Rozdział 1

9 0 0
                                        

Stałem przed biurem czekając na swoją asystentkę. Klucze do budynku miała tylko uprzejma Carly Jones, która dziesięć minut temu oznajmiła mi, że spóźni się dość długą chwilę. Na dworze wiał lekki wiatr, a promienie słoneczne uderzały w moje ciemne okulary. Zaczyna się wiosna, wszystko kwitnie i budzi się do życia. Zanużyłem się w błogiej ciszy i uroczym śpiewie ptaków. Po kilku sekundach rozległ się donośny okrzyk skierowany w moją stronę.
- Przepraszam, że musiał szef czekać!- wrzasnęła szatynka usiłując włożyć klucz do zamka.
- Nic się nie stało.- odpowiedziałam posyłając dziewczynie ciepłe spojrzenie.
- Niech Pan wchodzi, proszę- powiedziała po otwarciu drzwi.
- Dziękuję- szepnąłem i wślizgnąłem się do środka.
Moim oczom ukazało się duże biurko wiele regałów, szafek i szuflad.
- Może mówmy sobie po imieniu- odezwałem się podchodząc do kobiety z wyciągniętą dłonią.
- Jasne- odpowiedziała zawstydzona.
- Elvis- uśmiechnąłem się.
- Carly- uścisnęła moją dłoń i odwzajemniła uśmiech.
- Mam nadzieję, że przyjemnie będzie nam się współpracować.- dodała.
Uśmiechnąłem się i udałem się w stronę swojego biurka.
Po paru godzinach przeglądania papierów na przemian z wiadomościami z internetu zadzwonił telefon, który szatynka szybko odebrała.
- Agencja detektywistyczna Elvisa Collinsa, w czym mogę pomóc?- wyrecytowała dziewczyna. Minęło kilkanaście długich sekund zanim znów się odezwała.
- Rozumiem, zapisuję państwa na osiemnastą, dziś. Mamy nadzieję że uda nam się państwu pomóc.- kontynuowała dalej.
- Dowidzenia- powiedziała na końcu i odłożyła słuchawkę. Nagle wesołe iskierki w jej oczach gdzieś zniknęły.
- Państwu Miran zaginął ośmio letni syn. Umówiłam ich na dzisiaj.- powiedziała oschle i zwróciła się w stronę laptopa.
- Dobrze - odpowiedziałem i wróciłem do poprzedniego zajęcia. Byłem świadomy tego, że nie mogę okazać emocji. Musiałem pozostać neutralny i profesjonalny. Spojrzałem na zegarek, była szesnasta piętnaście. Postanowiłem, że wyjdę z inicjatywą i przerwę niezręczną ciszę.
- Jest już dość późno, zamówimy coś do jedzenia?- spytałem chwytając telefon w kościstą dłoń.
- Chętnie- odpowiedziała posyłając mi obojętne spojrzenie.
Resztę czasu spędziliśmy na posiłku i wspólnej rozmowie, która jakimś cudem szła w dobrą stronę. Czułem, że polubię tę dziewczynę.
Dochodziła godzina osiemnasta, wnet usłyszeliśmy głośne pukanie.
Carly z prędkością światła podeszła do drzwi i wpuściła naszych klientów.
- Witam, proszę- powiedziała wskazując drogę małżeństwu.
- Dzień dobry, usiądźcie- zwróciłem się do pary pokazując na dwa fotele.
-Dziękujemy- mruknęła kobieta ciągle trzymająca kurczowo męża za rękaw.
- Słucham, w czym mogę państwu pomóc- powiedziałem siadając na przeciwko nich z notesem w dłoni.
Nastała cisza. Oboje spoglądali na siebie, telepatycznie kłócąc się o to kto powinien się odezwać.
- To może ja zacznę- odezwał się mężczyzna ulegając żonie.
- Proszę- odpowiedziałem wymachując ręką.
- 4 dni temu, zaginął nasz syn. Policja została zawiadomiona, ale do teraz nic nie zdołali ustalić. Syn o godzinie 15 wyszedł z domu, na podwórko. Mieliśmy na niego oko, a-ale jak widać nie dokładnie. - wyjąkał powstrzymując łzy.
- Po około 20 minutach zorientowaliśmy się z Suzan, że zniknął- dokończył przyjmując twardą postawę.
- Rozumiem- odpowiedziałem próbując zachować jeden wyraz twarzy.
- Czy mógłby Pan podać mi dokładne informacje na temat syna?- zapytałem.
- Jasne, nazywa się M-mike i-i jak już mówiłem przez telefon ma o-osiem lat.
- W co ubrany był chłopiec?-dodałem.
- Um cz-czarne spodnie i czerwona k-koszulka chyba. -odpowiedział spoglądając na żonę.
- I zielona bluza. - odezwała się kobieta.
- Słucham?- odwróciłem wzrok od mężczyzny.
- Mike ubrany był w czarne spodnie, czerwoną koszulkę i zieloną bluzę. - odpowiedziała kobieta wbijając wzrok w podłogę.
- Dziękuję, to bardzo pomoże.- rzuciłem, posyłając jej uśmiech.
- Kolor włosów, oczu...?- wymieniałem.
- Blondyn, zielone oczy- odpowiadała posłusznie.
- Jakieś charakterystyczne znamię, blizna?- dopytywałem.
- Nie.- rzekła.
- Dobrze, dziękuję. Na razie to wystarczy, poproszę jeszcze tylko o adres i numer telefonu. Pokręcimy się po okolicy.- powiedziałem podając małżeństwu kartkę i długopis.
- Śledztwo rozpocznę jutro rano, mogą się mnie państwo spodziewać około godziny dziewiątej. - położyłem kartkę na biurku i odprowadziłem parę do drzwi.
- Dziękujemy Panu bardzo, Dowidzenia- mruknął mężczyzna i szybko opuścił biuro razem z żoną.
- Dziś i tak już nic nie zrobimy, wracaj do domu- nakazałem Carly.
- No dobrze- odpowiedziała zbierając swoje rzeczy.
- Do zobaczenia!- krzyknęła na odchodne.
- Nie spóźnij się!- dodałem, a w zamian usłyszałem trzask drzwi.
Kilka minut później sam postanowiłem opuścić biuro. Była godzina dziewiętnasta więc robiło już się dość ciemno. Zakluczyłem drzwi i podszedłem do samochodu. Po piętnastu minutach znajdowałem się już pod swoją kamienicą. Zaparkowałem auto tuż przy wejściu do budynku i szybkim krokiem wbiegłem po schodach na górę. Szperałem w kieszeni marynarki szukając w niej kluczy od mieszkania. Otworzyłem drzwi wchodząc do środka po chwili z powrotem zatrzaskując je za sobą. Stanąłem przed lustrem w przed pokoju i przyglądałem się sobie chwilę. Wziąłem prysznic i udałem sie do łóżka. Nastawiłem budzik na siódmą i gdy tylko przyłożyłem głowę do poduszki od razu zasnąłem.

--------------------------------------------------------------
𝐤𝐦♡︎










Has llegado al final de las partes publicadas.

⏰ Última actualización: Feb 17, 2024 ⏰

¡Añade esta historia a tu biblioteca para recibir notificaciones sobre nuevas partes!

Szał Donde viven las historias. Descúbrelo ahora