Podobno nic nie jest idealne,
Nikt nie jest idealny.
A ja uważam,
Że mój brat ma życie idealne.
Ludzie mówią wiele, a ja naprawdę tak myślę.
Tony jest popularny i cały świat o nim wie. On mówi o sobie tak "geniusz, miliarder, playboy, filantrop". I ja się z tym zgadzam.
A ja... Zwykła nastolatka z Malibu o której istnieniu wie tylko kilka osób. Naprawdę tylko kilka... Tony, Pepper, Happy, Obadiah, Rhodey...
To wszyscy.
Pewnie zastanawiacie się czemu nikt o mnie nie słyszał... Cóż ciekawa historia...
Otóż gdy przyszłam na świat mama i tata byli mną tak zafascynowani, że Tony chyba mnie nie lubi. Wiecie według niego tata go nienawidził. Podobno nawet nigdy nie powiedział mu, że go kocha.
Gdy miałam dziewięć miesięcy zdarzył się okropny wypadek, który obrócił moje życie do góry nogami. Sama nie wiem jakim cudem skoro miałam tylko dziewięć miesięcy.
Gdy Tony dowiedział się o śmierci naszych rodziców przez tydzień nawet na mnie nie spojrzał. Czasami myślę, że uważał wtedy, że to moja wina.
Nie wiem czy Tony z kimś to ustalił czy sam to wymyślił, ale od tej pory nie poznałam zbyt wielu ludzi. Uczę się sama lub z J.A.R.V.I.S.em. Tony nikomu mnie nie przedstawił prócz wymienionych wcześniej osób.
Gdy miałam z trzy lata zatrudnił sobie asystentkę, która czasami miała się mną zajmować. Pepper jest naprawdę fajną osobą i od razu się polubiłyśmy. Gdy miałam siódme urodziny udało jej się namówić mojego brata by opowiedział mi o rodzicach i ich śmierci. Niestety to właśnie tamtego dnia poznałam Obadiah'a. Dokładnie pamiętam ten dzień...
Pepper powiedziała mi wtedy, że Tony poprzedniego dnia wreszcie zgodził się opowiedzieć mi o rodzicach. Byłam taka szczęśliwa z tego powodu, że aż zrobiłam na raz dziesięć gwiazd, a wtedy potrafiłam zrobić tylko dwie. Ogólnie to te dziesięć gwiazd zrobiłam w swoim pokoju. Od razu poleciałam do niego go obudzić by pójść z nim na śniadanie. Rzadko kiedy spędzaliśmy czas razem. Z sześć razy do roku ja i Tony siedzieliśmy ze sobą dłużej niż godzinę. Gdy już usiedliśmy w salonie gotowi i mój brat miał zacząć opowiadać, do salonu wszedł jakiś mężczyzna. "Panie Stark zaraz zacznie się spotkanie". Tak bardzo chciałam go wtedy ukatrupić. A najgorsze było to, że Tony jak niby nigdy nic powiedział "Oczywiście, Obadiah. Kiedy indziej porozmawiamy o tym, Suzanna." i poszedł za tym Obadiah'em. Po prostu poszedł na to spotkanie zamiast opowiedzieć mi o tym o czym chcę się dowiedzieć od siedmiu lat. Takim oto sposobem dowiedziałam się o rodzicach i ich śmierci dopiero w dniu moich jedemastych urodzin.
Gdy miałam osiem lat Tony zatrudnił Happy'ego. Naprawdę fajny człowiek. Jeździ z Tony'm wszędzie, ale gdy tylko znajdzie wolny czas przychodzi do mnie i się wygłupiamy. Stara się cały czas być poważny, ale przy mnie mu się nie udaje.
Jakieś pół roku później zapytałam się Tony'ego czy mogę iść na plac zabaw. Odpowiedział "Nie, Suzanna, pamiętaj to dla twojego bezpieczeństwa". Pytałam się o to samo przez tydzień i dostawałam te same odpowiedzi. Ósmego dnia gdy się o to samo spytałam mój brat już nie wytrzymał. "Suzanna czy ty nie wiesz co to znaczy NIE?!" usłyszałam wtedy. Od razu pobiegłam wtedy z płaczem do swojego pokoju. Czy on nie rozumie, że na małe dzieci się nie krzyczy. Potem przez tydzień praktycznie nie wychodziłam z pokoju. Pepper przynosiła mi wtedy jedzenie. Już więcej nie odzywałam się na ten temat.
Najgorszy według mnie jednak był sylwestrowy wyjazd Tony'ego. Wyleciał chyba do Berna. Ja zostałam w domu razem z Pepper. Została ona jednak zaproszona przez jakąś koleżankę ze studiów na imprezę sylwestrową, więc ja zostałam sama. Jak zwykle...
Jakieś cztery lata później w dniu moich dwunastych urodzin, o których Tony jak zwykle od dziewiątych urodzin zapomniał, przyszedł James Rhodes.
Pamiętam to jakby to było wczoraj...
