Rozdział 1 ,, Bombowa Sprawa"

2 0 0
                                        

-Uwaga, wszystkie jednostki w okolicy Peterson Street, potrzebne wsparcie, mężczyzna grozi, że wysadzi połowę osiedla, zgłoście się. 
-Mówi detektyw Matthews, przyjąłem już jedziemy - odpowiedział na wezwanie detektyw policyjny Jacob Matthews, trzydziestodwuletni brunet z krótką, zawsze zadbaną fryzurą, ułożoną zgodnie z panującym trendem wśród młodzieży, który razem z starszym o kilka lat partnerem Ryanem Merklem, wysokim blondynem z kręconymi włosami, akurat patrolował okolicę. 
- Gaz do dechy Ryan, robota wzywa - powiedział Jacob do partnera za kierownicą, a sam wyciągnął policyjnego koguta i położył na dachu, i po chwili rozbłysło niebieskie światło i zawyła policyjna syrena. Partner Jacoba Ryan przyspieszył, kierując się na Peterson Street, która znajdowała się kilka przecznic dalej. 
-No zobacz Jake człowiek nie ma czasu nawet kawy wypić. Akurat kiedy podjechaliśmy pod knajpę, przyszło wezwanie. Jaki ten los jest złośliwy - marudził Ryan. Jacob uśmiechnął się i pokręcił głową. 
- Ryan, czy doczekam przynajmniej jednego dnia, kiedy nie będziesz narzekał? Albo pogoda nie ta, albo jesteś niewyspany, albo kawa za zimna. - zauważył Jake. 
-Nic nie poradzę, taki już jestem stary - odpowiedział Ryan skracając na Peterson Street. W oddali widać było migające światła radiowozów. Ryan podjechał do nich i razem z Jake'iem wysiedli z pojazdu. Policjant który dowodził akcją przyszedł ich powitać. 
-Dobrze, że jesteście panowie, każda pomoc jest na wagę złota. - powiedział wymieniając uścisk dłoni z Ryanem i Jacobem. 
-Co się dzieje Jack? - zapytał Jacob. 
-Facet nazywa się Morgan Fiedler. Jest podejrzany o pedofiilę. Kiedy przyjechaliśmy go aresztować krzyknął przez drzwi, że ma tyle ładunków wybuchowych, by bez problemu puścić z dymem blok w którym mieszka jak i całe osiedle. Żąda samochodu, dał nam godzinę. Nie wiemy czy mówi prawdę, czy nie, wezwaliśmy saperów na wszelki wypadek. - wyjaśnił sytuację Jack 
-Pedofil, brzydzę się takimi ludźmi. Dla takich powinien istnieć najwyższy wymiar kary - powiedział z obrzydzeniem w głosie Ryan. 
-W pełni się z tobą zgadzam. Dla mnie też to jest śmieć a nie człowiek. Jack czy ktoś w ogóle widział te ładunki? Może blefuje - zapytał Jacob, zgadzając się z Ryanem. 
-Nie, też wzięliśmy pod uwagę, że może blefować ale woleliśmy nie ryzykować. - odpowiedział Jack 
-Możemy z nim pogadać? - zapytał Jacob 
-Proszę bardzo, tylko nie prowokujcie go. Mieszka na trzecim piętrze mieszkanie 23. Może uda się wam go przekonać, by się poddał. - zgodził się Jack. Jacob i Ryan wyciągnęli pistolety i ubezpieczani przez Jacka oraz jego ludzi weszli do budynku. Zaczęli ostrożnie wspinać się po schodach
-Jeśli facet nie blefuje, może to być nasza ostatnia akcja. A jeśli to przeżyję i moja żona się dowie o tej akcji, to mnie chyba osobiście zabije - powiedział Jake. Ryan zaśmiał się 
-Dlatego teraz się cieszę, że nie mam żony. Dzięki temu nie ma kto się o mnie martwić - odrzekł Ryan idąc krok w krok za Jacobem. Detektywi dotarli na pierwsze piętro. 
- Jesteśmy blisko. Wiesz być może w końcu znajdziesz tą jedną jedyną która będzie drżała z niepokoju, kiedy będziesz wychodził do pracy. Ja niczego się tak bardzo nie boję jak tego, że osierocę syna…-mówił Jake 
- Nie martw się, dopóki jestem twoim partnerem, Eric może być spokojny o staruszka. Obiecuję - powiedział Ryan i położył rękę na ramieniu przyjaciela. Detektywi byli już na drugim piętrze, zostało jedno. Ryan spojrzał na zegarek 
