Rozdział 1

113 7 5
                                        

eee hejka. nawet nie wiem czy ktos (oprocz ciebie dabi, kc) to przeczyta ale mam nadzieje ze tak. nizej gadanina, jak chcecie tylko przeczytac rozdzial to zobaczcie tylko co jest podkreslone.
dlugo mnie nie bylo hah. jak ktos czytal moje wczesniejsze opowiadanie to wie ze bylo ze mna bardzo slabo i ogolnie bylo mi ciezko normalnie funkcjonowac. na szczescie po wakacjach czuje sie o wieleee lepiej. moglbym wam gadac co i jak ale chyba was to niezbyt obchodzi XD no ale wracajac, wrocila mi wena do pisania i ogolna chec. niestety z powodu szkoly (nie polecam 8 klasy) mam dosyc malo czasu, jedynie weekendy sa dla mnie. dlatego rozdzialy beda pojawiac sie co tydzien, w sobote albo niedziele. to chyba tyle, fajnie znowu wrocic, i zapraszam do czytania :))






Pov Hawks

- Jezu która to godzinaaa...dajcie mi troche pospać... - zacząłem, gdy tylko usłyszałem dźwięk tego okropnego budzika. Dlaczego świat mi to robi?! Nigdy nie można się porządnie wyspać, ciągle tylko wstawanie rano i wracanie wieczorem. Błędne koło którego nie można przerwać. No ale co zrobić, taki los. Chcąc czy nie, wstałem i spojrzałem na telefon z którego dochodziła ta męcząca melodia.
- Już 11?! - prawie że sie wydarłem widząc godzinę. Za pół godziny grają jezioro łabędzie w pobliskim teatrze. Występuje tam córka mojej najlepszej przyjaciółki, Airi. Bardzo chciała zobaczyć występ swojej córki, ale z powodu pracy nie ma na nic czasu. Trochę to przykre, mała na pewno chciała żeby jej matka tam była. Ale na szczęście jestem dla małej jak wujek, więc moja obecność też coś znaczy. Tylko jak się nie pospiesze to nic z tego nie wyjdzie.

Wstałem szybko z łóżka i wbiegłem do kuchni aby coś zjeść. Wyciągnąłem jakąś gotową kanapkę z lodówki i szybko zjadłem. Poleciałem (w przenośni) do sypialni i zacząłem wyciągać ubrania.
- Dlaczego nie mam żadnych normalnych ciuchów?! - krzyknąłem, przeklinając się w głowie za to że nie kupiłem sobie wcześniej czegoś na te okazję. Po wiekach grzebania w tej nieskończonej stercie łachów w końcu znalazłem jakąś koszulę i w miare czyste spodnie. Szybko je założyłem, ruszyłem do łazienki i myjąc zęby ogarnąłem sobie włosy. Spojrzałem na telefon - 11:18. Zwinnym ruchem zrobiłem sobie kreski eyelinerem i ruszyłem w stronę drzwi wyjściowych, po drodze szukając w spodniach swoich kluczy, które na szczęście tam były. Założyłem buty, narzuciłem na siebie pierwszy lepszy płaszcz i wybiegłem z domu. Na całe szczęście teatr nie był aż tak daleko więc szansa że się spóźnię jest mała.

- Eh...nareszcie... - powiedziałem do siebie dysząc gdy już dotarłem pod drzwi teatru. Uspokoiłem oddech i wszedłem.
- Wejście prosto i w prawo. - odezwała się Pani przy ladzie i powitała mnie ciepłym uśmiechem. Idąc słyszałem już przytłumioną melodię i spowodowaną nią nagłą ciszę. Powoli otworzyłem drzwi i usiadłem na zaznaczone moim imieniem puste miejsce. W ciszy oglądałem występ. Youko, bo tak nazywa sie mała, wyglądała cudownie. Tak...majestatycznie. Naprawdę miała do tego talent. Zapewne wszyscy uważają że to ich pociecha jest najlepsza, ja pewnie też tak zabrzmie, ale Youko w tym momencie skradła cały występ. Po prostu wyróżniała sie od wszystkich. Taki sam strój, podobny wzrost, włosy też prawie że takie same jak każdej innej dziewczyny, ale jednak coś w jej ruchach było zupełnie innego. I to w dobrym sensie oczywiście. Mała ma 13 lat a talent jakby była wieloletnią mistrzynią świata. Ciesze się że znalazła sobie pasję i się w niej realizuje. Od małego była zafascynowana tańcem, a szczególnie baletem. Ale Airi bała się ją puścić na zajęcia. W tamtym czasie było dużo słuchu o tym, jak to źle traktuje się dzieci w tej "branży". Na szczęście przekonałem ją żeby pozwoliła małej spełniać swoje marzenia. Nie ma się co dziwić, Youko bardzo przypomina mi mnie kiedy byłem mały. Zafascynowany dzieciak który chce spełniać marzenia o tańcu na wielkiej scenie. Pewnie sie zapytacie czemu w takim razie jestem na miejscu widza a nie tańcerza. Cóż, byłem dosyć dobrym tańcerzem, ale zaprzestałem na cel...w sumie nie znam jednego konkretnego powodu dlaczego skończyłem z tańcem. Po prostu nie widziałem w tym celu. Była to pasja, ba, nawet wciąż jest, tylko ciężko jest ją realizować gdy nie ma się planu na życie. Czyli w prostszym języku - wypaliłem się. Będąc szczerym, oddałbym wszystko żeby na nowo znaleźć sens tańca. Nie wiem co skłoniłoby mnie do tego ale chcę to. No i oddałem się w pędzący tok myśli.