Siedziałam wtedy w jadalni jedząc obiad, gdy nagle J.A.R.V.I.S. zawiadomił w całym domu, że "przyszedł pan Rhodes". Nie wiedziałam kto to, ale po tym, że Tony zbiega na dół zrozumiałam, że nie chce bym poznała tego człowieka. Zabrałam szybko swoje jedzenie i poszłam do swojego pokoju. Dokończyłam tam jeść i wróciłam do nauki. Gdy już skończyłam pomyślałam, że mogłabym poprosić Pepper czy nie zrobiłaby zakupów (bo według Tony'ego ja nie mam prawa wychodzić wogóle z domu). Poszłam jej szukać. Obeszłam prawie cały dom (nie poszłam do garażu ani do salonu, bo do garażu nie mam wstępu, a w salonie siedzi Tony ze swoim kolegą). Większa część mojego umysłu wołała, żeby pójść do Tony'ego by zapytać czy wie gdzie jest Potts.
A mniejsza część mówiła, żebym słuchała się zasady od Tony'ego "Gdy mam gości, nie przeszkadzaj". Serio ta zasada to priorytet. Oczywiście więcej zawsze wygrywa więc poszłam do salonu. Gdy tylko weszłam zaczęłam swoją wypowiedź zanim na mnie nakrzyczy "Hej Tony! Wiesz może gdzie jest Pepper? Chciałam się jej spytać czy kupi mi trochę ubrań." potem spojrzałam na naszego gościa i jak gdyby nigdy nic powiedziałam "Dzień dobry, panie Rhodes!". Gdy zauważyłam wzrok Tony'ego chciałam uciekać gdzie pieprz rośnie. On natomiast powiedział tylko, że Potts ma tygodniową przerwę, ale pomyśli o tym kiedy pójdę z Pepper na zakupy. Potem dodał jeszcze "Acha... Rhodey to jest moja dwunastoletnia siostra, Suzanna. Suzanna to mój przyjaciel, którego poznałem na MIT, Rhodey." Co ciekawe w momencie kiedy powiedział dwunastoletnia skończyłam idealne dwanaście lat. Ciekawe czy pamiętał. Potem musiał się tłumaczyć swojemu przyjacielowi dlaczego mnie wcześniej nie poznał. Tego dnia mój brat miał mocno przerąbane. Porozmawiałam trochę z Rhodey'm. Zaproponował mi bym przyszła zobaczyć jak pracuje gdy Tony pozwoli mi wychodzić z domu.
Cztery lata później w moje szesnaste urodziny Tony dał mi po raz pierwszy osobiście prezent i dodatkowo przy okazji czule mnie przytulił. Dostałam od niego zegarek z milionem funkcji. O niektórych nadal nie wiem. Miałam tam możliwość telefonowania, sms-owania, przeglądania internetu i pokazywania hologramów. Do tego miałam tam konto bankowe Tony'ego. Zgadnijcie jak brzmiała pierwsza wiadomość od niego! "Droga Suzanno, masz pieniądze. Jeśli namówisz Pepper możesz po raz pierwszy wyjść z domu." On normalnie raz do roku kupował mi prezent! Od razu poleciałam do Potts. Oczywiście się zgodziła! Poleciałam od razu się naszykować.
Poraz pierwszy mogłam osobiście po przymierzać ubrania i sama sobie coś kupić! Wiem, że normalnie nikt się aż tak nie ekscytuje zakupami w wieku szesnastu lat, ale dla mnie to były pierwsze zakupy. Kupiłam sobie tyle ciuchów, a do tego jeszcze buty i zakupy Pepper. No i jeszcze poszłyśmy na lody. Miałam wtedy ogromną nadzieję, że Tony nie wścieknie się, że tak dużo wydałyśmy na jednym wypadzie do galerii handlowej.
Gdy wróciłyśmy do domu z Happy'm, który nas podwiózł, on i Pepper dali mi prezenty. A gdy zobaczyłam tą wkurzoną minę Tony'ego zachciało mi się uciekać. To co jednak powiedział było genialne "Tylko trzy tysiące?! Suzanna masz pieniądze to korzystaj! Kto normalny z taką ilością kasy nie kupuje za conajmniej dziesięć tysięcy?!". Naprawdę powiedział właśnie takie słowa. Jakąś godzinę później przyjechał Rhodey i tak jakby zaczęła się impreza. Mój brat i jego przyjaciel tak się upili, że następnego dnia gdy się obudzili o czternastej pamiętali tylko jak otwierali szóstą whisky, a wypili jej z dwadzieścia.
Jakieś dwa miesiące później Tony zabrał mnie do pracy Rhodes'a. Minęło już wtedy cztery lata od kąd Rhodey zaproponował mi te odwiedziny, ale na szczęście nie był zły, bo pamiętał, że zaledwie dwa miesiące wcześniej po raz pierwszy wyszłam z domu. Było tam wspaniale i tak pięknie!
A dzisiaj siedzę sama na balkonie z mojego pokoju. Po genialnych siedemnastych urodzinach. Nadal nikt prócz Tony'ego, Pepper, Happy'ego, Rhodes'a i Obadiah'a nie wie kim jestem. I raczej nikt się zbyt szybko nie dowie. Od siedemnastu lat ani razu nie usłyszałam żadnego "Kocham Cię", ale mi to nie przeszkadza.
Także oto ja.
Suzanna Stark.
YOU ARE READING
Susanna Stark
Fanfiction"Podobno nic nie jest idealne, Nikt nie jest idealny. A ja uważam, Że mój brat ma życie idealne." Zwykła nastolatka z Malibu o której istnieniu wie tylko kilka osób. A może jednak nie taka zwykła? Bo jaki Stark jest zwykłym normalnym człowiekiem...
