I tak Cię kocham (DazAtsu)

68 2 0
                                        

TW: WZMIANKI O GWAŁCIE W TYM PEDOFILII

Atsushi pojękiwał cicho w objęciach Osamu, coraz głośniej z każdym jego to czułym, to namiętnym pocałunkiem. Patrzył mu w oczy i choć czuł przyjemność, w jego oczach odbijało się zmartwienie i strach z tyłu jego głowy.
-Dazai-san...- młokos wysapał.
-Wyluzuj, Atsushi- uśmiechnął się figlarnie jego kochanek- Nie jesteśmy w pracy, tu mi możesz mówić po imieniu.
Jednak figlarny uśmiech szybko przejawił się w grymas zmartwienia, gdy przyjrzał się jego oczom.
-Atsushi... Coś nie tak, kochany?- jednak odpowiedziało mu milczenie- Atsushi!- zbliżył się do niego, prawie krzycząc mu do ucha, na co białowłosy odepchnął go rękami i nogami, jakby w samoobronie
-Przepraszam...- rozmasował swój tors, który ucierpiał od jego gwałtownego ruchu- Jeśli nie chcesz, nie będę się narzucał.
-To nie tak!- tym razem odpowiedział od razu- ja chcę ale... ale...- nie umiał tego powiedzieć wprost. Jakby w jego sercu tkwiło ostrze, którego nie może wyciągnąć, bo inaczej się wykrwawi.
-Osamu... Ufam ci bardziej niż komukolwiek, powiedz szczerze... nie skrzywdzisz mnie, ani nie zostawisz?- spojrzał w bok nieśmiało.
-W życiu!- zarzekł się Dazai- Powiedz... ktoś cię kiedyś skrzywdził, gdy jeszcze byłeś w sierocińcu? Jest coś, co pominąłeś, w swoich opowieściach?
Nakajima wziął kilka głębokich wdechów, jakby się rozgrzewał przed opowieścią.
-To było kiedy miałem ledwo 11 lat...- zaczął- Kazano mi umyć podłogę w łazience. Byłem bardzo zmęczony, więc robiłem to na odwal się.- wprowadzał go dalej, jakby bał się przejść do sedna- Jeden z pracowników uklęknął nagle za mną i chwycił mnie za rękę- ze stresu nadmiernie gestykulował- Chciał mi pokazać, jak mam to robić. Zawstydzony podziękowałem, ale on nie zostawiał mnie...- w tym momencie zaczął już się trząść, na co Osamu chwycił go za rękę- Czułem jego dech na karku i nim się obejrzałem... rozebrał mnie i siebie.- w tym momencie nie powstrzymywał łez, ale mimo to kontynuował- krzyczałem "nie", błagałem, by przestał, a on się śmiał!- zaniósł się płaczem.
Osamu bez wahania przytulił go mocno.
-Dlaczego nie powiedziałeś wcześniej?- ledwo trzymał własne łzy. Nie tylko współczuł swojemu chłopakowi, ale był zły na tego zwyrola. Nie mógł zaakceptować, że ktoś śmiał go tak bardzo skrzywdzić. Gdyby tylko go spotkał... Mógłby wyrwać mu serce z piersi i rozerwać na strzępy. A potem zszyć i znowu włożyć, wskrzesić go i powtarzać w koło! Ale zamiast tego mógł tylko przytulić Atsu mocniej.
-Bo bałem się, że mnie już nie zechcesz... Nie pamiętam szczegółów, co jak robił, ale gdy dobiegło to końca... Patrzył na mnie jak na zużytą chusteczkę. Czułem się upokorzony, jakby wręcz odebrał mi cząstkę mnie, jeśli nie całą moją godność jako człowieka- w końcu po długim ocieraniu, łzy przestały lecieć.
-Atsushi, posłuchaj- wyraz twarzy bruneta był poważny, ale łagodny- On niczego ci nie odebrał. To tylko zależy od ciebie, komu co oddajesz. Tylko ty decydujesz o swojej godności jako człowiek. Nikt nie ma prawa cię upokorzyć, nie bez twojej zgody- ująwszy w palce jego podbródek spojrzał mu w oczy.
-Tak bardzo cię kocham, Osamu!- Atsushi znów zapłakał, tym razem z ulgi- Ale nie jesteś zawiedziony? Że nie będę mógł cię zaspokoić?
-Pokochałem twoją duszę i umysł, na dokładne poznanie twojego ciała jeszcze przyjdzie czas, kiedy ty uznasz, że jesteś gotowy- uśmiechnął się ciepło- I nie płacz już, proszę
Atsushi odwzajemnił uśmiech mimo łez.
-Dobrze
Złączył ich wargi w czułym pocałunku. Nie przerywał go póki nie zabrakło mu tchu.
-Która godzina?- spytał, przecierając oczy.
-Wystarczająca, by iść spać- Osamu ziewnął i walnąwszy się obok Atsushiego nakrył ich obu kołdrą, widząc, że ten przysypia- Dobranoc, moja miłości. Obyśmy się jutro nie obudzili- zachichotał, bo jakże może się obyć dzień z życia Dazaia bez żartu o podwójnym samobójstwie.
-Osamu! Nie mów tak nawet żartem!- heterochromik się obruszył, jednak jego partner był już ledwie przytomny. Postanowił dołączyć do niego w trójkącie z Morfeuszem.

OneShoty BSDWhere stories live. Discover now