"Pochylając się nad cieniem własnej duszy, możemy jedynie go przedłużyć.
Najczarniejszy zawsze jest cień rzucony, ten najbliższy, a zarazem najmniej zauważalny"
Poprawił się na krześle. Przeszklonym wzrokiem zaczął niespokojnie błądzić po zapisanych słowach. Ciężkie, zmęczone westchnienia co jakiś czas mimowolnie wydobywały się z jego ust. Jego zamyślenie przerwały dopiero ciche kroki błądzące gdzieś nieopodal. Ich dźwięk łączył się ze spokojnym pstrykaniem dopalającego się w kominku drewna i tworzył delikatną melodię. Nie słuchał jej jednak długo, ponieważ chwilę później po pokoju rozeszło się drażliwe skrzypienie otwieranych drzwi. Ostatnie sekundy w samotności wykorzystał na ocieranie z policzków łez, które od paru godzin mąciły jego oczy. Chcąc wytrzeć ich jak najwięcej, szamotał się niespokojnie i mocno tarł policzki. Nie zauważył nawet gdy jego łokieć zahaczył i zrzucił jasny kieliszek, który stał na brzegu stołu.
Wątłe szkło naczynia, uderzyło o ziemię mieniąc się jasnym kolorem. Rozbryzgło na boki. Rozchlapane na ocienionej podłodze i dywanie wino stworzyło mocny, bordowy ślad.
Wymusiło to na lokaju, wchodzącym do pokoju natychmiastową reakcję. Starał się jak najszybciej dobiec do plamy.
-pieprzony psychopata!-jęknął Cień pokonując próg drzwi.
Schylił się i wycierając kwaśny trunek, kierował co chwilę oczy w stronę towarzysza.
-pfff, od razu psychopata-wyszeptał Dusza.
Szarpnął szybko dłonią papiery i wrzucił je do kominka.
Cień zobaczywszy ten gest, lekko uniósł się i obserwując sytuację, niepewnie na nią przyzwalał. Dopiero później zdał sobie sprawę z podejrzanej strony tego wszystkiego.
-co ty robisz?! Co tam było?!
-trochę wódki i rysunki dziwek.
-a tak na serio?
-a tak na serio.
Zirytowany Cień zajrzał w płomień.
-Dusza! to są przecież Twoje żółte papiery i...
-hahah i co?
-i jakiś tekst.
-otóż to mój drogi. Tak jak mówiłem, trochę wódki i rysunki dziwek.
Cień jednak nachylił się do ognia jeszcze bardziej. Zbliżył oczy ku kartce obok zarzących się dokumentów.
-moją krwią budzę to bezprawne stowarzyszenie ślepych. Kimże są ci, którzy swój cień powiększają? Moją myślą dążę do sedna tego cienia, które brudzi...- tu przerwał na chwilę-dalej się już sfajczyło...
-mhm.
-czemu spaliłeś tak ważne...
-od kiedy? Od kiedy jest to ważne?
-mówiłem ci przecież...
-co mówiłes? A tak! Na wstępie, że jestem psychopatą. P i e p r z o n y m. Dobrze wiesz że nie lubię przypraw!!! A wczoraj? Hmmm...że moje pisma to bzdury, tak? Więc nie masz już dowodów na te słowa, kochany.
-czy Ty naprawdę postradałeś zmysły?!
-nie zrozumiałeś?! Nie masz na to dowodów! Mój biały królewiczu, te papierki od psychiatry mienią się wsród tych konarów!
-dobra, już mnie to nie obchodzi.
-ależ brnij dalej.
-zamknij się! Przestań gadać! Morda!
Cień skierował się do drzwi. W dłoniach gniótł szmatkę, brudną od ścieranego napoju. Jego cierpliwość powoli się kończyła, więc już ostatnimi siłami powstrzymywał się od wyciśnięcia materiału i ponownego ubrudzenia napojem szarych podłóg Duszy.
Ten jednak wydawał się nie zmieniać mimiki.
-a, i zapomniałbym. Dodam ci coś na odchodne.
-co?!
-mój Cieniu, czarny, najczarniejszy...Jesteś zwolniony.
