"Ciało jest tylko potwierdzeniem własnej egzystencji". Nie pamiętam skąd to wzięłam. Pewnie usłyszałam gdzieś w jakiejś serii ale nie jestem pewna w jakiej. Jednakże co jakiś czas te słowa z zaskoczenia łapią mnie za serce. Wtedy zastanawiam się czy naprawdę istnieję. Nie ma na to żadnych dowodów. To co widzę może być tylko spekulacją kryjącą drugie dno. Nie jestem w stanie określić czy jestem prawdziwa czy nie. Moja dusza, emocje, myśli to jest moja całość. To, że potrafię siebie zobaczyć jest tylko jakimś tanim kitem w który wszyscy wierzą. Czy tylko to, że możecie dotykać różne rzeczy, słyszeć, czuć wystarczy Wam, aby uwierzyć, że ta postać jest rzeczywista? Jedno ciało może istnieć wewnątrz innego - potężniejszego ciała, więc nie da się zaprzeczyć opcji, że możemy być tylko myślą jakiegoś bytu lub ilustracją w książce innego wymiaru. Nawet najlepsi naukowcy nie są w stanie tego udowodnić. To, że każdy z nas jest "prawdziwy" wmawia nam jedynie nasze ciało i ograniczony rozum.... bo przecież nie jesteśmy sobie w stanie uświadomić, że nasza osoba nie istnieje skoro jasno ją kontrolujemy. Każdy z nas potrafi ruszyć ręką albo odczuć ból. Jednak takie proste bodźce nie dają nam żadnej gwarancji egzystencji. Nawet jeśli komukolwiek z Was zdaje się, że rozumie tą myśl, którą właśnie spisałam i zaczyna się zastanawiać nad tymi słowami, to się myli. Nawet ja nie jestem w stanie tego zrozumieć. A to przez to, że jak już wspomniałam ludzki umysł jest bardzo ograniczony. Nie jest w stanie pojąć rzeczy, które są z naszego punktu niedoświadczalne. Czy ktokolwiek z was umie sobie np. wyobrazić próżnię? Jakiejś części z Was pewnie zdaje się, że tak, niestety muszę Was uświadomić, że *całe czarne tło* lub *cała biała przestrzeń* itd. to nie jest próżnia. W próżni nie ma nic i dopóki nie staniemy się kompletnie ślepi i bezcieleśni to nie damy sobie rady jej ujrzeć. Tak jest właśnie z całym wszechświatem. No bo jak możemy sobie wyobrazić, że to wszystko nie istnieje skoro nigdy nie czuliśmy się jakbyśmy nie istnieli? (nie mówię tu o uczuciu, że nikt nas nie zauważa/wszechświat nas ignoruje tylko o uczuciu związanym z byciem psychiczną i fizyczną próżnią) Jeśli w realu jesteśmy tylko (a raczej AŻ) snem, to nigdy się tego nie dowiemy. Ale skoro nikt z nas nie doświadczył tej całej prawdy istnienia/wszechświata i nieskończonej liczby alternatywnych wymiarów, to jak ktokolwiek z nas jest w stanie określić co jest prawdą, a co fałszem? Na "prawdę' powinno być lepsze słowo. To co w naszym umyśle i niewiadomej, którą uważamy za nasze życie widzimy jako prawdę to jest wszystko jednym wielkim kłamstwem. Marne istoty człowieczeństwa nie potrafią NIC, ZUPEŁNIE NIC udowodnić, nawet samych siebie, czy przedmiotów, które trzymamy w ręku. Logiczne jest to, że potrafimy czuć.. emocje, ból, wszystko czego dotkniemy, co posmakujemy, powąchamy, nawet to jak się komunikujemy, ale to wszystko to tylko mała garstka możliwości. W naszym wymiarze to jedyne co potrafimy, jednakże bardzo możliwe jest to, że istnieje jakaś forma powyżej uczuciami. Coś dużo dużo innego, a także mocniejszego nawet od nadprzyrodzonych umiejętności w jakiś Science-Fiction. Ja nie potrafię wyobrazić sobie nawet jej zarysu, choć jestem pewna, że gdzieś funkcjonuje. Wy pewnie też. Ale wytłumaczenie tego jest proste; to dlatego, że jej nie doświadczyliśmy i być może nigdy jej nie doświadczymy, ponieważ jesteśmy ludźmi. Niby taka oczywista cecha, ale to właśnie ona najbardziej nas ogranicza. Co więcej... teraz możnaby się zastanowić... czy NAPRAWDĘ czytacie tą książkę? Może jesteście (Wy albo ja która to pisze) jedyną osobą, która posiada duszę, a wszyscy Nas otaczający to jedynie puste marionetki niesamowicie inteligentne Wasze wyobrażenia, kształty bez dusz. Może nikt z nas nie istnieje? To, że mamy ciało utrzymuje Nas na Ziemii i uważam je za największe przekleństwo, bo jest ono największą bzdurą i hamulcem przed odkryciem tej jedynej, prawidłowej egzystencji, najwyższego bytu bez ani krzty oszustw, takich jak życie każdego z nas. Chociaż nie wiem czy to, że przemijamy każdy dzień powinno się nazywać życiem... Głowa mnie boli.
Po przeczytaniu tej części zdałam sobie sprawę, że wielu ludzi nie zrozumie jej tak jak ja to widzę. Po prostu każdy zinterpretuje to na swój sposób z którym się utożsamia. I tu ponownie pojawia się moje ulubione twierdzenie... to dlatego, że "człowiek nie potrafi pojąć rzeczy które są niedoświadczalne". Nikt z Was nie doświadczył mojego rozumu, więc nie do końca dostrzegacie te wszystkie motywy. Mam ogromną nadzieję, że chociaż w jakimś ułamku procenta widzicie co chciałam przekazać razem z tym rozdziałem. Dziękuję za uwagę i zapraszam do dyskusji w komentarzach.
ESTÁS LEYENDO
marthyethamine
Espiritualtytuł.... nie ma żadnego znaczenia. po prostu wyobraź sobie, że jest taki narkotyk jak "marthyetamine" i że to przez niego wypisuję na wattpad'zie takie porąbane rzeczy. o czym jest to coś co piszę...? ... jeszcze nie wiem. myślę, że...
