1

12 2 0
                                        

Detektyw Wilds mimo niechęci podniósł się i spojrzał na pilota leżącego obok, coś kazało mu chwycić go i włączyć telewizor. Pierwszy kanał, jaki pojawił się na ekranie był mu bardzo dobrze znany, poranne wiadomości od lat rozbrzmiewały w jego domu aż do czasu nieszczęść, jakie zostały na niego zesłane.

-...od czasu pamiętnej parady miasto pogrążyło się w chaosie. Wszyscy chcą wiedzieć, co sprawiło, że tak wiele osób postanowiło opuścić swoich bliskich i odejść z tego świata. A może mimo zapewnień policji sprawa wcale nie jest taka oczywista, jak próbują nam przedstawiać? Z miejsca zbrodni mówiła...- Obraz blondynki został zastąpiony czarną plamą, Lorenz odłożył pilot i sięgnął po komórkę. 24 nieodebrane połączenia, wiedział kto tak zawzięcie próbuje się do niego dodzwonić i cholera, zupełnie go to nie obchodziło.

-co jest kurwa- szepnął zdezorientowany, kiedy uświadomił sobie, że dźwięk dzwonka wcale nie pochodził z jego snu, ktoś od 5 minut dobijał się do drzwi jak poparzony. Niechętnie wstał z fotela i biorąc pistolet do ręki, podszedł do drzwi. Jednym ruchem otworzył zamek i chwycił klamkę wpuszczając do domu trochę światła.

-Nareszcie! Stary, wiesz, jaki mamy dzisiaj dzień? Poniedziałek, cholerny poniedziałek. Od 3 godzin próbuje się do ciebie dodzwonić, bo nie pojawiłeś się w robocie. Szef jest wkurzony, wywali cię na zbyty pysk, jak dalej będziesz tak odwalał!- ciemnowłosy mężczyzna ubrany w czarną koszulę i tego samego koloru spodnie wszedł do mieszkania, ciągle krzycząc na przyjaciela- Boże jak tu śmierdzi, czy ty w ogóle bierzesz prysznic?

Lorenzo wycelował broń w Adwisa

-zamknij się- wycedził.

-co ty odwalasz, odłóż tą broń, zanim komuś stanie się krzywda- Chłopak powoli wyciągnął dłoń -oddaj mi ten pistolet. Natychmiast Lor.

Blondyn mocniej zacisnął rękę i nacisnął spust, jedyne co usłyszał to huk.

-Naprawdę żałuję, że nie był załadowany, wyglądałeś jakbyś miał się zaraz popłakać- facet wybuchł śmiechem, Brunet otworzył oczy i spojrzał na przyjaciela jak na wariata.

-ty... jesteś pojebany!- warknoł- co ty sobie w ogóle wyobrażałeś, a poza tym skoro nie strzeliłeś to co ty był za huk?

-Pewnie Furia znowu zrzuciła wazon -westchnął, usiadł na kanapie i poklepał miejsce obok siebie- siadaj przyjacielu.

-Napewno nie masz tam ukrytych noży, ani nie spróbujesz udusić mnie tą czerwoną poduszką?- Lorenzo podniósł brew i spojrzał na przyjaciela

-to całkiem dobry plan, kolor tej poduszki idealnie ukrył by kolor twojej krwi- powiedział a Adwis spojrzał na niego z szeroko otwartymi oczami- przecież żartuje- uspokoił go- za dużo byłoby problemów, moi sąsiedzi pewnie widzieli jak wchodzisz do mieszkania, powiedzieli by o tym policji, a te skurczybyki szybko by mnie dopadły.- wywnioskował i sięgnął po piwo stojące obok kanapy.- chociaż jeśli miałbyś jakieś ukryte pieniądze mógłbym siedzieć na Karaibach zanim mnie wytropią, masz jakiś ukryty sejf Ad?

Mężczyzna miał już odpowiedzieć gdy nagle usłyszeli dźwięk telefonu
-Szef- odezwał się tylko i szybko odebrał połączenie- Dzień dobry...tak szefie, jestem u niego...tak...gdzie?...czy wiemy kim był zaginiony?...oczywiście za chwilę tam będziemy.- rozłączył się i odłożył telefon, widział minę kumpla, i wiedział że jego myśli zaczęły kierować się w zła stronę, tą mroczną część jego przeszłości.

-Lorenzo, mamy wezwanie- słysząc swoje imię podniósł głowę- kolejne zniknięcie, musimy jechać.

Sztywno wstał i obaj ruszyli w stronę domu zaginionego.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Witajcie moi drodzy ♥️
Jest to pierwszy rozdział książki którą zaczełam pisać, dość krótki, ale kolejne będą już dłuższe, jeśli wam się podobało będzie mi bardzo miło, jeśli zostawicie gwiazdkę oraz serdecznie zachęcam do komentowania.
Staram się sprawdzać błędy na bieżąco, ale jeśli jakiegoś niezauważyłam możecie dać mi znać.
Drugi rozdział prawdopodobnie pojawi się jutro.♥️

Szklana ZasłonaHistorias para obsesionarse. Descúbrelo ahora