to oddawało w pełni to, jak intencja malowała się w jej oczach.

— Steve? - Ni to zawołała, ni zapytała, wchodząc w głąb mieszkania, zrzucając z ramion puchową kurtkę i przewieszając ją przez oparcie pierwszego fotela, który się napatoczył. — Jeśli porwali cię kosmici wolałabym się dowiedzieć o tym inaczej niż zastając puste mieszkanie i świerk porzucony na progu.

a very avengers christmas || fanfic exchangeStories to obsess over. Discover now