1

41 2 4
                                        

Ella

Wpatrywałam się w klub, który jest około sto metrów dalej. Już od godziny, przeciągałam wejście, do środka. Bałam się, ale sytuacja mnie do tego zmuszała. Jeśli pomogę tym najbliższym, to będzie warto. Wolnym krokiem ruszyłam w stronę klubu, pod nazwą ,,Diablo Lux". Weszłam do środka, za barem stało dwóch facetów i jedna dziewczyna. Jeden z nich coś tam tłumaczył dziewczynie. Pewnie jest nowa. Podeszłam, do baru.

- Przepraszam, gdzie znajdę tutaj kierownika? - Zapytałam nieśmiało.

- Dzień dobry, a była pani umówiona? - Kiwnęłam głową. - Pójdzie pani prosto, tam są schody. - Chłopak pokazuję palcem, w którą stronę mam zmierzać. - Ochroniarz powinien mieć pani nazwisko, pokieruje gdzie dalej iść. - Podziękowałam i ruszyłam, gdzie pokazał mi mężczyzna.

- Ella Lopez. - Powiedziałam swoje nazwisko, a czarnoskóry i postawny mężczyzna zaczął przeglądać listę. Tak sądziłam. - Nic nie odzywał się, tylko otworzył drzwi wpuszczając mnie do środka.

- W czym mogę pomóc? - Mężczyzna siedział za biurkiem i wpatrywał się oczekująco.

- Ja w sprawie pracy.

- W takim razie proszę usiąść. - Wstaje pokazując mi na krzesło. Poprawia marynarkę i sam zasiada.

- Proszę coś opowiedzieć o sobie. - Siada wygodnie.

- Mam dwadzieścia lat, studiowałam medycynę, ale musiałam je rzucić, kiedy mama ciężko zachorowała.

- Ale wiesz, co to za praca, tak? Nie chcę cię zmuszać. - Mówi, ale ja już byłam zdecydowana. Musiałam to zrobić.

- Wiem i zależy mi, po prostu ja muszę. - Mówiłam. W moim głosie było słychać rozpacz.

- W takim razie, rozbierz się do bielizny. Do sexu, nie zmuszamy, a jeśli ktoś będzie się do ciebie dobierać, to ochrona, jest do twojej dyspozycji. Oni zrobią z tym porządek. W klubie nie używamy prawdziwych imion, tylko pseudonimy. To pomaga zachować anonimowość i nikt nie rozpozna cię na ulicy. - Kiwam głową. Stałam w koronkowej bieliźnie, przed całkiem obcym facecie. Jednak to nie robiło na nim żadnego wrażenia. Czułam się fatalnie. Oglądał mnie dookoła jak rzecz, którą można kupić. Właśnie tym teraz będę. - Możesz się już ubrać. Idź do baru, tam poczekać na opiekunkę nowicjuszy. Ona da ci kolejne wskazówki. Pamiętaj o tym też, że w każdej chwili możesz się wycofać. Jesteśmy legalną firmą. - Kiwnęłam głową i zażenowana opuściłam biuro. Poczekałam przy barze, zaraz po tym pojawiła się kobieta w średnim wieku.

- Witaj, jestem Eliza, a ty pewnie Ella, tak? - Podała mi dłoń. Potwierdziłam kiwnięciem głowy. - Masz już wybrany pseudonim?

- Jeszcze nie. - Czekałam, aż zacznie dalej mówić. - Od kiedy zaczynam? - Nerwowo rozglądałam się dookoła, jakbym ukrywała się, przed policją.

- Zaczniesz, od poniedziałku, lecz teraz musimy sprawdzić, jak sobie poradzisz. Dam ci maskę i strój. - Weszliśmy, do jakiegoś pokoju. Kobieta grzebała coś w szafie. Podała go mnie, grzecznie wzięłam wszystko. - Przebierz się i załóż maskę. - Szybko zmieniłam ubranie, na bardzie wyzywające. Prawie niczego, nie zakrywało. Dekolt, aż do pępka. Miałam na sobie granatowe body. Były wysokie i właziły w tyłek. Rozpuściłam włosy i założyłam maskę złotego koloru, we wzorki. - Gotowa? - Pyta pełna entuzjazmu. Miałam odwagę tylko na skinięcie głowy. Opuściliśmy pokój, byliśmy w barze. - Widzisz tamtego faceta? - Eliza pokazuje mi mężczyznę przy barze. Potwierdzam. - Teraz podejdź do niego, zagadaj i namów by kupił ci drinka. - Kiedy stałam nieruchomo, Eliza pchnęła mnie do przodu, wtedy odzyskałam władzę w nogach i poszłam we wskazaną mi drogę.

- Ou, witam. - Mężczyzna ujrzał mnie i zmierzył, od góry do dołu. Zrobiło mi się, nie dobrze. - Jak na ciebie mówią laleczko? - Zagaduję. Wkładam flirciarski uśmiech, na twarz i odwracam się do faceta.

- Diablica. Mówią mi diablica. - Chyba znalazłam swój pseudonim.

- W takim razie, diablico miło mi cię poznać. Powiedz mi, jak mogę się odwdzięczyć, że przyszłaś, do mnie? - Kręci kosmykiem moich włosów.

- Może mógłbyś postawić mi drinka? - Patrzę na niego chcąc się wydawać tajemniczą.

