-Chłopie ja naprawdę mam już tego dość... Nie mogę wiecznie liczyć na to, że rodzicie będą mi wysyłać pieniądze... - Gadając z Tae miałem tego dnia ochotę wywalić na niego całą swoją irytację. Naprawdę miałem dość.
- Ej... luz. Narazie dajemy radę. Póki pracuje nie masz się czym przejmować, aż tak bynajmniej. Przecież wiesz, że w razie czego zawsze Ci pożyczę. - Umówmy się, ufam mu całym sercem, jest moim przyjacielem od dziecka, ale nie mogę tak ciągle na nim polegać. Chciałbym móc zarabiać na siebie.
- Tobie łatwo mówić, bo masz stałą pracę i możesz sobie pozwolić na to czego dusza zapragnie, ja narazie nie mam tej możliwości.
- Szukałeś czegoś w ogóle? Bo szczerze powiedziawszy to narzekasz mi od kilku dni, a nie było jeszcze rozmowy o żadnej ofercie. - Okej, to mnie trochę podenerwowało, czy on serio myśli, że narzekam bez podjęcia żadnej próby? That sucks...
- Zajebiste pytanie... No to raczej oczywiste, że szukałem. - Powoli miałem dość. Nie powiedział niby nic takiego, ale złość z całego dnia tak we mnie buzowała, że dosłownie wszystko potrafiło mnie zirytować.
- Jak chcesz to mogę zapytać szefa czy nie miałby czegoś dla Ciebie. - Rzucił dosyć mocno przeciągając słowa.
- Litości nie potrzebuję więc dzięki, poradzę sobie...
- Chłopie kurwa, staram się pomóc Ci jak potrafię, płacę za Ciebie, a Ty masz do mnie jeszcze jakieś wąty, jakby, poważnie? - W głębi duszy wiedziałem, że ma z tym problem, z tym całym płaceniem za mnie.
- Zajebiście, w takim razie najlepiej odrazu się...
- Nagle w połowie zdania rozległ się dzwonek do drzwi. Nikogo się nie spodziewaliśmy, a przynajmniej ja, ale domyślałem się kto to może być, znając Taeyong'a to znowu sprowadził jakąś laskę. Podszedłem do drzwi i otworzyłem, bo na niego to akurat nie miałem ochoty dłużej patrzeć. Tak jak myślałem, przede mną stała dosyć wysoka i szczupła dziewczyna, czy ładna ? Nie wiem, nie umiem ocenić. Dziewczyna jak każda inna. Mocno umalowana, włosy ciemne spięte w koński ogon, przedstawiła się jako Soojin. Tae całkiem szybko zareagował jak usłyszał jej imię, przecisnął się między mną a framugą, wziął ją za rękę i zaciągnął do kuchni. Zaczęli się w momencie obmacywać. Jak ja tego nienawidzę... Ubrałem buty i stwierdziłem, że idę na spacer, nie będę tego oglądał.
- Wychodzę! - Krzyknąłem. Zjechałem na dół windą i po wyjściu z budynku powitały mnie promienie słońca. Było bardzo ciepło, pogoda była naprawdę piękna. Przez moment, dzięki niej i zieleni mnie otaczającej, kiedy zacząłem iść alejkami parku, zapomniałem o tym jaki jestem zły. Jest środa, a to 5 dziewczyna jaką widzę w tym tygodniu w naszym domu, na dodatek żadnej z nich nie znam. Próbowałem skupić się na wielu rzeczach, na wiewiórce, która na ławce jadła orzecha, na baloniku, który wyleciał dziecku z ręki, na czterolistnej koniczynie, którą znalazłem, ale nie mogłem. No nie mogłem. Myśl o pracy, a raczej jej braku i tym, że mam tak dość tego randkowania Tae to jedyne rzeczy, które przyciągały moją uwagę. Chociaż właściwie tak nie do końca, bo właśnie zauważyłem jakieś ogłoszenie na słupie o tym, że w pobliskiej korporacji szukają grafika. Nie jest to moja praca marzeń, bo nigdy nie chciałem być korposzczurem, ale raczej będzie ciężko znaleźć teraz coś innego, a los chciał, że akurat zawód grafika posiadam. W sumie? Może tam zadzwonię ?
