Usłyszałam łomot. Ktoś upadł na podłogę. Trzymałam kciuki, aby był to Voldemort. Nagle drzwi do pokoju, w którym byłam wypadły z zawiasów. Stał w nich Czarny Mag. Czarnoksiężnik. Voldemort. To jednak James. Mój James przed chwilą umarł. Został zamordowany. Musiałam walczyć. Dla niego. Za niego. Pomścić jego śmierć. Wyciągnęłam różdżkę. Poleciały zaklęcia. Niezauważalnie rzuciłam kameleona na moje dzieci. Zebrałam się na odwagę. Za Jamesa i moje dzieci. Za rodzinę.
- Nigrum Anima!- padły dwa słowa z moich ust. Coś ukuli mnie boleśnie w serce. Cząstka mnie stała się czarna. Zła. Teraz mordercza klątwa będzie łatwa. Nic nie poczuje po kolejnym zaklęciu.
-Avada Kedavra!-krzyknęłam i skupiłam się na wrogu. W jego czerwonych jak krew oczach widziałam szaleństwo. Po ujrzeniu klątwy jednak Voldemort otworzył szerzej oczy. Po chwili moje czarno magiczne zaklęcie powaliło go na podłogę. Zniknął. Zabiłam go. Wygrałam. Uśmiechnęłam się i żalu świat zawirował mi przed oczami. Upadłam. Przez chwilę chyba widziałam Jamesa. Uśmiechnął się smutno i obdarzył mnie pełnym miłości spojrzeniem. Potem zapanowała kompletna ciemność. Cisza. Nicość.