Tyle czasu na tym zleciało, że kiedy wróciłem do świadomości to pokaz już się skończył. Ahh Youko, hipnotyzujesz swoim talentem. Skoro już tu siedzę i rozmyślam, równie dobrze mogę tu zostać. Mała ma jeszcze zajęcia ze skrzypiec, a jest na tyle duża że jeździ tam co tydzień sama autobusem. To na czym ja to...no tak. Taniec. Cały czas jestem tak zajęty że znajduje czas na myślenie o swoim dawnym życiu siedząc w teatrze po występie. Jakie to żałosne. Lata doświadczenia, występów i wiernego poświęcenia tylko po to, żeby skończyć jako kelner barista w kawiarni za rogiem. Cudownie.
- Nad czym tak rozmyślasz? - odezwał się nieznajomy głos.
- Huh? - wydałem z siebie dźwięk zdziwienia i leniwie otworzyłem oczy. Trochę się zdziwiłem, myślałem że jestem tu sam. Spojrzałem wprost siebie i zobaczyłem mężczyzne. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to jego ciemne, prawie że czarne włosy, kolczyki w uszach i jeden w nosie, oraz jego błyszczące, turkusowe oczy. Teatr miał okna przez które wpadało światło, odbijało się ono od jego oczu, dając im jeszcze więcej życia. Gdy wróciłem myślami do chwili obecnej, zorientowałem się że dosłownie gapie się w oczy nieznajomego. Na jego twarz wkradł się mały uśmiech, a ja dopiero po chwili odciągnąłem wzrok.
- Mam powtórzyć pytanie? - znowu usłyszałem głos mężczyzny. Z jego tonu głosu można było wywnioskować że go to bawi.
- Nie, nie trzeba. A odpowiedź na twoje pytanie brzmi - nie twój interes. - odpowiedziałem brunetowi. Może brzmiało to jakbym się gniewał, ale szczerze to nie miałem nic przeciwko żeby z nim rozmawiać. Po prostu nie widziałem sensu mówić kompletnemu nieznajomemu o moich rozmyśleniach na temat mojej przeszłości. Ale byłem naiwny myśląc że tak łatwo odpuści.
- Dobra, nie chcesz to nie. Ja chciałem tylko zagadać. - odezwał się chcąc wzbudzić we mnie wyrzuty sumienia.
- Nawet nie znam twojego imienia, dlaczego miałbym mówić ci co mi chodzi po głowie? - co prawda to prawda, nie będę się żalić nieznajomemu z moich problemów życiowych.
- Ja też nie znam twojego imienia a jakoś z tobą rozmawiam. - wypunktował facet.
- ...Hawks. - odpowiedziałem żeby w końcu dał mi spokój.
- A więc Dabi, skoro mówimy nasze pseudonimy a nie prawdziwe imiona. - wytknął mi niejaki Dabi.






Dobra gnojki bede konczyc bo jest dosyc duzo slow a nie chce was zbytnio rozpieszczac :)) nastepny rozdzial pojawi sie tak jak mowilem w nastepnym tygodniu. jakby byly jakies bledy to napiszcie w kom. a no i mozecie tez w kom podac jak ma sie to opowiadanie nazywac bo nie mam pomyslu. do zobaczenia i bajoo

~Taniec z Nieznajomym~ (Dabi x Hawks)Stories to obsess over. Discover now