Przemijanie, część 1

38 3 0
                                        

Przemijanie część 1

To był ciepły, letni wieczór. Ja wraz z moją matką i ojcem wracaliśmy z wycieczki po okolicznych wsiach i miasteczkach. Ten dzień był długi, bawiliśmy się, biegaliśmy, odwiedzaliśmy wiele ciekawych miejsc, w skrócie – spędziliśmy ten dzień aktywnie, jak normalna rodzina. Pamiętam ten dzień bardzo dobrze, mimo to, że minęło od niego wiele lat. Miałem wtedy 4 lata, raczej zachowywałem się jak typowe dziecko, patrzyłem na czubek własnego nosa i nie interesował mnie zbytnio świat który mnie otaczał. Kochałem swoich rodziców, naprawdę kochałem, ale niestety, zawsze musi pójść coś nie po naszej myśli, jest to okropne, że jest tak łatwo zniszczyć coś tak pięknego jak kochającą się rodzinę. Do rzeczy, podczas powrotu do domu postanowiliśmy, że wrócimy skrótem przez lasek – do dzisiaj jak wspominam ile tam złych rzeczy się stało zaczynam płakać. Kiedy byliśmy w połowie drogi, z krzaków wyskoczyło na nas dwóch mężczyzn, wyglądali jakby byli pod wpływem jakichś narkotyków czy czegoś. Próbowaliśmy przejść obok nich bez spojrzenia się na nich ale niestety, zaatakowali nas. Wzięli mnie i moją mamę jako zakładników, chcieli wszystko co mieliśmy, niestety mój ojciec się nie zgodził, był pełen gniewu i nienawiści. Gdy mój tata przygotowywał się do ataku mężczyźni wyciągnęli zza siebie spluwy i przyłożyli je nam do głów.

Na nasze szczęście mój ojciec był racjonalnym człowiekiem, jednak nie dawało mu to wielkiej przewagi. Widziałem w jego oczach, że chce użyć magii ognia, tak mój ojciec był magiem ognia, zresztą, bardzo dobry, ale niestety mieszkaliśmy w kraju w którym tkanie ognia jak i zresztą innych żywiołów było nielegalne. Jednak on się nie zawahał, zaczął nacierać na nich, chciał ich uderzyć swoją pięścią, która była rozgrzana tak, że aż leciała z niej para, ale niestety, nie zdążył. Pojawiły mi się w oczach łzy i zacząłem płakać, jeden z nich wystrzelił nabój ze spluwy, ale dlaczego tylko on? Czyżby ten drugi który mnie trzymał nie dał rady zrobić czegoś takiego? Moje teorię były błędne. Ojciec uderzył gościa który trzymał mnie, przytuliłem go tak mocno, że aż lekko zdrętwiały mi ręce. Drugi mężczyzna wycelował w mojego ojca, ale na szczęście nie zdążył wystrzelić, mój ojciec zdążył go oparzyć ogniem. Wziął mnie na ręce i zaczął szybko uciekać z tego miejsca. To był pierwszy raz jak na oczy widziałem jego zdolności. Ród z którego pochodzi jest wyspecjalizowany w tkaniu tego żywiołu, czyli to oznaczało, że również jestem do tego zdolny? Natomiast matka pochodziła z zamożnej rodziny, jednak nie posiadała żadnych takich mocy.

Aurelian Horst, takie noszę imię i nazwisko. Szczerze, wolałbym nosić nazwisko po matce, nie musiałbym przeżywać takiego piekła jakie teraz przeżywam. Niemiałbym żadnych zdolności magicznych ale również nie musielibyśmy się przeprowadzać z naszego domu, i kraju w którym się urodziłem. Obecnie mam 12lat i nie mam wielu znajomych, nie za bardzo chce się z kimś stąd kolegować. Jest to dla mnie chore, że każdy mimowolnie i bez żadnych konsekwencji korzysta ze swoich umiejętności. A najgorsze jest to, że mój kochany ojciec wysłał mnie do szkoły która kładzie zdecydowany nacisk na rozwój tych okropnych umiejętności. Zacząłem tkać ogień gdzieś w wieku 7lat. Tata zaczął mnie zmuszać do tego, i próbował mnie do tego przekonać. Tylko mnie jeszcze bardziej zniechęcił nie dając mi żadnego wyboru. Czuję do niego żal, nigdy nie mógł korzystać ze swoich umiejętności, a kiedy nadarza się ku temu okazja boi się ich użyć bo zbyt długo żył w strachu przed spędzeniem kolejnych lat w więzieniu.

