Analgezja

90 17 7
                                        

Albedo nie czuł bólu. Nigdy go nie czuł. Jego natura homonkulusa pozwalała mu uniknąć takich ludzkich niedogonień i jak w wieku przypadkach to się naprawdę przydawało, tak teraz żałował, nie nie może poczuć, jak umiera.

Albedo umierał, nawet jeśli tego nie czuł. Świadczyła o tym krew rozlewająca się na podłodze, którą widział kątem oka, jego ciężkie ciało, którym nie mógł poruszać, a gdy próbował, czuł, jakby kończyny zaczynały mu pękać, a następnie miały odpaść. Głupia kreda — pomyślał, nie pierwszy raz przeklinając swoją nieludzką naturę.

Bycie homonkulusem przynosiło mu wiele zalet, jednak zdecydowanie bardziej rzucały mu się w oczy wady. Plusy, takie jak nieodczuwanie bólu, ogromna wytrzymałość na substancje szkodliwe czy temperaturę zanikały w cieniu kłamstwa, w którym musiał żyć przez 20 lat.

Kłamstwa, które co wieczór, gdy poświęcał Klee chociaż odrobinę swojego i tak drogocennego czasu, wykręcało mu nie do zniesienia nieprzyjemną dziurę w żołądku. Kłamstwa, na którym zbudował większość swojego życia, zatapiając się wśród ludzi, którzy niczego nieświadomi przyjęli w swoje progi potwora.

Kłamstwo to szło Albedo aż za dobrze, bo tak jak na początku miał tylko wtopić się w tłum i wykonywać swoją pracę, robiąc przy okazji to, co lubił i do czego został stworzony, tak później rozwinęło się to zdecydowanie bardziej, niż powinno.

Praca przerobiła się we flirt z Kapitanem Kawalerii, eksperymenty skończyły się na studiowaniu podróżnika spośród gwiazd, który pokazał mu zdecydowanie więcej prawdy o świecie, niż sam podróżnik był tego świadomy, chwilowy dom zastępczy stał się prawdziwą rodziną, którą stawiał na pierwszym miejscu.

Albedo przeklnął w duchu. Na co mu to było? Na co mu było przywiązanie się do ludzi, do pracy, do życia?

Nie czuł bólu, ale nie wykluczało to bólu psychicznego, który powoli zaczął wwiercać się w jego umysł, sprawiając, że zaczynał panikować.

Albedo nie bał się śmierci. Był z nią oswajany od najmłodszych lat, leżała u podstaw alchemii, które musiał opanować. Śmierć jest tylko jednym z kroków w jednym wielkim kręgu życia, jedna śmierć przyniesie nowe, lepsze życia.

Nie bał się śmierci jako procesu fizycznego czy alchemicznego, ale jako utraty.

Utraty, która przeżyje każdy, z kim związał się za życia. Mała Klee, którą wychowywał pod nieobecność matki, nazywająca go pieszczotliwie starszym braciszkiem, chwaląca się co wieczór nowymi bombami, gdy przytulał ją przed snem. Kaeya, które niewinne flirty zaczynały iść w kierunku czegoś poważniejszego. Sucrose, która jeszcze nie nauczyła się wszystkiego, czego powinna, i nie nauczy się, bo jej jedyny nauczyciel i przyjaciel odejdzie z tego świata bez pożegnania i uprzedzenia. Jego mistrzyni, której już nigdy nie pokaże sensu tego świata.

Zamknął oczy, ostatni i pierwszy raz prosząc o coś Barbatosa — aby żaden z tej czwórki nie znalazł go tutaj, leżącego martwego w laboratorium po nie udanym eksperymencie, który zaszedł za daleko.

Gdyby Albedo musiał oddychać, w tej chwili wziąłby ostatni wdech. Jednak zamiast jego pierwsza i ostatnia łza płynęła po jego policzku, znikając w kałuży krwi, zabierając ze sobą całe życie alchemika.

~~
przepraszam, Albedo nation. mialxm mentala

You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: Aug 28, 2021 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

AnalgezjaWhere stories live. Discover now