Wulkan niemocy

41 1 0
                                        

Stał w bezruchu przyglądając się znajomej kawiarni, gdzie niegdyś spędzał sporo czasu z wyjątkową wtedy dla niego osobą, która już nie występowała w jego życiu. Lokal zamieniono na przyjazną restauracje, lecz w pamięci utkwił młodemu studentowi tylko jeden zachęcający napis- "coffe time". Niestety nawet to miejsce należało do przeszłośći. Naprzeciwko znajdowało się schronisko. Młody student miał ograniczony czas, ale każdą swoją wolną chwilę starał się poświęcać bezpańskim psiakom. Działał w wolontariacie - dostarczał pożywienie z własnej kieszeni, wyprowadzał futszaki, sprzątał po nich i dawał im multum miłości. kochał zwierzęta, były dla niego formą terapii i paradoksalnego odpoczynku. Nierzadko jednak po opuszczeniu bramy stawał nieruchomo w miejscu, by przypatrzeć się budynkowi na przeciwko. Dzięki temu odżywały w nim wspomnienia, które traktował jako te dobre i pielęgnował je jak tylko potrafił, albowiem podnosiły go one na duchu.

W Busan wiele się zmieniło na przestrzeni ostatnich lat, a może to brunet zbyt często odwiedzał rodzinne miasto, przez co zaczynało ono w jego oczach zamieniać się w obce miejsce? Sam do końca nie wiedział, lecz na pewno nie czuł się tu już tak swobodnie jak za czasów liceum. Nie wiązał swojej przyszłości z tym miastem, ani nawet z Koreą. Marzył, żeby na stałe wyjechać do Europy. Wiedział, że może w ten sposób uciec przed presją społeczeństwa i własną kulturą, której podświadomie nienawidził. Ale liczył też, że ucieknie przed piwnymi oczami wypełnionymi żalem i nienawiścią, które nawiedzały szatyna praktycznie co noc w koszmarach. Było to jednak niemożliwe. Przed tym nie mógł zwiać, nie mógł uwolnić się od poczucia winy, które jak twierdził zabiło go dawno temu.

Stał teraz na mrozie wdychając w płuca mroźne powietrze, a wzrok miał utkwiony na dużej szybie, przez którą widać było stolik. Siedziała tam młoda para, promienie uśmiechająca się do siebie nawzajem. Po zmarzniętym policzku Yoongiego niespodziewanie spłynęła pojedyncza, gorąca łza. Dwa lata temu siedział w tym samym miejscu z kimś niezwykle dla niego ważnym, delektując się smakiem Latte. Ten obraz w głowie stawał się coraz bardziej odległy, lecz mimo wszystko nadal pozostał tak niezwykle realny. To tylko pokazywało jak bardzo młody chłopak nie radził sobie z upływem kolejnych lat. Tęsknota wciąż rozrywała go od środka, ale nie mógł jej więcej zastąpić. Nie mógł zrobić nic, aby zatamować pustkę i doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Z nostaligcznych rozmyśleń wyrwał go wibrujący smartfon. Westchnął i pospiesznie ściągnął skórzaną rękawiczkę, aby bez problemu odebrać połączenie.

—Tak mamo? — zapytał na starcie, ukrywając smutek w tonie głosu — Nie, nie ma mnie w Busan — skłamał bez mrugnięcia okiem. Ostatnie na co miał ochotę, to siedzenie z rodziną i udawanie, że wszystko z nim w porządku, kiedy gruz walił mu się na głowę.

— Tak, mam co jeść — przewrócił oczami. Nienawidził takowych pytań.

Jednak w oczach matki dziecko zawsze pozostawało dzieckiem, nawet jeśli wiek już absolutnie o tym nie świadczył.

— Mamo, kończę. Odezwę się za niedługo — poinformował i szybko się rozłączył.

Matka zaczęła swój monolog dotyczący spożywania regularnych posiłków. Był pewny, że Taehyung na niego doniósł. Ale nie winił przyjaciela, rozumiał, że ten się martwił. W końcu dwa posiłki na tydzień rzeczywiście mogły wydawać się grubą przesadą. Gorzej, że byli współlokatorami i pomimo tego, że Kim ciągle pracował, to wciąż jakimś cudem znajdował czas, żeby poprawić mu morały i dostarczyć posiłek prosto pod buzię, a mało tego przypilnować, by talerz został całkowicie opróżniony. Irytujące, lecz Yoongi dobrze wiedział jak sytuacja mogłaby się skończyć, gdyby był sam. Żył niczym robot- wykłady, jakieś drobne zakupy spożywsze, często bezskuteczne przygotowania do sesji. Nic go nie cieszyło, wszystko wydawało się szare i pozbawione sensu. Jednakże taki stan nie był niczym nowym, zmagał się z nim w liceum i zmagał się teraz. Zastanawiał się czy byłby w stanie skoczyć z mostu obok którego codziennie przechodził, choć dobrze znał odpowiedź. Wizja przeskoczenia przez barierkę i uderzenie o tafle wody była niebywale kusząca. Przynajmniej wkroczenie na drugi świat byłoby wtedy niemalże pewne. Yoongi często kładł się na torach i zamykał oczy pogrążając się w przyjemnej ciszy. Obiecał sobie, że pewnego dnia, gdy nagłym trafem usłyszy dźwięk pociągu jadącego po szynach po prostu nie wstanie, nie ucieknie, a się podda. Taki dzień nadszedł, ale szatyn nie dotrzymał obietnicy. Obraz rodziny, przyjaciela, a nawet Park Jimina sprawił, iż automatycznie się ocknął i uciekł ratując ciało przed katastrofą. Nie mógł być aż takim egoistą. Nie chciał przerzucić swojego cierpienia na najbliższych. Nie byli oni wymówką, ponieważ myśl o śmierci zatracała młodemu studentowi głowę niemal codziennie, miał wrażenie, że wpadł w czarną otchłań i nie ma z niej żadnego wyjścia. Po prostu się męczył czując, że jego czas na ziemi dobiegł końca, świat już dawno o nim zapomniał. Pozostał tylko gryzący w serce żal, nieopisana nienawiśc do siebie i kryzys egzystencjalny, w którym każdego dnia topił się coraz bardziej nie mogąc przebić muru. On już nawet nie starał się walczyć, porzucił zbędną nadzieję.

You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: Dec 10, 2021 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

Long Time No See | Yoonmin 🍂Stories to obsess over. Discover now