Poniedziałek 6:00.
Dzień jak co dzień wstaje przyjebany do tego pierdolnika.
Wychodzę na balkon i odpalam szluga.
Przynajmniej jedna rzecz która potrafi mnie odstresować.
Ręce tak pocięte że nie ma już miejsca na nowe rany.
Ale chuj w to, życie toczy się dalej.
Nie jem nic na śniadanie bo w sumie po co? I tak życie jest bez sensu więc wolę umrzeć z głodu niż się męczyć w tym cyrku.
Wybiła 7:00 powoli ubieram się do szkoły.
Stylizacja wybrana żeby tym pizdom kto tu jest królem.
Dobiega powoli 7:35 wychodzę z domu.
O około 7:50 jestem w szkole, witam się z moim przyjacielem bo w sumie on mi tylko został w tej zjebanej klasie.
8:00 dzwoni dzwonek.
Pierwsza lekcja W-F.
Przebieram się oczywiście w strój z długimi rękawami...
Wchodzimy na salę, pan sprawdza obecność.
Po sprawdzeniu obecności rozpoczynamy rozgrzewkę.
Po rozgrzewce gramy mecz koszykówki.
Pan przydziela mnie do grupy osób i słyszę tylko "nie no przegramy" "proszę pana można się zamienić?" "Jezu nie chce grać z tym zdeprawowanym cwelem"
Ojj krew powoli buzuje. Jeszcze chwila to nie wytrzymam i zajebie skurwysyna.
Słyszę ponownie komentarz i nie wytrzymuje.
Wybucham złością i rzucam się na tego zjeba i wyrywam mu wszystkie kłaki z tego pustego łba i patrzę jak płacze :))
Pan od W-F krzyczy: "NATYCHMIAST DO DYREKTORA"
No to wstaje przechodzę po tym cwelu co przed chwilą wyrwałem mu włosy i idę do jebanego dyrektora.
Coś mi tam pierdolił że bla bla bla tak nie można i wgl XDD
Minęły chyba 2 godziny aż w końcu mnie wypuścił.
YOU ARE READING
życie to żart.
Teen FictionKsiążka ta jest o nastolatku z depresją i jego smutnym życiu.