-22:48, zamiast spać, facet postanowił pobawić się w piromana - zażartował Ryan 
-Wciąż nosisz tą podróbę? Cały posterunek wie, że ten Rolex jest fałszywy - też rzucił żartem Jake 
-Przynosi mi szczęście, mam nadzieję, że tym razem nie będzie inaczej - odpowiedział Ryan. Detektywi w końcu dotarli pod mieszkanie 23. Ryan ubezpieczał przyjaciela gdy ten zapukał do drzwi.
-Panie Fiedler policja! Niech się Pan podda, a jestem pewien, że prokuratura weźmie to pod uwagę - spróbował negocjować Jacob 
-Nie ma mowy! Miał być samochód! Czas wam się kończy, inaczej wysadzę obszar w promieniu kilkuset metrów! Czy to jasne!! - groził Fiedler krzycząc zza drzwi. 
-Mamy przypuszczenia, że pan blefuje i nie ma żadnych ładunków wybuchowych. Niech Pan otworzy drzwi. Jeśli upewnimy się, że mówi Pan prawdę, spełnimy pańskie żądanie. - mówił spokojnie Jacob. Ryan stał jak na szpilkach. Miał złe przeczucia. 
-Nie wierzycie mi!? Zatem udowodnię Ci psie, że mówię prawdę! Otwórz drzwi śmiało! - krzyczał Fiedler. Jacob przez chwilę się zawahał. Ryan stanowczo pokręcił głową. Jacob wziął głęboki oddech i najdelikatniej, jak tylko potrafił nacisnął klamkę. Powoli otworzył drzwi i detektywi z przerażeniem ujrzeli salon wypełniony ładunkami. Sam Fiedler stał na środku pokoju również obłożony ładunkami. W ręku trzymał detonator. Jacob i Ryan wycelowali w niego broń. 
-Nawet o tym nie myślcie. Jeśli to upuszczę, wszystko wyleci w powietrze. Czy teraz mi wierzycie? - pytał z zadowoleniem Fiedler. Ryan i Jake opuścili pistolety. 
-Dobrze widzę, że Pan nie żartował. W porządku, zejdziemy na dół i powiemy naszym kolegom, by spełnili pańskie żądanie. Tylko proszę zachować spokój i nie robić niczego głupiego - powiedział Jake starając się uspokoić Fiedlera. 
-Myślę, że wystarczy jedna osoba, by przekazać moje żądania…. - powiedział tajemniczo Fiedler 
-Nie do końca rozumiem… - powiedział Jacob. 
-Ty - wskazał palcem na Jacoba - rzuć broń i kopnij ją do mnie. Potem położysz ręce na głowie i wejdziesz, a twój kolega zamknie grzecznie drzwi i pójdzie przekazać moje żądanie. Może zakładnik, sprawi, że ruszycie wreszcie dupy do roboty. - zażądał Fiedler 
-Nie błagam, weź mnie proszę. Ten policjant ma rodzinę, a po mnie nikt nie zapłacze. Błagam cię człowieku - odezwał się dotąd milczący Ryan błagalnym głosem. Fiedler uśmiechnął się. 
-Tym bardziej będziecie mieli większą motywację. Idzie on i nie radzę dyskutować - zażądał Fiedler pokazując na Jacoba. 
-Ryan, robimy, co każe, od tego zależy życie cywili - powiedział Jake kładąc broń na podłodze i kopiąc ją w stronę Fiedlera. Gdy to zrobił, wyciągnął swój telefon komórkowy i dał Ryanowi. 
-Gdyby moja żona dzwoniła, pod żadnym pozorem, nie mów jej co się ze mną dzieje, rozumiesz? - poprosił Jake, po czym położył ręce na głowie i wszedł do mieszkania Fiedlera. Ten podniósł wolną ręką pistolet Jacoba i wycelował w Ryana 
-Zamknij drzwi - rozkazał. Ryan nie widząc innego wyjścia, wykonał polecenie. Gdy to zrobił zbiegł szybko na dół. Musiał uratować Jacoba za wszelką cenę, w końcu dał obietnicę. Wybiegł z budynku i czym prędzej podbiegł do Jacka. 
-Nie blefował, ma cały pokój ładunków, nie wiem czy w całym mieszkaniu. Wziął Jacoba, jako zakładnika, jeśli nie spełnimy jego żądań mamy przesrane- mówił roztrzęsiony Ryan. 
-Spokojnie, zrobimy wszystko, by włos mu z głowy nie spadł. A teraz chodź do punktu dowodzenia, opowiesz wszystko co widziałeś..

,,Szach-Mat"Stories to obsess over. Discover now