Od pierwszego treningu z moim tatą minęło już około 5 lat. Przez te lata moja nienawiść do tkaczy ognia wzrastała i wzrastała, aż do dzisiaj. Jest już ostatni dzień szkoły, w końcu będę miał wolne od tych popierdoleńców, nienawidzę się coraz bardziej z każdą sekundą tkania tego piekielnego żywiołu. Gdy w końcu się ogarnąłem i byłem w stanie nad sobą panować umyłem się, zjadłem śniadanie oraz założyłem eleganckie ubranie. Nadal nie mogę uwierzyć, że to koniec tych udręk. Wyszedłem z domu i skierowałem się w stronę szkoły, na szczęście przed dotarciem do niej nie spotkałem nikogo mi znajomego z widzenia. Wszedłem do bram tego okropnego miejsca i zawędrowałem do Sali gimnastycznej – tam miał się odbywać koniec roku ponieważ na zewnątrz było zbyt ciepło. Przed wejściem na nią zatrzymały mnie 3 osoby z klasy, są to zwykli dręczyciele osób słabszych od nich, spojrzałem się na nich najzimniejszym spojrzeniem jakie udało mi się zrobić i przecisnąłem się przez nich. Zająłem swoje miejsce i zacząłem słuchać nudnego wykładu dyrektorki i nauczycieli tej szkoły. W połowie ich wypowiedzi rozmarzyłem się o powrocie do mojej ojczyzny gdzie jest wszystko co kocham; przyjaciele, rodzina i co najważniejsze brak tych oszołomów! Niestety zobaczył to Leon – jedna z trzech osób dręczących innych uczniów. Postanowił, że nie ujdzie mi to na sucho i uderzył mnie z całej siły w policzek. Krzyknąłem na całą salę, wszystkie spojrzenia skierowały się w moją stronę. Poczułem się strasznie, teraz każdy uważa mnie za jeszcze dziwniejszego niż mieli. Pomyślałem, że w sumie mi to odpowiada, to zmniejsza jakąkolwiek możliwość zaprzyjaźnienia się z tymi demonami. Po kilku sekundach ciszy dyrektorka szkoły zabrała głos.

- Co to miało znaczyć? - Powiedziała zimnym, oschłym głosem patrząc się na mnie przeszywającym wzrokiem.

Popatrzyłem na nią równie okropnym wzrokiem i odpowiedziałem.

- Nic. - Rzuciłem wzrokiem w inną stronę i dopowiedziałem.

- Możemy kontynuować? - Nauczycielka postanowiła nie drążyć tematu i zaczęła kontynuować swój wykład. Po półtorej godziny skończyła się ta ceremonia. W końcu mogliśmy wyjść do domów, byłem jedną z pierwszych osób które z niej wybiegły. Przy wyjściu z bram szkoły zatrzymał mnie ktoś. Złapał mnie za rękę cieplutką dłonią. Po chwili zaczęła ta osoba mówić.

- Hej, czy wszystko z tobą w porządku? – Czemu to kogokolwiek obchodzi pomyślałem. Poza tym, że zamurował mnie sam fakt, że kogoś to obchodziło, to jeszcze ten głos... brzmiał dla mnie bardzo kojąco i ciepło, jakbym słyszał moją matkę. Odwróciłem się i odpowiedziałem.

- Tak, a o co chodzi? - Odpowiedziałem tonem wyprutym z jakichkolwiek emocji. Ale po wypowiedzeniu tych słów mnie olśniło, to osoba z mojej klasy. Wydaje mi się, że to, hmm .., Sara?

-Po prostu widziałam jak Leon cię uderzył, chciałam się upewnić, że nic ci się nie stało.

- A co miało się stać? – odpowiedziałem trochę zdezorientowany.

- W sumie to nie wiem... Po prostu to wyglądało strasznie jak z całej siły cię uderzył, ale również było widać, że zbytnio się tym nie przejąłeś, przepraszam za to. – Gdy to powiedziała odeszła w swoją stronę, szczerze, źle się z tym poczułem, że przeze mnie ma teraz jakieś wyrzuty sumienia czy coś w tym w stylu, krzyknąłem.

- Zaczekaj! – krzyknąłem, na szczęście się odwróciła. Spytałem się jej czy mogę z nią wrócić, przytaknęła. Po paruset metrach ciszy zacząłem temat.

- Przepraszam za to, jeszcze tutaj nikt nie był dla mnie miły, po prostu nie wiedziałem jak zareagować. – powiedziałem niepewnym głosem jednak po minie Sary było widać, że przyjęła przeprosiny. Uśmiechnęła się promiennie. Dalszą część drogi przeszliśmy rozmawiając o różnych niemających sensu tematach. Odprowadziłem ją do domu i poszedłem w stronę mojego własnego „domu". Dalsza część dnia czyli wieczór i noc minęły jak każde inne.

Koniec części 1

_______________________________________________________________________________

PrzemijanieWhere stories live. Discover now