- Barman! Dla tej pani drink de luna. - Nie spuszcza ze mnie wzroku. Kiedy dopiłam swojego drinka, postanowiłam skończyć tą farsę. A to dla pani. Za miło spędzony czas. - Włożył mi coś w dłoń. To było pięćset dolarów. Odeszłam bez słowa. Z Elizą spotkałam się na zapleczu.

- To jest twój napiwek, za dobrze wykonane zadanie. Kup sobie coś. - Mówi, kiedy chcę oddać jej pieniądze. - Obserwowałam cię z daleka. Byłaś dobra. Jak mu się przedstawiłaś?

- Diablica.

- W takim razie, od teraz to twój pseudonim. Teraz idź się przebierz, możesz iść do domu. W poniedziałek przyjdź na dziewiętnastą. W tym pokoju możesz się przebierać i co tydzień znajdziesz grafik. Jeśli jednak zdecydowała byś się, na dodatkową usługę, to klub zabiera z tego dwadzieścia procent, reszta dla ciebie. - Kobieta zostawiła mnie samą, w głowie miałam huragan, byłam zdezorientowana. Nie wiedziałam, co się przed chwilą wydarzyło. Przebrałam się, w swoje ciuchy i z ulgą opuściłam klub. Jednak w poniedziałek miałam tam wrócić. Dobrze, że jest dopiero czwartek i przynajmniej mam na jedzenie. Już kończyły mi się oszczędności. Nawet nie stać mnie na wynajęcie kawalerki, kiedy wyprowadzałam się, do Nowego Jorku wynajęłam pokój u starszej pani. Miałam małe oszczędności. Nie utrzymywałam kontaktów z rodzicami, bo ojciec pił, matka płakała, jednak ostatnio zachorowała. Dzięki temu ojciec przestał pić i zaczął pracować, zawsze żałowałam tego, że nie miałam rodzeństwa. Po porodzie, mama dowiedziała się, że jajnik został uszkodzony, i nie będzie mogła mieć więcej dzieci. Próbowali. W końcu zrezygnowali i woleli obwinić mnie, a nie lekarza, który spaprał sprawę. Teraz, gdy ona jest chora odezwali się, zapominając, że po osiemnastce wyrzucili mnie z domu. W domu pani Camili byłam godzinę później. Weszłam do domu, po cichu. Właścicielka pewnie już spała, a była po siedemdziesiątce i nie chciałam jej budzić. W końcu potrzebowała odpoczynku. Mimo wieku, była żywiołową kobietą, ale wnuki jej nie odwiedzały, a ona była samotna. Zdjęłam buty i kurtkę. Mimo ciepłej pogody, marzec ma zdradliwą pogodę. Nie robiąc hałasu szybko znalazłam się w swoim pokoju. Był duży, a płaciłam tylko dwieście dolarów. Wszystko mając do dyspozycji. Spojrzałam na zdjęcia, kiedy to byłam szczęśliwa. W szafce miałam jakieś słodycze, wzięłam jakiś batonik, by zamulić żołądek. W kuchni narobiłabym zbyt dużo hałasu. Popiłam wodą gazowaną i postanowiłam iść spać. Telefon podłączyłam, bo całkiem się rozładował i przebrałam się w piżamę. O ile koszulę nocną można nazwać piżamą. Zgasiłam lampkę nocną, zasłoniłam roletę, bo rano będę narzekać, na słońce. Położyłam się pod kołdrę, byłam zmęczona, a ciemność tylko pomogła mi usnąć.

Rano byłam wyspana. W sumie jak wstaję się o dziesiątej, to nic dziwnego. Ruszyłam do kuchni, gdzie siedziała już starsza pani.

- Dzień dobry. - Nalewam sobie wody do szklanki.

- Dzień dobry słońce. I co dostałaś pracę? - Popija swój kompot.

- Oczywiście. Zaczynam w poniedziałek. Mam same zmiany nocne. Będę stać za barem. Może nie jest to praca marzeń, ale przynamniej dobrze płacą. Żadna praca nie hańbi.

- Dokładnie, oh żeby moje wnuki były takie jak ty dziecko. - Uśmiechnęła się.

- Zrobić może coś, do jedzenia?

- Nie, już jadłam. Pójdę się tylko położę. - Powoli wstaje, od blatu. Staram się jej pomóc. Poszła do siebie, a ja patrzyłam jak odchodzi. Pomyśleć, że ta kobieta miała wszystko, a jest samotna. Jedyne co jej zostało, to majątek i ten duży dom. Ostatnio coraz częściej była zmęczona, a ja nie wiedziałam jak jej pomóc. Problemem okazało się, że ona w cale nie chciała iść do lekarza. Namawiałam ją od kilku dni, ale ona się upierała. Rozumiałam, bo miałam jej charakter. Pani Camila, nie utrzymywała z rodziną kontaktów, albo na odwrót, ale kiedy byliby w potrzebie nie umiałaby odmówić, ja zrobiłam to samo, ale była uparciuchem jak ja. Wróciłam do pokoju się przebrać, bo byłam umówiona z przyjaciółką w kawiarni nie daleko. Miała na popołudniową zmianę, więc postanowiłyśmy spotkać się na śniadanie. Ubrałam się w rurki, koloru miętowego, przewiewną bluzkę i bluzę. Mimo słońca był też wiatr, a to wszystko jest zdradliwe.

DiablicaWhere stories live. Discover now